reklama

Programiści boją się Microsoftu. Github stracił 50 tysięcy projektów

Strona główna Aktualności

O autorze

Kobieta o wielu talentach, użytkowniczka OS X kochająca fotografię, kuchnię wschodnią, ciężką muzykę i poprawną polszczyznę.

Przejęcie popularnego repozytorium kodu Github przez Microsoft zostało potwierdzone wczoraj po południu. Niezadowolenie widać w wielu miejscach, a najlepiej na konkurencyjnym GitLabie, który zarejestrował od wczoraj masowy napływ projektów programistycznych.

Wczoraj Microsoft poinformował, że przejmie Github za 7,5 miliarda dolarów, płacąc akcjami. Niektórzy patrzą na transakcje optymistycznie, bo skoro Microsoft nie doprowadził do zniszczenia Linkedina czy Xamarina, z Githubem też raczej nic złego nie zrobi. Dla wielu jednak jest to koniec darmowej, nakierowanej na społeczność i współpracę platformy, kluczowej dla rozwoju milionów otwartoźródłowych projektów.

Wiele osób obawia się, że Microsoft będzie rościł sobie prawa do głębokich zmian na Githubie, a nawet moderacji projektów i usuwania tych niewygodnych. To musi być efekt polityki Ballmera, który nazywał Linuksa rakiem i wyrażał nienawiść do otwartych źródeł na każdym kroku. Pewnie można nie zauważyć, że od tego czasu minęło 17 lat, a Microsoft zrobił zwrot o 180° i teraz kocha Open Source. Słusznie obawiają się programiści, których projekty mają na celu szkodzenie innym, jak DeepFakes (SI dokładająca czyjąś twarz do filmu pornograficznego, wciąż dostępna na Githubie). Jest też ryzyko, że z GitHuba znikną emulatory Xboksa.

Na krytyce słownej niezadowolenie się nie kończy. Programiści masowo uciekają z Githuba i przenoszą swoje projekty do konkurencji. W poniedziałek GitLab zarejestrował 13 tysięcy nowych repozytoriów, przeniesionych z nowego nabytku Microsoftu… w ciągu jednej godziny po ogłoszeniu przejęcia. CEO GitLaba Sid Sijbrandij zdradził jednak, że migracja trwa od prawie tygodnia. W sumie GitLab zyskał prawie 50 tysięcy nowych repozytoriów w ciągu niecałego tygodnia. Dla Githuba jednak nie jest to wielka strata. Wciąż pozostało na nim prawie 80 milionów projektów i wielu klientów większego kalibru.

Dla GitLaba to szczęście w nieszczęściu, gdyż infrastruktura musi radzić sobie z nieplanowanym dodatkowym obciążeniem. Sijbrandij zdradził, że już trzykrotnie skalowali serwery GitLaba i prawdopodobnie to nie koniec.

GitLab został założony w 2011 roku i od początku funkcjonuje jako otwarty i w pełni darmowy konkurent Githuba, który można implementować także na własnych serwerach. Sporo rozwiązań dostępnych na komercyjnym Githubie jest na GitLabie darmowa w podstawowej wersji, a pełnię możliwości daje abonament. Choć Github pobiera więcej opłat niż GitLab, miał pewne problemy finansowe, co pokazuje, że bez płatnych kont trudno generować dochód. GitLab utrzymuje się z finansowania przez inwestorów i trudno powiedzieć, jak poradzi sobie jako otwartoźródłowa platforma, jeśli nie powiększy bazy użytkowników płacących abonament. Decyzja o przeniesieniu projektu na GitLab może więc nie być najlepsza, jeśli ktoś szuka długoterminowego i trwałego repozytorium. Od strony idei wolności i niezależności oprogramowania to doskonały ruch.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama