O powstawaniu Windows. Jak tworzono najpopularniejszy system na świecie: zabawa w OS/2

Strona główna Aktualności
(fot.Pixabay)
(fot.Pixabay)

O autorze

Opracowany w 1987 roku Windows 2.0 i jego różnorakie warianty miały pełnić rolę protezy dostarczającej wielozadaniowość w czasie prac nad następcą całego stosu technologicznego znajdującego się pod spodem (DOS, EMS, GDI, Windows). Microsoft wraz z IBM postanowili, że MS-DOS i Windows nie mają przyszłości, ponieważ nie da się ich rozwijać. Być może dałoby się stworzyć ładniejszą, szybszą i stabilniejszą wersję, ale wciąż korzystałaby ona z niewygodnej archaicznej technologii.

Problemy z MS-DOS były znane już od 1981 roku, a w momencie wydania wersji 2.0 było już pewne, że przyszłe pecety będą oferowały funkcje, których DOS w obecnej formie nie ogarnie. W Redmond rozpoczęto próby obejścia problemu, tworząc wielozadaniową wersję MS-DOS o mylącym numerze 4.0, obraz pliku wykonywalnego NE EXE oraz specyfikację pamięci rozszerzonej LIM EMS (we współpracy z IBM i Lotusem).

System operacyjny przyszłości

Powyższe cuda jednak tylko chwilowo rozwiązywały problem, więc w kalendarzu pojawiały sie kolejne pomysły, jak Windows 1.1 działające pod wielozadaniowym DOS-em 4.0, wątki i pamięć podręczna w wersji 4.1 oraz tryb chroniony w wersji 5.0. Mityczny "DOS5" miał być bazą dla systemów nowej generacji i zabezpieczyć rynek PC na lata do przodu. Nic bardziej skomplikowanego nie było potrzebne w komputerach osobistych, a do naprawdę profesjonalnych zastosowań, Microsoft oferował swoją dystrybucję systemu UNIX, o nazwie Xenix.

Świat jednak nieubłaganie dokonał standaryzacji na kulawym MS-DOS i wzgardził "raczej kompatybilną" wersją czwartą. Rzeczywistość uparcie nie chciała migrować na lepsze rowiązania, nawet gdy Microsoft niemal wprost mówił, że aktualna technologia jest ślepą uliczką. Następne rozwiązanie, jeżeli miałoby zostać przyjęte przez cały świat, potrzebowało pomocy IBM. A przynajmniej tak myślano.

Pożegnanie z Windows

Jaką w tym wszystkim rolę miał grać Windows? Żadną, acz nie szedł na zmarnowanie. "DOS5", nieposiadający nazwy (lub też posiadający tych nazw zbyt wiele: ADOS, CP-DOS, 286DOS...), miał docelowo zawierać środowisko graficzne. Tworzone rozwiązanie, nazwane Presentation Manager, miało wyglądać jak Windows i być nim "niemal zgodne" (ups...). Prace włożone w Windows 2.0 należało tylko "trochę uporządkować", by niskim kosztem uzyskać graficzną powłokę dla zaawansowanej wersji DOS-a.

Ambitne plany ponownie zrewidowała rzeczywistość. Projekt OS/2, bo tak w końcu nazwano nowy system, łapał mocne opóźnienia, a jego pierwsza wersja została wydana bez warstwy graficznej. Pierwszym środowiskiem wyglądającym mniej więcej, jak PM, był więc Windows 2.0. Presentation Manager dla OS/2 był gotowy na premierę dopiero w 1988 roku. Wyglądał niemal tak samo, jak Windows 2.0.

Sęk w tym, że "niemal tak samo" pisano na niego aplikacje. W PM postanowiono poprawić braki i błędne decyzje projektowe z Windows, aby zapewnić łatwiejsze pisanie aplikacji. W konsekwencji, programy stworzone dla Windows wymagały konwersji. Wszystko działało "mniej więcej": system był "raczej podobny" do MS-DOS, model NE EXE był "zaskakująco zbliżony" do tego z Windows, a środowisko graficzne wyglądało "prawie dokładnie tak samo", jak Okienka. Te skromne różnice się sumują.

Myślenie życzeniowe

Podejście Microsoftu do OS/2 z tamtych czasów przypomina w pewnych kwestiach politykę wobec Windows Phone sprzed kilku lat. System miał być nowym, lepszym graczem na rynku i otworzyć nowy rozdział w technologii, ale w praktyce bardziej opłacało się robić oprogramowanie na Androida. W efekcie mamy dziś doskonały pakiet Office i Outlooka na telefonach Samsunga, a Windows Phone zniknął. Podobnie sprawia miała się z OS/2: powstało oprogramowanie na ten system, ale lepsze recenzje i większą popularność zdobywały wydania dla MS-DOS i Windows 2.0. A oprogramowania dla Windows było wtedy mało!

Microsoft i IBM udowodnili tym samym truizm, którego inne branże nauczyły sie wcześniej: nieważne, kto ma rację, ważne kto zarabia pieniądze. Nieważne, że OS/2 jest lepszym systemem operacyjnym, który w dodatku pracuje w trybie chronionym. Liczy się oprogramowanie stworzone dla MS-DOS, a Word i Excel kupowano w wersjach dla Windows. Nieważne, że Presentiation Manager jest porządniejszą, bardziej uporządkowaną implementacją GUI, pozwalającą lepiej tworzyć aplikacje. Liczy się, że są one inne, niż w wersji dla Windows. A klientom taniej jest dokupić Windows do DOS-a, niż cały OS/2, zwłaszcza że niektórzy musieliby w tym celu wymienić cały komputer. Zresztą Presentation Manager też święty nie był, jedna awaryjna aplikacja potrafi go zamulić albo zawiesić.

Dead-on-arrival

OS/2 dalej jednak (mówimy teraz o roku 1989) był uznawany za przyszłość. Windows miał się z czasem wykruszyć, bowiem się nie skalował. Nie dało się w przyszłości tworzyć oprogramowania działającego w trybie rzeczywistym, jeżeli chce się mieć wielozadaniowe, 32-bitowe systemy operacyjne i megabajty RAM-u. Mimo rozczarowującej (acz niepodważalnej) popularności OS/2, rozpoczęto prace nad jego następcą, jeszcze bardziej rewolucyjnym. Z poprzednikiem miało go łączyć tylko API, a wnętrze być zupełnie inne i przenośne: dość pisania systemu na 286, bo 8088 jest za stary. Zamiast pisać system na 386, bo 286 się zestarzał i po kilku latach wylądować w tym samym miejscu, należało podejść do problemu inaczej.

To dopiero jednak melodia przyszłości: to, co się liczyło, to zapewnienie ścieżki migracji z DOS-a na OS/2 i rozszerzanie Presentation Managera tak, by wszyscy już na zawsze zapomnieli o Windows. Plany te pokrzyżował David Weise, który pod stołem dokonał świętokradztwa: napisał aplikację Windows o nazwie PKERNEL.EXE. O tym już za tydzień.

© dobreprogramy
s