Projekt karty graficznej "na RISC-V" z 300 tys. euro dotacji, choć autor jeszcze nie określił ISA

Strona główna Aktualności
fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com

O autorze

Saga związana z projektem Libre RISC-V, programowym rendererem Vulkana dla ISA RISC-V, trwa w najlepsze. Główny pomysłodawca, Luke Kenneth Casson Leighton, jeszcze w październiku pisał, że wskutek problemów z RISC-V Foundation chce przenieść cały projekt na architekturę Power. Trochę niespodziewanie, zgarnął tymczasem 300 tys. euro grantu od UE.

Przypomnijmy, historia zaczyna się pod koniec 2018 roku, kiedy to Casson Leighton ogłosił, że zamierza wesprzeć inicjatywę stworzenia całkowicie otwartoźródłowego SoC. Plan był prosty: wykorzystać jeden z układów RISC-V jako procesor centralny, po czym umożliwić mu generowanie grafiki poprzez renderer programowy. Według wstępnych zapowiedzi, taka konstrukcja miała zapewniać od 5 do 6 GLOPs i około 25 kl./s w rozdzielczości 720p.

Niby niewiele, ale w końcu nie od razu Kraków zbudowano. Poza tym początki zawsze są ciężkie. Sęk w tym, że przedsięwzięcie przez cały rok 2019 właściwie nie wyszło poza fazę początków.

Obraził się, ale pieniądze wziął

Autor projektu wielokrotnie narzekał, że RISC-V Foundation, jako podmiot nadzorujący specyfikację modelu programowego RISC-V, bardzo utrudnia pracę. Jak twierdził, fundacja nie chce akceptować nowych rozszerzeń od podmiotów niedochodowych, skupiając się wyłącznie na swych partnerach komercyjnych. W październiku miało to doprowadzić do migracji na ISA Power.

Równolegle jednak zgłosił się do Komisji Europejskiej, przedstawiając jej pierwotne założenia, czyli projekt renderera dla RISC-V. Na to właśnie dostał teraz 300 tys. euro, a niespełna rok wcześniej jeszcze 50 tys. Mówiąc wprost, zainkasował pokaźną sumę, pomimo że nie potrafi jednoznacznie określić w jakim celu. Bo jednak RISC-V a Power to dość znacząca różnica—a na pewno na tyle znacząca, aby nie móc rozpocząć prac bez podjęcia ostatecznej decyzji.

Tak się robi biznes na open source

Przy czym to nie pierwszy raz, kiedy Casson Leighton zbiera na coś pieniądze, po czym, mówiąc eufemistycznie, luźno podchodzi do dawanych deklaracji. W 2017 roku w ramach zbiórki społecznościowej zgromadził 234 tys. dol. na jednopłytkowy komputer EOMA68, który światła dziennego nie ujrzał do tej pory. Datowana początkowo na przełom 2017 i 2018 roku premiera była przesuwana wielokrotnie, a autor podawał coraz bardziej dyskusyjne wyjaśnienia.

Najświeższe z nich brzmi, że chińska fabryka, której zlecił produkcję laminatów, pokpiła kwestię obróbki ich krawędzi i scalaki muszą być docinane ręcznie – skalpelem.

Oczywiście nie chcę tu złorzeczyć i szczerze życzę powodzenia, ale po raz kolejny Casson Leighton wydaje się bardziej skupiać na gromadzeniu funduszy niż właściwym projekcie. Cóż, oby tym razem zdołał wziąć się w garść i rzeczywiście zrealizował obietnice. Pomysł ma wart uwagi.

© dobreprogramy
s