reklama

Nikt nie chce Allo. Kolejny komunikator Google można spisać na straty?

Strona główna Aktualności

O autorze

Na dziobie okrętu. Stawia znaczące nad znaczonym, lubi czapki z daszkiem, teorię gier, tłumaczenia maszynowe i karabiny maszynowe.

Google może poszczycić się imponującym portfolio świetnych usług: dawno już minęły czasy, kiedy prym wśród nich wiodła wyszukiwarka. Dziś wielu nie wyobraża sobie korzystania z komputera bez Dokumentów czy w ogóle funkcjonowania bez Map. Nie można także zapomnieć, że adresy mailowe, które nie kończą się na gmail.com stanowią dziś niekiedy powód zdziwienia.

Nie oznacza to jednak, że Google jest nieomylne i każda kolejna premiera to gwarantowany sukces. Korporacja w zasadzie regularnie ponosi porażki na gruncie serwisów społecznościowych i komunikacji. W obu przypadkach największym konkurentem jest oczywiście Facebook i jego Messenger, nie można zaś stwierdzić aby duet złożony z Google+ i Hangouts mógł stanowić alternatywę.

Wygląda także na to, że losy poprzedników podzieli także najnowszy komunikator Google, Allo. Po raz pierwszy usłyszeliśmy o nim podczas zeszłorocznej konferencji Google I/O, zaś do użytkowników trafił we wrześniu. Wyróżniać miała go między innymi możliwość wykorzystywania inteligentnego asystenta. Wygląda jednak na to, że to nie wystarczy, by Allo mogło zacząć liczyć się na rynku komunikatorów, o czym świadczą statystyki popularności.

Jak informuje Android Police, popularność Allo leci na łeb na szyję. Jeszcze dwa miesiące temu komunikator Google znajdował się wśród 200 najpopularniejszych darmowych aplikacji. Dziś jednak nie znajdziemy go już nawet w na liście 500. Jest pewnie za wcześnie by kolejne społczenościowo-komunikacyjne przedsięwzięcie Google spisać na straty, jednak takie dane nie nastrajają pozytywnie.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama