r   e   k   l   a   m   a
reklama

Ron Gilbert obwinia Dooma za nieciekawą sytuację przygodówek

Strona główna Aktualności

O autorze

Miłośnik gier komputerowych, konsolowych i nowych technologii, zwłaszcza owoców azjatyckiej myśli technicznej. Recenzent, czasem doradca oraz fotograf, zawsze otwarty na innych ludzi. Filolog.

Fanom przygodówek komputerowych zapewne Rona Gilberta nie trzeba przedstawiać — legendarny twórca gier dzieciom dał sympatyczną serię Putt-Putt, a starszym chociażby sagę o pewnym fajtłapowatym piracie, czyli The Secret of Monkey Island. Przygotowujący obecnie swoje kolejne dzieło The Cave, zmierzające na komputery i konsole, a opowiadające perypetie grupki osób zapuszczających się w głąb magicznej jaskini, zdradza, że spadku zainteresowania tego rodzaju rozrywką należy upatrywać w sukcesie takiego hitu jak… Doom.

Gilbert daleki jest od stwierdzenia, iż przygodówki umarły. One pozostały popularne, problem jednak w tym, iż nie tak, jak inne odmiany produkcji rozrywkowych. Kiedy w 1993 roku id Software wypuściło tytuł, który zapoczątkował wieloletni marsz gier FPS ku chwale, rynek się zmienił. Nagle przyzwyczajone do raczej powolnego, strategicznego myślenia grono odbiorców przestawiło się na szybką akcję i natychmiastowy efekt. Główkowanie zeszło na dalszy plan, kiedy wszystko zaczęto zwyczajnie osiągać siłą — bronią maszynową, piłą łańcuchową…

Co cieszy twórcę, pojawiła się jednak pewna wyraźna potrzeba wyciszenia oraz chęć powrotu do starych, dobrych czasów, co widać chociażby w sukcesach zbiórek na przywrócenie na łono branży dawnych marek, takich jak Leisure Suit Larry, Tex Murphy czy Broken Sword. „Podstarzali” obecnie gracze pragną niejednokrotnie pokazać swoim dzieciom, na czym się wychowali, gdy przemoc i zbijanie fragów nie stanowiły głównej zachęty do zabawy.

© dobreprogramy
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieSzef Wykopu o cenzurze w Internecie: Czujemy się zmuszeni do ucieczki z Unii