r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Satya Nadella o Microsofcie: to była firma pełna sfrustrowanych i zmęczonych ludzi

Strona główna AktualnościBIZNES

Niedawno w księgarniach pojawiła się pierwsza książka Satyi Nadelli, człowieka, który od lutego 2014 roku dzierży ster największej firmy informatycznej świata. Wydana pod tytułem „Hit Refresh: The Quest to Rediscover Microsoft's Soul and Imagine a Better Future for Everyone”, jest czymś więcej niż tylko autobiografią – szef Microsoftu mówi w niej przede wszystkim o przemianie – przemianie jego firmy, która tak długo uzależniona była od Windowsa.

Niektórzy pewnie jeszcze pamiętają Steve’a Ballmera, człowieka wielkiego, głośnego i lubiącego widowiska, potrafiącego zagrzewać firmę do wściekłej rywalizacji na każdym froncie. Media to uwielbiały, więc Nadella musiał okazać się dla nich zawodem. Człowiek cichy i wyważony, dobry syn hinduskich braminów, mówi językiem empatii i świadomości, słów rzadko spotykanych w hiperkapitalistycznej Dolinie Krzemowej.

Przykładem tego niezrozumiałego dla Amerykanów podejścia jest choćby zaryzykowanie kariery w Microsofcie dla swojej rodziny. Nadella opowiada w swojej książce jak po kilku latach pracy w USA zrezygnował z zielonej karty, dającej mu prawo stałego pobytu, by wystąpić o czasową wizę pracowniczą H-1B. W ramach pokrętnego prawa imigracyjnego Stanów Zjednoczonych był to jedyny sposób na ściągnięcie żony Anu do USA. Dla Nadelli decyzja w tej sprawie była oczywista, dla kolegów z Microsoftu – no cóż, stał się rozpoznawalny w firmowym kampusie, nikt inny nie zaryzykował w ten sposób bezpieczeństwa zielonej karty.

r   e   k   l   a   m   a

Już wcześniej jednak Nadella zbierał opinie człowieka łączącego osobiste ciepło z wizją. Tak choćby mówili o nim wykładowcy z Uniwersytetu Wisconsin, znajdujący go śpiącego w śpiworze w laboratorium, po weekendzie spędzonym nad pracą dyplomową. I ten ciepły człowiek przyszedł w 2014 roku na spotkanie rady dyrektorów Microsoftu, przynosząc ze sobą dla każdego obecnego po książce Książce o komunikacji bez przemocy. Było to dla nas pewne zaskoczenie, Steve Ballmer nie był kimś, kto przynosiłby książki. Poczuliśmy, że coś się zmienia – przyznał Brad Smith, prezes i dyrektor ds. prawnych Microsoftu.

I zaczęło się zmieniać. Najważniejszą zmianą było podejście do budowania zespołów w firmie. Sam Nadella pisze, że postawił na zatrudnianie ludzi, którzy się uczą, a nie ludzi, którzy wiedzą, by wprowadzić do firmy ducha innowacyjności. Był to przecież czas, gdy Google i Apple brylowały na rynku smartfonów, sprzedaż pecetów spadała z roku na rok, a Microsoft uzależnił się od swojego własnego sukcesu z Windowsem.

W „Hit Refresh” Nadella nie potępia swoich poprzedników, ani Gatesa, ani Ballmera. Nie ukrywa jednak swoich sporów, szczególnie z Ballmerem i jego fatalnym dla firmy przejęciem działu smartfonów Nokii. Pisze też otwarcie, w jak złym stanie przejął firmę, podzieloną na frakcje, chorą, pełną sfrustrowanych i zmęczonych ludzi, którzy czuli się przegrani mimo swoich wielkich planów i pomysłów. Wierzyli że w Microsofcie zrobią coś wielkiego, a tymczasem marnowali życie na spotkaniach i użeraniu się z kierownictwem.

Na krytyce struktury organizacyjnej Nadella wstrzemięźliwie więc kończy, unika kontrowersyjnych tematów politycznych i obyczajowych, pozwalając sobie jedynie wspomnieć o tym, jak zignorował ignorancję pewnego człowieka u władzy, narzekającego że w amerykańskich firmach zbyt wielu szefów pochodzi z Azji. „Hit Refresh” ma być przede wszystkim książką o nas, ludziach i unikalnej wartości zwanej empatią, która ma stać się jeszcze ważniejsza w świecie, w której technologiczna burza obali status quo w bezprecedensowy sposób.

Pierwszą książkę Satyi Nadelli można już znaleźć na Amazonie. Jest dostępna póki co tylko po angielsku, ale napisano ją prostym, przyjemnym językiem. Zachęcamy do zainteresowania się opowieścią człowieka, który odrzucił hałaśliwą arogancję i osiągnął ogromny sukces. Wartość Microsoftu na giełdzie podwoiła się przecież od przejęcia przez niego sterów, a dziś Microsoft coraz częściej postrzegany jest jako firma wyznaczająca przyszłość w chmurze, rozwijająca rozszerzoną rzeczywistość i naturalne interfejsy użytkownika, a coraz mniej odcinającą kupony od staroci z lat dziewięćdziesiątych.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.