r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Reklamy trafiły do Google Home. A czy ktoś obiecał, że będzie inaczej?

Strona główna AktualnościBIZNES

Właścicieli Google Home czekała dzisiaj niespodzianka. Gdy poprosili o podsumowanie dnia oprócz pożądanej odpowiedzi usłyszeli reklamę filmu „Piękna i Bestia”. Trafiła ona zresztą też do niektórych posiadaczy smartfonów z Androidem, korzystających z Google Assistant.

Google Home to niewielki „inteligentny” głośnik, który ma służyć jako cyfrowy asystent. Pozwala on m.in. na robienie zakupów w sieci czy przeszukiwanie internetu i udziela szybkich odpowiedzi na zadane pytania. Media już po raz drugi w ostatnim czasie zajmują się Google Home. I bynajmniej nie dlatego, że to takie wspaniałe urządzenie.

Wręcz przeciwnie, niedawno głośnik pytany o to, czy Barack Obama szykuje zamach stanu, z pełną powagą odpowiadał, że pod koniec jego kadencji ma dojść do komunistycznego zamachu stanu. Robił z Obamy króla USA, a pytany o to, dlaczego samochody strażackie są czerwone cytował skecz Monty Pythona i zapewniał, że glutaminian sodu uszkadza mózg.

r   e   k   l   a   m   a

Google najwyraźniej uznało, że to wszystko za mało, a jak się ma doskonały produkt, to trzeba na nim dodatkowo zarobić. Nie wystarczy przecież, że użytkownik zapłacił za Google Home. Warto, by pytając o podsumowanie dnia dowiedział się, że powinien obejrzeć film. Konfiguracja My Day zawiera prognozę pogody, informacje o komunikacji miejskiej, przypomnienie planów na ten dzień oraz bieżące informacje. Zdecydowanie nie szukałem informacji o tym filmie – stwierdził jeden z użytkowników Reddita. Tymczasem Google Home, po tym, jak podał żądane informacje stwierdził: a przy okazji, dzisiaj do kin wchodzi „Piękna i Bestia" i przystąpił do zarysowywania fabuły, a gdy skończył przeszedł do najnowszych informacji.

Co interesujące, Google twierdzi, że reklama nie jest reklamą. Na pytanie dziennikarzy przedstawiciele koncernu stwierdzili, że to nie reklama. Piękno naszego Asystenta polega na tym, że zaprasza on naszych partnerów, by zostali naszymi gośćmi i podzielili się z nami swoimi historiami. Proste, prawda? Warto sobie to przypomnieć, gdy wieczorem zasiądziemy przed telewizorem i zostaniemy zaproszeni przez partnera kanału telewizyjnego do wysłuchania historii o jego zaparciu i pieczeniu w miejscach intymnych, które – ach, cóż za historia – zlikwidował odpowiednim preparatem za 9,99 zł, pamiętając przy tym, że każdy lek niewłaściwie stosowany...

Jak zapewne Czytelnicy dobrychprogramów pamiętają, niedawno swoimi historiami zaczął dzielić się z użytkownikami Windows 10. Wielu z nich nie zrozumiało, że oto Microsoft opowiada im historię i oskarżyli koncern z Redmond o nachalne serwowanie reklam w systemie operacyjnym.

Jaka jest zatem różnica pomiędzy Microsoftem a Google'em? Microsoft nie udaje Greka i nie kpi z użytkowników twierdzeniami, że reklama to nie reklama. Ponadto reklamy w Windowsie można wyłączyć. Google zaś nie odpowiada nawet na pytanie, czy z reklamami w Google Home można zrobić to samo, ale biorąc pod uwagę, że reklamy to główne źródło zarobków Google'a – to pytanie jest raczej nie na miejscu.

Cała ta historia z reklamami, przepraszam, partnerskimi historiami w Google Home przypomina liczne filmy sci-fi, w których bohater budzi się w swoim mieszkaniu, uruchamia cyfrowego asystenta, który wyświetla się mu na całej ścianie i prosi go o dostarczenie konkretnych danych lub informacji, a wraz z nimi jest zasypywany reklamami i oficjalnymi rządowymi komunikatami motywującymi go do lepszej pracy dla bardziej światłej przyszłości. Przed laty takie obrazki wywoływały uśmiech na twarzy. Chyba będziemy coraz rzadziej się uśmiechać.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.