Popłoch jądra i planista w pełni sprawiedliwy: polonizacja Linuksa to więcej niż tylko żart

Strona główna Aktualności

O autorze

Przywykliśmy do tego, że słownictwo informatyczne zostało całkowicie zangielszczone. Tradycja polskiej informatyki z lat 70 i 80 poszła w zapomnienie, pozostały tylko niewyraźne wspomnienia o „giętkich płaskokrążkach informacjonośnych”. Czy tak już będzie zawsze? Słuchając mowy polskich programistów czy menedżerów projektów (przepraszamy, „deweloperów” i „pi-emów”), można odnieść wrażenie, że po prostu inaczej być nie może. A jednak niektórzy próbują to zmienić, nawet jeśli brzmi to jak żart. Zaczęli od popłochu jądra.

10 lipca na facebookowej grupie Linuksowa Alternatywa pojawił się zaskakujący wpis Przemka Buczkowskiego. Złożył on petycję, by od teraz kernel panic (czyli poważny błąd kernela, którego system sam nie jest w stanie obsłużyć) nazywać po polsku „popłochem jądra”. Zapewnił przy tym, że nie jest pijany.

I tak właściwie to czemu by nie? Co takiego jest w informatyce, że musimy przez nią zaśmiecać ojczysty język w sposób niespotykany w żadnej innej dziedzinie? Weźmy jako przykład polskie słownictwo matematyczne, które jest pełne spolonizowanych eleganckich określeń technicznych. Nikt nie nazywa przestrzeni parazwartych „parakompaktowymi spejsami”. A przecież jak mówi pewna historia z brodą, gdy podczas rozmów nad pewnym projektem dla amerykańskiego inwestora polscy programiści poprosili o chwilę dla siebie, by szybko coś omówić po polsku, uczestniczący w rozmowie Amerykanie mieli śmiać się, że rozumieją co drugie słowo.

Z pomysłu Przemka Buczkowskiego powstał całkiem konkretny projekt o nazwie polinux, mający na celu stworzenie zestawu łatek dla linuksowego jądra, które zapewnią tłumaczenie na język polski znajdujących się tam „na sztywno” komunikatów po angielsku. Jest to zabawne, ale zarazem ma wartość edukacyjną: porządne przetłumaczenie danej nazwy wymaga jej zrozumienia. Przy okazji tłumacz oswaja się z drzewem kodu źródłowego i uczy kompilować jądra.

Wytyczne tworzenia odpowiednich dla linuksowego jądra polskich słów są w projekcie polinux dobrze pomyślane i prowadzą do stylu, przypominającego prozę Stanisława Lema. Dyskusje nad tłumaczeniami toczą się na wiki projektu – i już widać, że niektóre z przekładów są po prostu wspaniałe. Obok popłochu jądra mamy też komunikaty w rodzaju usiłowano zabić wstępniaka (chodzi o init), właściwości takie jak nie splugawiony (not tainted) czy własne nazwy jak wps (planista w pełni sprawiedliwy – odpowiednik schedulera cfq).

Mamy też piękne tłumaczenia słownictwa z systemu kontroli wersji git – zamiast uprawianych przez korporacyjnych deweloperów pulli i commitów, polscy programiści mogliby popełniać wrepowzięcia i zatwierdzenia.

Polinux przechowywany jest obecnie na githubie, wbijajcie tam – https://github.com/przemub/polinux/.

© dobreprogramy