Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Huawei P9 – geneza

Tytuł nieco mylący, ale nie do końca. Tak się złożyło, że do tego wpisu zainspirował mnie właśnie Huawei P9, ale o tym później. Zauważyłem, że ostatnimi czasy sporo osób opisuje jakieś sentymentalne historie – o starych kompach, o starych czasach itp. Postanowiłem, że i ja coś opiszę. Historię mojej przygody z telefonami komórkowymi. Począwszy od pierwszego modelu, a skończywszy na obecnym. Jako, że Huawei P9 to dość ciekawa opowieść, dlatego został on bohaterem tytułu. Dlaczego postanowiłem wpleść stare czasy w ten wpis? A no sprawa jest dość prosta, czytając opowieści kolegów blogerów czasami aż łezka się kręci w oku. Ja osobiście tez pochodzę z pokolenia, które pamięta jeszcze puste półki w klepach, kartki na mięso, paliwo, CPN, buty Relaks, Pewexy, gumy Turbo, Wigry 3, mundurki szkolne z przyszywanymi tarczami, Dziennik Telewizyjny i całą masę innych rzecz, o których dzisiejsza młodzież nie ma najmniejszego pojęcia. Czasem zobaczą coś bez zrozumienia na jakimś demotywatorze. To były czasy, gdzie nie było komórek, a telefon stacjonarny był wielkim luksusem. Gdzie listę kontaktów zapisywało się w kajeciku, a książka telefoniczna była w każdym domu, w którym był aparat telefoniczny. Ba, domofonów nawet nie było i wszędzie na podwórku słyszało się "maaaaamooooo!!!", jak dzieciaki krzyczały pod oknem. No takie tam wspomnienia...

Początki

Jak byłem w liceum, pod koniec lat 90, dokładnie chyba w 1998, to kupiłem pierwszy telefon komórkowy – na kuzyna, bo on był pełnoletni. Była to raczkująca sieć IDEA (obecny Orange), a tym wspaniałym aparatem był Sagem RC 715. Telefon jak na tamte czasy całkiem niezły.

Później było nieco lepiej, bo moim kolejnym telefonem była słynna i bardzo lubiana Nokia 3210. Bez antenki, bardzo nowatorka bryła i kompaktowe wymiary, do tego uwielbiane przez wszystkich wymienne obudowy.

r   e   k   l   a   m   a

Kolejny wynalazek to coś z wyższej, jak na tamte czasy półki – Nokia 8210. Bardzo kompaktowy telefon, mieścił się w spodniach do tej małej kieszonki w prawej kieszeni. Naprawdę spory wyczyn. Miałem właśnie taki czerwony egzemplarz.

Po czasach Nokii przyszła era Siemensa i powrót do antenek – wybór padł na model C35i. Był lekki, poręczny i popularny.

Ewolucja

Później wyjechałem do USA i zakochałem się w Motorolach z klapką, miałem kilka modeli (nie wiem czy chronologicznie):

V3 RAZR

V980

V235

W220

... i w końcu ostatnia moja klapka czyli Motorola K1

Rewolucja

Tak zakończyła się era moich klapek i nastała era smartfonów. Moim pierwszym sprzętem w tej kategorii nie był kto inny, jak iPhone 3G. Tak stałem się fanem Apple.

Później było tylko lepiej, kolejno iPhone 3G S

oraz ostatni mój telefon ze stajni Apple czyli iPhone 4

Zwrot przez sztag

Na tym modelu zakończyła się moja przygoda z telefonami Apple, gdyż odkryłem wolność, jaką daje Android. Tutaj wskoczyliśmy już na właściwe tory i zbliżamy się wielkimi krokami do gwoździa programu, jakim jest Huawei P9. Może sporo jest tu zdjęć i mało tekstu jak do tej pory, ale dla wytrwałych będzie nagroda i będą mogli więcej poczytać w dalszej części.

Pierwszym moim sprzętem na Androidzie był Samsung Galaxy Note 2 – sporej wielkości paletka do ping-ponga. Przeskok z ekranu 4 cale na 5,5 był wielkim przeżyciem.

Szybko okazało się jednak, że rozmiar ma znaczenie i na tym etapie wymiary zewnętrzne okalające ekran 5,5 cala były jeszcze zbyt duże. Nie mam małych kieszeni, ale zawiązywanie butów czy kucanie nie było łatwe. Jedyne, co ratowało tego smartfona to zaokrąglone rogi – nadawało mu to smukłości i nieco zmniejszało bryłę. Reszta była szalenie wygodna, a wielki ekran naprawdę czytelny. Jedyne czego brakowało to rozdzielczość FullHD. Na szczęście na rynku pojawił się Samsung Galaxy S4.

Bardzo byłem zadowolony z tego smartfona, muszę jedynie przyznać, że po dłuższym użytkowaniu plastikowa ramka nie wyglądała już tak dobrze, jak na początku i zwyczajnie pojawiły się na niej pęknięcia. Dodatkowo któregoś razu po wyjęciu z wewnętrznej kieszeni kurtki moim oczom ukazało się pęknięcie na ekranie.

Na zdjęciach widać pęknięcie w poprzek ekranu, widać je tylko jak patrzy się pod kątem. Ewidentnie nie powstało wskutek ingerencji mechanicznej, a wewnętrznych naprężeń telefonu. Przekonany o tym, że Samsung nie będzie miał problemów z tym uszkodzeniem oddałem sprzęt do serwisu. Oni wysłali to do owianego złą sławą Regenersisa i panowie z tego serwisu stwierdzili, że uszkodzenie jest mechaniczne z winy użytkownika, jednocześnie stwierdzając "spuchniętą" baterię, która została wymieniona na gwarancji. Jednym słowem sami sobie zaprzeczyli. Skoro bateria "spuchła" i spowodowała naprężenia w telefonie i pęknięcie ekranu, to trzeba było ten ekran wymienić na gwarancji. Niestety nic takiego się nie stało i zostałem z tym pęknięciem. Jako, że dość mi przeszkadzało, postanowiłem sprzedać ten telefon. Kupcem był znany prezenter TVN 24, swoją drogą mój dobry znajomy. Stwierdził, że mu to nie przeszkadza, szczególnie, że jedzie na Ukrainę robić reportaże jako korespondent wojenny. Serdecznie go z tego miejsca pozdrawiam. Tak zakończyłem moją przygodę z Galaxy S4.

Kolejnym sprzętem jaki zakupiłem był LG G2. Byłem bardzo zadowolony z tego smartfona. Wykonanie jak na poliwęglan było naprawdę dobre, a stosunek wielkości ekranu do wielkości urządzenia, jak na tamte czasy zachwycał. Dodatkowo nakładka od LG była wielce konfigurowalna, a ja jestem maniakiem personalizacji. LG G2 to był naprawdę genialny telefon. Niestety po jakimś czasie zapragnąłem mieć coś bardziej "premium".

Tak narodziła się idea zakupu SONY XPERIA Z3. Przy okazji namówiłem moje ojca na Z3 Dual, z której swoją drogą korzysta do dziś. SONY był bardzo dobry, ale miał kilka wad – między innymi przyciemniony ekran blokady, to znaczy tapeta była przyciemniona i nieco mało konfigurowalną nakładkę. Działał nadzwyczaj płynnie, ale cholernie wkurzało przegrzewanie się aparatu podczas jego dłuższego używania. Niestety nie obyło się bez wpadek. Dwa razy pękło mi szkło na pleckach. Co prawda dwa razy zostało to wymienione na gwarancji – raz nawet "od ręki" w ciągu 2 godzin, ale niesmak pozostał. Powiedziałem sobie wtedy, że nigdy więcej SONY ze szklanymi pleckami.

Dochodzimy do gwoździa programu, ale zanim o nim, to jeszcze jeden flagowiec zaplątał się w moje ręce. Po tej nieszczęsnej Z3 stałem się posiadaczem Samsunga Galaxy S6.

O tym modelu mógłbym pisać długo. W zasadzie był to dla mnie telefon idealny – przynajmniej tak mi się zdawało. Bardzo kompaktowe wymiary, jak na wielkość ekranu 5,1 cala, doskonały ekran, smukła budowa, doskonałe wykonanie i bardzo funkcjonalne oprogramowanie, dające spore możliwości personalizacji. Na początku bateria nie sprawiała mi problemów, wytrzymywała spokojnie jeden dzień, ale po roku użytkowania niestety zaczęły się schody. Nie jest to odosobniony przypadek, bo S6 Edge mojej Żony zachowuje się podobnie. Potrafi nagle z 15% spaść na 3%. Aplikacji nie ma wiele zainstalowanych, a jednak takie problemy występują. Nie wiem czy jest to problem sprzętowy, czy oprogramowania, ale coś jest na rzeczy. Dodatkowo rozdzielczość QHD nie jest do niczego potrzebna, a tylko dodatkowo drenuje baterię, która i tak w tym modeli wielkością nie grzeszy, bo jak już zapewne wszyscy wiedzą jej pojemność to jedyne 2550 mAh. To wszystko skłoniło mnie do rozważań zmiany telefonu. No tak, tylko na jaki?

Pomimo tego, że mógłbym kupić spokojnie iPhone 7 czy Galaxy S7, to jednak iPhona nigdy już nie kupię, a obawy co do baterii w S7 i w sumie jego wygląd nieco mnie odepchnęły. Postanowiłem spróbować czegoś innego, alternatywnego. Zastanawiałem się nad Xiaomi Mi5, ale modele u nas sprzedawane nie mają pasma B20, poza tym za moment będzie Xiaomi Mi5S – Xiaomi odpadło z wyścigu. Następnym kandydatem była Xperia ZX – nadzieje były wielkie, ale jak ją zobaczyłem na żywo i wziąłem do ręki, to pomyślałem – co to za plastikowy bubel? W dotyku w ogóle nie sprawia wrażenia produktu premium, do tego wymiary ma nieco przesadzone – Xperia odpadła z wyścigu. Przyszła pora na Honor 8. Telefon bardzo przyjemny, z ładnym wyglądem, ale... no właśnie są ale... po pierwsze wygląda jak iPhone, co może dla niektórych nie być wadą, dla mnie jest. Po drugie znowy dwie tafle szkła – miałem to w S6 i chciałem jednak czegoś innego spróbować. Po trzecie oglądałem porównania do Huawei P9.

Dlaczego nie brałem pod uwagę innych "chińczyków" – dlatego, że zależy mi na czymś, co będzie miało wsparcie w Polsce bez żadnych kombinacji. Liczyłem po cichu jeszcze na LG, ale niestety model G5 jak dla mnie niczego sobą nie reprezentuje. Tym sposobem wybór ostatecznie padł na Huawei P9...

Jak Huawei P9 wyleczył mnie z wyścigu o cyferki

Zainteresowałem się głębiej tematem i zacząłem czytać recenzje oraz oglądać filmy na YouTube. Szybko okazało się, że Huawei P9 będzie spełniał moje oczekiwania w 100%. Nie jestem graczem, więc nie jest mi potrzebny wydajny układ graficzny, nie jestem maniakiem benchmarków, więc wyniki w takowych nie robią na mnie wrażenia, nie boję się nowych wyzwać, więc nakładka EMUI może stanowić dla mnie ciekawą przygodę, dodatkowo poznałem kilka rzeczy, które wyróżniają P9. Jak do tej pory nie korzystałem z czytnika biometrycznego, bo zwyczajnie w Galaxy S6 nie działał, jak należy i tylko powodował u mnie podniesienie ciśnienia, które i tak do niskich nie należy – okazało się jednak, że P9 ma doskonały czytnik, ale o tym za chwilę. Kolejną rzeczą jest cena – znalazłem we Wrocławiu sklep, który sprzedaje nowe P9 EVA-L09 (czyli wersję z 1 kartą SIM, ale za to z NFC) po cenie 1695 zł, gdzie w klepach internetowych i innych marketach kosztuje 2399 zł. Jako, że jestem z Wrocławia i miałem zamiar odebrać towar osobiście, to możliwość oszustwa można było wykluczyć. Jak się później okazało, wszystko przebiegło sprawnie i towar był pierwszej klasy. Podsumowując, po oglądaniu tych wszystkich filmów stwierdziłem jasno, że skoro Huawei P9 działa tak płynnie, do tego ma większą baterię, niż S6 i jeszcze bonus w postaci rozdzielczości FHD, która powinna znacznie zmniejszyć apetyt na energię, a co najważniejsze wygląd, który mi się bardzo podoba – to muszę spróbować takiej zmiany.

Gwóźdź programu - Huawei P9

Nie będę tutaj pisał kolejnej recenzji, których jest cała masa na necie, nie będę też robił kolejnego unboxingu, ale napiszę swoje spostrzeżenia i uwagi, które być może pomogą niektórym w podjęciu trudnej decyzji.

Na początek kilka zdjęć na powitanie.

W pudełku standard, czyli telefon, słuchawki, ładowarka, kabel USB-C, instrukcja, oraz igła do wyjęcia tacki na kartę nanoSIM i microSD. Mój egzemplarz to model z singleSIM, o oznaczeniu EVA-L09. Trzeba o tym pamiętać przy zakupie, gdyż modele dualSIM nie mają NFC, dodatkowo, w przeciwieństwie do Honora 8, dualSIM jest w trybie pasywnym i co najważniejsze albo dualSIM, albo nanoSIM + microSD. No chyba, że ktoś lubi rzeźbić i wypróbuje metodę z wtopieniem czipu nanoSIM w kartę microSD. Ja takich metod nie stosuję, dodatkowo pasywny dualSIM mnie nie urządza, więc postanowiłem postawić na singleSIM, ale z NFC. Cena, jak już pisałem była bardzo konkurencyjna, więc długo się nie zastanawiałem.

Po pierwszym uruchomieniu zauważyłem, że brak szuflady z aplikacjami w sumie mi nie przeszkadza, dodatkowo prawie wszystkie aplikacje dodatkowe jakie zainstalował producent można spokojnie odinstalować – nie ma ich wiele, więc problemu nie ma. Stworzyłem sobie 4 foldery, do których upchnąłem niepotrzebne rzeczy, tym sposobem mam jedynie 3 pulpity. Oczywiście można to obejść instalując jakiś launcher. Mam kupiony Nova Launcher Pro, ale ostatnio korzystałem z Pixel Launcher, niemniej tym razem postanowiłem dać szansę EMIU. Ciekawa rzecz w EMUI – po zainstalowaniu aplikacji jest ona wskazywana przez nakładkę poprzez refleks świetlny przechodzący przez ikonę. Niezły bajer pozwalający szybko zorientować się gdzie jest ikonka nowo zainstalowanej apki.

To czego mi brakowało od początku w P9 to funkcja "Smart Stay" znana mi już od czasów Galaxy S4, miał ją też LG G2 oraz Xperia Z3, no i oczywiście Galaxy S6. Tutaj takiej opcji nie znalazłem. Braki uzupełniłem aplikacją SmartStay+ – sprawdza się doskonale i nie drenuje baterii w żaden sposób. To tyle z pozornych minusów, które łatwo zamienić na plusy.

Czytnik biometryczny

Moim zdaniem zasługuje na określenie jednym słowem: majstersztyk. Jak do tej pory z moimi palcami nie radził sobie żaden czytnik. Zarówno Touch ID w iPadzie, jak i ten w Galaxy S6. Miały sporo błędów odczytu i zwyczajnie nie dało się z nich korzystać. Dlatego do tego podchodziłem z wielką rezerwą, ale i z wielką nadzieją, po tym, co zobaczyłem na filmikach. Okazało się, że filmy nie kłamały. Czytnik działa błyskawicznie, a jego skuteczność to 100% – jeszcze ani razu się nie pomylił, nie zależnie czy przykładam całego palca, czy kawałek, czy bokiem, czy do góry nogami - zawsze działa! Dodatkowo pełni kilka dodatkowych funkcji, między innymi gładzika do rozwijania i zwijania belki powiadomień, przewijania zdjęć w galerii, odbierania połączeń itp. Naprawdę przydatne i doskonale działające narzędzie. Ja osobiście jestem nim zachwycony. Nie przeszkadza mi to, że jest na tyle urządzenia – jestem przyzwyczajony do takiego umiejscowienia po tym, jak obcowałem z LG G2. Co prawda jeśli telefon leży na blacie to trzeba użyć pinu do odblokowania, ale i tak jeśli są jakieś wiadomości to bierze się go do ręki. Z uchwytu w samochodzie nie korzystam, bo mam nawigację wbudowaną w system audio, więc i ten problem mnie nie dotyczy. Ogólnie nie widzę ani jednego minusa przy korzystaniu z tego rozwiązania.

Nakładka EMUI

Oprócz rzeczy, które opisałem wcześniej ta nakładka ma w zasadzie wszystko, co mi jest potrzebne. Nie zabrakło tutaj konfiguracji przycisków nawigacyjnych. Jest też dodatek w postaci "przycisku wiszącego", który zachowuje się podobnie jak bąbelki z Facebook Messengera (które można umieścić w dowolnym miejscy przy którejś z krawędzi) i po najechaniu palcem rozwijają się z niego przyciski. Oczywiście nie zabrakło sterowania ruchem i ciekawej opcji zwanej "Inteligentnym zdjęciem ekranu". polega to na tym, że obrysowując zgiętym palcem jakiś fragment ekranu robi zrzut tylko tego fragmentu, a stukając podwójnie w ekran zgiętym palcem robimy zrzut pełnego ekranu – proste prawda? ale jakie przydatne. Mamy też opcje dotyczące trybu "nie przeszkadzać". Dla mnie jest on bardzo istotny, gdyż cenię sobie mój spokój i sen, dlatego codziennie korzystam z tej funkcji. Kolejną funkcją, jaka zasługuje na uznanie to motywy – jest do tego osobna aplikacja preinstalowana przez producenta. Coś na wzór motywów, jakie znam z Galaxy S6. Bardzo miło, że Huawei pomyślał o tym. Ja należę do osób lubiących mocno spersonalizować swój telefon i wszelkie narzędzia ułatwiające mi to działanie są przeze mnie bardzo mile widziane. Belka powiadomień jest jak najbardziej czytelna i podzielona na dwie sekcje: Powiadomienia i Skróty – coś na wzór tego, co znałem z Xperii Z3 przed aktualizacją do Lizaka.

Ogólnie wszystkie funkcje są łatwo dostępne i nie ma problemu z ustawieniem czegokolwiek. Jedyną trudnością jaką napotkałem to odnalezienie funkcji odpowiadającej za zmianę kolejności przycisków nawigacyjnych. Szukałem jej w złym miejscu, myślałem, że jest tam gdzie wyświetlacz, a okazało się finalnie, że jest w menu Inteligentna pomoc. Tutaj z pomocą przyszła mi opcja wyszukiwania, która jest dostępna menu głównym ustawień. Wpisałem tylko "pas" i już na dole miałem wyniki wśród których był Pasek nawigacyjny. Jest tez druga opcja wyszukiwania – coś na wzór Spotlight. Wystarczy na którymś z pulpitów przejechać palcem od połowy ekranu w dół i pokazuje nam się okno wyszukiwarki zdolnej przeszukać zawartość telefonu w poszukiwaniu aplikacji, plików, kontaktów itp. Bardzo przydatna funkcja. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o aplikacji Manadżer telefonu, który pomaga w optymalizacji i czyszczeniu. aaaaa... i jeszcze bardzo istotna sprawa, żeby dostawać powiadomienia należy sprawdzić czy dana aplikacja ma włączoną opcję na liście aplikacji chronionych. Domyślnie dla oszczędzania baterii Huawei P9 usypia aplikacje po zablokowaniu urządzenia. Jeśli chcemy otrzymywać powiadomienia z danej aplikacji, gdy telefon jest zablokowany, należy włączyć ochronę dla danej aplikacji. Jest to dostępne tutaj: Ustawienia -> Ustawienia zaawansowane -> Menedżer baterii -> Aplikacje chronione. Są też opcje sterowania ruchem, znane wszystkim gesty telefonem.

W zasadzie nie wiem co mam jeszcze napisać o nakładce EMIU, bo jest owszem nieco inna od TouchWiz, ale ogólnie nie mam z nią żadnych problemów i nie mam się do czego przyczepić.

Aparat

O nim krótko, bo jest bardzo dobry i nie ma się nad czym rozwodzić. Na zablokowanym telefonie jest opcja szybkiego zdjęcia przez podwójne naciśnięcie klawisza VOL-, co skutkuje błyskawicznym zrobieniem zdjęcia i otwarciem aplikacji aparatu. Dodatkowo jeśli obudzimy ekran mamy skrót do aplikacji aparatu. Jak wiemy jeden aparat rejestruje w trybie RGB, a drugi monochromatycznym. Nie próbowałem jeszcze zdjęć czarno-białych, ale na necie jest pełno próbek. Nie uważam też, żeby filmy kręcone tym aparatem były słabej jakości, jak to ktoś sugerował na jednej stronie. Mnie osobiście nie jest potrzebne 4K, miałem je w S6 i raz tylko skorzystałem.

Ekran

Jak dla mnie FullHD w zupełności wystarczy, a przy tym można sporo zaoszczędzić na baterii. Kolory są naprawdę dobre, a kąty widzenia praktycznie doskonałe. Z dodatkowych funkcji warto wymienić dwie: możliwość pełnej regulacji temperatury barwowej oraz ciekawy tryb oszczędzania baterii przez zmniejszenie rozdzielczości do 720x1280.

Wygląd i ogólne wrażenia

To czy się komuś podoba dany telefon, czy nie jest oczywiście kwestią gustu. Mnie osobiście Huawei P9 się bardzo podoba. Jest smukły i bardzo dobrze wykonany, do tego po prostu działa. Nie zauważyłem żadnych przycięć. Dźwięk wydobywający się z głośnika jest czysty i sprawia wrażenie naturalnego. Dobrze, że minijack jest na dole obudowy. Dla mnie do wielka zaleta, choć słuchawek używam bardzo rzadko. Na pewno na wieli plus można zaliczyć port USB-C – jest niebywale wygodny, szczególnie jak w nocy przychodzę do sypialni i nie chcę budzić Żony zapalaniem światła gdy chcę podpiąć telefon do ładowania. Coraz więcej sprzętów ma i będzie miało USB-C, więc nie ma się czego bać. Dioda powiadomień jest wystarczająco widoczna. Miałem obawy, gdyż naczytałem się, że jest ukryta w górnym głośniczku. No jest ukryta, może nie widać jej tak dobrze, jak w np. Galaxy S6, ale widać wystarczająco. Ja mogę ze swojej strony napisać, że jestem bardzo zadowolony z zakupu i nie żałuję pożegnania z Galaxy S6. Teraz na koniec dnia mam 30-40% baterii, a telefonu używam dość intensywnie i mam zawsze włączone LTE, WiFi. Jest bardzo dobrze, przynajmniej mam komfort psychiczny, że nie będzie niespodzianki w postaci skoku z 20 na 2%.

Podsumowanie

Gdyby ktoś mnie zapytał o plusy i minusy Huawei P9, to na dzień dzisiejszy nie widzę żadnego minusa, a jedynie same plusy:


  • niska cena zakupu
  • bardzo dobre wykonanie
  • bardzo ładny wygląd
  • szybkie i płynne działanie
  • ciekawe dodatkowe opcje
  • doskonały czytnik biometryczny
  • bardzo dobry ekran, z możliwością indywidualnych ustawień
  • bardzo dobry aparat
  • długo trzymająca bateria
  • ogólny efekt WOW

Tak w skrócie mogę opisać Huawei P9. Jak widać droga do tego modelu była dość długa i zawiła. Nie wiem jaki będzie mój następny telefon. Nie wykluczam Galaxy S8, o ile będzie wersja normalna, a nie tylko edge. iPhone raczej odpada ze względu na system. Być może Huawei P10, kto wie, a może jakiś inny "chińczyk". Pożyjemy, zobaczymy.

-- AKTUALIZACJA 6.10.2016 --

Odkryłem fajną opcję w aplikacji Wiadomości. Mianowicie jeśli w treści zostały użyte słowa typu: jutro, o 11:30 itp. czyli określające czas to są one rozpoznawane przez aplikację i podkreślane oraz podświetlane. Wtedy wystarczy na nie tapnąć palcem i można utworzyć przypomnienie w kalendarzu.

Sprawa ładowarki i opcji Quick Charge

Wszystko już wyjaśniłem, więc mogę tutaj to napisać. Dzwoniłem dla pewności do Huawei i tam zostało to potwierdzone. Istotnie P9 wspiera szybkie ładowanie, ale niestety dołączona do zestawu ładowarka już nie. Posiada ona na wyjściu 5V/2A i szybkie ładowanie nie zadziała – pomimo, że na niektórych stronach i w aukcjach sugerują inaczej. Na oficjalnej stronie Huawei nie ma nawet informacji o szybkim ładowaniu w P9, więc producent wiedział co robi nie podając tej informacji. Otrzymałem od nich wyjaśnienie, że można dokupić ładowarkę w formie akcesorium, która wspiera szybkie ładowanie. Tak jak sugerował w komentarzach kodijak jest to ładowarka o dwóch opcjach zasilania na wyjściu: 5V/2A i 9V/2A, jest ona oznaczona kodem producenta HW-059200EHQ – można ją kupić na Allegro za około 80 zł. Ale teraz uwaga – nie każda ładowarka 9V/2A będzie wspierać szybkie ładowanie w P9 – dlatego nie ma co szukać zamiennika jeśli ktoś chce mieć pewność, że to zadziała. Poniżej obrazek przedstawiający ta właściwą:

-- AKTUALIZACJA 27.10.2016 --

No cóż, być może niektórzy będą rozczarowani, ale zamieniłem Huawei P9 na Honor 8. Przyczyna jest dość prosta i banalna. Mianowicie rysujące się plecki P9. Aluminium to nie jest jednak najlepszy materiał na tył obudowy. Ja, jak już wielokrotnie podkreślałem nie uznaję coverów, pokrowców, bumperów itp., Uważam, że po to ktoś tworzy urządzenie, a później my je kupujemy, żeby cieszyć się jego wyglądem, a nie chować za maską. To tak jakby jeździć samochodem z naciągniętym pokrowcem. Wracając do meritum... plecki całkiem szybko zaczęły łapać ryski, za to Honor 8 mojej Żony ani jednej. Pomyślałem – dość tego i sprzedałem P9, zamieniając ją na Honor 8, kolor czarny.

Ciekawostka... w tańszym modelu, jakim jest Honor 8 dodano ładowarkę obsługującą szybkie ładowanie.

 

sprzęt urządzenia mobilne inne

Komentarze