Omen X by HP Mindframe – test słuchawek z funkcją schładzania uszu

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria

O autorze

Mogłoby się wydawać, że zestaw słuchawkowy jest jednym z tych akcesoriów, które niezwykle ciężko zrewolucjonizować. Ano, bo cóż zaskakującego można wymyślić w temacie headsetów? Lepsze przetworniki czy ergonomia, bardziej ekstrawagancki wygląd, ciekawsze oprogramowanie – to wciąż zaledwie interpretacja znanych doskonale schematów. Tym chętniej zabrałem się za testy Omen X by HP Mindframe, dowiedziawszy się, że są to pierwsze od dłuższego czasu słuchawki dla – a jakże inaczej – graczy, istotnie wyróżniające się na tle konkurencji.

Na czym polega ich unikatowość? Otóż Omen X by HP Mindframe wykorzystują efekt Peltiera do schładzania uszu użytkownika. W obydwu kopułach zamontowano układ termoelektryczny, który obniża temperaturę metalowej maskownicy przetwornika, przez co nausznice są aktywnie klimatyzowane. Dzięki temu, jak zapewnia producent, nawet najdłuższe sesje nie powinny wywoływać dyskomfortu. I choć poza tym ciężko już o inne innowacje – ot typowy headset dla graczy z zasilaniem poprzez USB i podświetleniem RGB – przyznajcie, Mindframe'y mogą zaintrygować. Pozostaje tylko pytanie, czy to przekłada się na kompetentne doświadczenie.

Specyfikacja techniczna

Typ konstrukcji Wokółuszne, zamknięte
Przetworniki 40 mm
Impedancja 32 Ω
Dynamika 95 dB
Pasmo przenoszenia 15 Hz - 22 kHz
Waga 480 g
Pozostałe cechy Mikrofon, funkcja schładzania uszu, podświetlenie RGB

Wygląd, budowa, ergonomia

Jaki jest design akcesoriów dla graczy, każdy powinien wiedzieć – są zawadiackie, często wręcz agresywne i, nie ukrywajmy, ociekają kiczem. Muszę jednak przyznać, że HP ostatnimi czasy nauczyło się nie przesadzać. Wszędobylska czerń i idealnie okrągłe muszle, wykończone romboidalnymi wypustkami, które pełnią zarazem rolę punktów montażowych dla pałąka, to koncepcja nowoczesna, a jednocześnie nienachalna. Inna sprawa, że z kilka decyzji można podważyć.

Nachylenie muszli regulowane jest tylko w płaszczyźnie pionowej, ponieważ sam pałąk jest elementem całkowicie monolitycznym. Zresztą, z tego samego względu nie da się go rozsunąć, a za dopasowanie słuchawek do rozmiaru głowy odpowiada tylko umieszczona poprzecznie opaska. Dla osób o czaszce najwyżej średniego rozmiaru nie powinno być to problemem, ale kiedy naprężenie paska regulacyjnego zbliża się do maksimum, pojawia się odczuwalny ucisk, którego to skóropodobne obszycie nie jest w stanie dostatecznie skompensować.

Idąc dalej, niemalże całą konstrukcję wykonano z tworzywa sztucznego. Jest ono lekko porowate, a przez to dość przyjemne w dotyku i odporne na zabrudzenia. Niemniej wrażenia produktu premium na pewno nie buduje. Wreszcie, wychodzi na jaw pewien brak konsekwencji. Zarówno mikrofon – umieszczony na składanym pałąku, dodam – jak i kopuły są podświetlone diodami RGB, ale już przewód łączący obydwa przetworniki jest w kolorze krwistej czerwieni. Zatem producent z jednej strony pozostawia aranżację w gestii użytkownika, z drugiej zaś – narzuca ją.

Poza tym zabrakło mi pilota sterującego. Kabel ma gęsty czarny oplot, opaskę rzepową i nienaganną długość, równą dokładnie 2 m. Za to głośność zmienimy wyłącznie z poziomu potencjometru, na tyle prawej muszli, a jedyną opcją sprzętowego wyciszenia mikrofonu jest jego złożenie. Mało tego, ponarzekać muszę także na poduszki. Skoro cała konstrukcja jest zamknięta, a nad ograniczeniem potliwości czuwa ogniwo Peltiera, producent mógł ze spokojem postawić na nauszniki skórzane. Zamiast tego wybrał przepuszczający materiał a'la gąbka poliuretanowa.

Oprogramowanie

A to nie koniec kontrowersyjnych decyzji. Kolejna z nich, na szczęście już ostatnia, dotyczy oprogramowania. Jedynym oficjalnie obsługiwanym systemem jest Windows 10 w 64-bitowej wersji, a główną aplikację sterującą, Omen Command Center, pobierzemy jedynie ze sklepu Microsoft. Na dodatek sama aplikacja to też, mówiąc kolokwialnie, kpiny z pogrzebu. Funkcjonalność? Zmiana koloru podświetlenia i mocy układu chłodzącego. Brak tu jakichkolwiek filtrów czy korektora audio. Mało tego, nie można przy tym wyłączyć symulowanego przez Mindframe'y dźwięku 7.1. Czyli słuchawki grają tylko tak, jak fabrycznie skalibrowali je inżynierowie. Nic ponadto.

Odsłuchy

No dobrze, ale jak właściwie grają? Powiem wprost – to zależy od zastosowania. Wszystko dlatego, że charakterystyka brzmienia obejmuje mocno podkoloryzowany dół, co wiąże się z mięsistym i wysuniętym basem, który ostatecznie obejmuje także niższe partie pasma średniego. Co następuje, Mindframe'y widocznie ocieplają każdy materiał, a do tego dochodzi jeszcze spłaszczona góra, jeszcze bardziej wycofana względem średnicy – dodam. W takim wypadku ciężko mówić o różnicowaniu czy szczegółowości. Rezultat można porównać do systemu car audio u osobnika z naklejką „Pioneer” na frontowej szybie samochodu.

Niemniej, w odróżnieniu od wielu ekonomicznych słuchawek dla graczy, bas wcale nie jest przesadnie rozlazły. Schodzi nisko, ale w sposób punktowy. Sprawia to, że poszczególne źródła uderzeń łatwo wychwycić i określić, co z kolei stanowi wodę na młyn dla symulowanego dźwięku przestrzennego. Wprawdzie przestrzeń akustyczna, jak to w przypadku większości konstrukcji zamkniętych, objętością nikogo nie powali, ale prawidłowe usytuowanie poszczególnych odgłosów, na scenie, to żaden problem. Niestety nie zawsze jest to zjawiskiem pożądanym. O ile wyjaskrawiony efekt przestrzeni idealnie sprawdza się w grach, o tyle w muzyce często brzmi groteskowo.

I właśnie, tak jak wspominałem, całościową ocenę brzmienia Mindframe'ów bardzo mocno warunkują ich zastosowania. Ganiając się z przeciwnikami w Counter-Strike'u czy tam innym World War 3, propozycja firmy HP rzeczywiście zwiększa immersję, przez wyraziste odgłosy wystrzałów czy wybuchów, i – nie ukrywajmy – ułatwia lokalizację wrogów. Jeśli jednak poszukujecie słuchawek jakkolwiek uniwersalnych, nie tędy droga. Nawiasem mówiąc, mikrofon funkcjonuje bez najmniejszych zastrzeżeń: szumy dobiegające z otoczenia filtrowane są prawidłowo, a głos rejestrowany jest bez większych zniekształceń.

Podsumowanie

Czas odpowiedzieć na standardowe pytanie: czy warto Omen X by HP Mindframe kupić? Cóż, nie wyobrażam sobie, by jakiś gracz miałby być z tego headsetu niezadowolony. Jest głębokie i immersyjne brzmienie, dobre pozycjonowanie, solidny mikrofon i system chłodzący, który – jeśli jeszcze dosadnie tego nie wyraziłem – rzeczywiście sprawia, że w recenzowanych słuchawkach przesiadywać można całymi dniami. Natomiast, powtórzę, poza gry Mindframe'y właściwie nie są w stanie wyjść, co przy cenie ustalonej na 799 zł wielu potencjalnych nabywców skutecznie zniechęci. No, ale monitory z matrycą TN o częstotliwości odświeżania 144 Hz również niekoniecznie nadają się do czegokolwiek innego niż gry, a jednak ludzie je kupują. Na tej samej zasadzie, zgaduję, swych amatorów znajdą słuchawki Omen X by HP Mindframe.

© dobreprogramy