Oracle pokonał Google. Walka o pieniądze może zatrzymać rozwój programów

Strona główna Aktualności

O autorze

W ciągnącej się od prawie 8 lat sprawie między firmami Google i Oracle na szali są nie tylko pieniądze, ale i możliwości rozwijania nowego oprogramowania. Kilka miliardów, które zapłaci Google, to niewiele w porównaniu z kosztem, jakie może ponieść cała branża oprogramowania, a w konsekwencji użytkownicy.

Federalny sąd apelacyjny uznał rację firmy Oracle i nakazał Google'owi zapłacić odszkodowanie. Obecnie postępowanie sądowe zostało cofnięte do niższej instancji, która ustali konkretną wysokość opłaty. W branży zdania na temat słuszności wyroku są podzielone. To nie pieniądze powinny nas martwić, ale precedensowy wyrok w sprawie wykorzystania interfejsów programistycznych (API), który może mieć wpływ na przyszłe wyroki w sprawach o naruszanie praw autorskich w kodzie.

Dzięki możliwości korzystania z zaprojektowanych wcześniej API możliwa jest współpraca różnych programów między sobą: gier ze sterownikami, aplikacji z systemem, synchronizacja danych między dwiema aplikacjami niezależnie od platformy i tak dalej. Oracle, do którego obecnie należy Java, ma oczywiście własny zestaw API dla własnej implementacji Javy – Java Standard Edition. Google tworząc własną implementację musiał przygotować własne API, które siłą rzeczy działają podobnie. W takiej sytuacji nie powinno dziwić, że powstają podobne funkcje, których kod został napisany inaczej, ale jednak spełniają te same zadania. Problem w tym, że API Google'a jest zbyt podobne do API Oracle'a.

Oracle jednak uznał to za naruszenie praw autorskich i najwyraźniej amerykański system sprawiedliwości jest po jego stronie. Decyzja zapadła w 2014 roku, mimo argumentacji Google'a o uczciwym wykorzystaniu API, które gwarantuje licencja Javy. Oprogramowanie Oracle'a można wykorzystywać niekomercyjnie oraz do tworzenia innych aplikacji. Nie można jednak używać go jako części konkurencyjnych platform – a tym właśnie jest maszyna uruchomieniowa Javy w Androidzie. Google'a nie ratuje fakt, że Android jest ogólnodostępny i darmowy, a jego API nie są komercyjne – w końcu zarabia krocie na reklamach.

Czarne chmury zebrały się nad otwartym i darmowym oprogramowaniem. By to środowisko kwitło, programiści muszą wykorzystywać ponownie albo implementować od nowa liczne API, czy to tworząc nowe standardy, czy poprawiając już istniejące. Inaczej wszelka wymiana danych między programami może zostać zatrzymana, a wraz z nią interoperacyjność systemów, programów i rozwijanie nowych produktów. Dzięki temu też konsumenci mają wybór, czy wolą rozwiązanie zamknięte czy otwarte, tańsze czy droższe, a często mogą też sięgnąć po darmowe zamienniki.

Kolejny raz przez walkę o pieniądze nie możemy mieć ładnych rzeczy. Jeśli jednak producenci zamkniętych, własnościowych produktów zdecydują, że wolą pieniądze od rozwoju, los wielu otwartych produktów stanie pod znakiem zapytania. Google może znów złożyć apelację i sprawa trafi do Sądu Najwyższego, ale ostatnie wyroki nie napawają optymizmem.

© dobreprogramy