reklama

Plaga wśród aplikacji: klony darmowego odtwarzacza z dodanymi reklamami

Strona główna Aktualności

O autorze

Kobieta o wielu talentach, użytkowniczka OS X kochająca fotografię, kuchnię wschodnią, ciężką muzykę i poprawną polszczyznę.

Jak można zarobić na aplikacji mobilnej? Niektórzy starają się przygotować ciekawy produkt, inni biorą kod źródłowy otwartej aplikacji i dodają do niego reklamy. To właśnie spotkało popularny i bardzo dobry odtwarzacz VLC dla Androida. Na bazie jego kodu powstały jednak klony, które są obecne w Google Play i zarabiają reklamami.

Organizacja non-profit VideoLAN, rozwijająca świetny, otwarty odtwarzacz multimediów, niedawno ujawniła, że otrzymała propozycję dołączenia reklam do swojego produktu dla Androida. Mogli na tym zarobić dziesiątki milionów euro, ale nie przyjęli oferty. Program był, jest i będzie otwarty i darmowy.

Klony VLC, jak 321 Media Player, nawet nie starają się ukryć, że korzystają z kodu VLC, choć nigdzie nie ma wzmianki o otwartej licencji. Tym samym łamią postanowienia licencji GPL, na której dostępny jest kod odtwarzacza – wymaga ona, by kod forka był dostępny na tej samej licencji i by jasno informować o tym, jakie projekty były wykorzystane.W tym przypadku mamy też do czynienia z podkradnięciem ikonki odtwarzacza dla Windowsa. Inna aplikacja tego typu, Multilan, wyświetla nawet adres pomocy VLC, którego nikomu nie chciało się zmienić. Szczytem jest aplikacja o nazwie Indian VLC Player (także już znikła z Google Play), ale to dopiero początek.

Bezczelność autorów tych aplikacji jest zaskakująca – w końcu naruszają licencję oprogramowania, a więc prawo w UE i Stanach zjednoczonych. Nie wkładają jendak w ten proceder wiele wysiłku. Przygotowanie kilku takich odtwarzaczy nie powinno zająć wiele czasu osobom zawodowo zajmującym się obsługą reklam w aplikacjach. Potem wystarczy umieścić je w Google Play i czekać, aż na konto spłyną pieniążki. Na wszelki wypadek można z różnych fałszywych kont napisać pozytywne oceny, wykorzystując boty. Fireflag Studios, którego odtwarzacz znikł z Google Play, ma na swoim koncie jeszcze 3 podobne produkty i też wcale się z tym nie kryje.

321 Media Player zaliczył ponad 5 milionów pobrań, zanim Google Play w końcu usunął aplikację. Z ponad 100 tysięcy ocen wyciągnął ocenę na poziomie 4,5 gwiazdki. Te korzyści należą się VLC. O ile VideoLAN i inni producenci otwartego oprogramowania zwykle z zainteresowaniem patrzą na forki swoich produktów, aplikacje typu 321 Media Player to zwykłe pasożyty.

Jeden z programistów, pracujących nad projektem, na Reddicie napisał, że własnoręcznie zgłaszał do moderacji liczne aplikacje tego typu. VideoLAN ma też problemy z podszywającymi się pod nich domenami reklamowymi i stronami, dodającymi adware do ich programu. Na tej liście jest nawet Sourceforge. Indyjskie firmy próbują nawet sprzedawać licencje na program VLC.

Martwi fakt, że VideoLAN trzykrotnie zgłaszał wspomnianą aplikację jako nieodpowiednią i mimo tego wciąż była obecna w Google Play. Za jej usunięcie ze sklepu, co miało miejsce dziś w nocy naszego czasu, odpowiada zapewne mała armia użytkowników Reddita, która wsparła VLC w nierównej walce. Trudno powiedzieć, dlaczego Google zwleka z usuwaniem takich aplikacji. Czy chodzi o to, że przynoszą gigantowi dodatkowe pieniądze? Raczej nie zarabiają aż tyle, by dochód z nich był znaczący w rozliczeniach firmy.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama