Serwis społecznościowy banuje użytkowników za zbrodnię pisania cyrylicą

Strona główna Aktualności
Twitter z depositphotos

O autorze

Stosunek amerykańskich mediów do wszystkiego co rosyjskie staje się ostatnio coraz bardziej groteskowy, przypominając coraz bardziej mroczne lata makkartyzmu lat 50. W walce z rosyjskimi trollami przoduje ostatnio Twitter, nie tylko blokując rosyjskim firmom dostęp do jego platformy reklamowej, ale nawet rozdając bany za samo użycie języka rosyjskiego w tweetach. Sęk w tym, że administratorzy Twittera, potwierdzając najgorsze stereotypy o Amerykanach, nie za bardzo wiedzą, czy dany tweet jest po rosyjsku. Profilaktycznie zaczęli więc utrudniać życie wszystkim użytkownikom korzystającym z cyrylicy, w tym także swoim bezpośrednim sojusznikom z NATO – Bułgarom.

Do zapisu bułgarskiego od samego początku stosuje się cyrylicę. Właściwie to z terenów współczesnej Bułgarii cyrylica się wywodzi! Dla nieznających w ogóle tego używanego w kilkunastu przecież państwach systemu pisma różnice są jednak znikome. Możemy śmiało założyć, że napis po bułgarsku i po rosyjsku będzie przez typowego Amerykanina zidentyfikowany po prostu jako rosyjski.

Tak zapewne się stało na Twitterze, po tym, gdy najpopularniejszy mikroblog świata ogłosił, że będzie z całą siłą zwalczał rozsiewających fake newsy rosyjskich trolli i boty. W tym celu wykorzystana ma być większa liczba sygnałów służących ocenie rozmów, w tym celu ukrywane będą te wpisy i odpowiedzi, które uznane zostały za niezgodne z regulaminem. Jednocześnie tweety i komentarze tych użytkowników, którzy często byli ukrywani, blokowani czy zgłaszani będą mniej widoczne w całym serwisie – to tzw. praktyka shadowbanningu, wskutek której zasięg komunikacji zabanowanego użytkownika zmniejsza się, mimo że on sam nie zauważa żadnych różnic w dostępie.

Jak więc zidentyfikować marionetkę Kremla? Okazuje się, że jest to bardzo proste. Choć nie ma żadnej pojedynczej charakterystyki, która mówiłaby, że dane konto należy do rosyjskiego użytkownika, to jednak wystarczy zebrać takie sygnały jak miejsce rejestracji, używany adres e-mail, operator telekomunikacyjny dla danego numeru telefonu, logowanie z rosyjskich adresów IP, obecność cyrylicy w nazwie użytkownika czy częste publikowanie tweetów po rosyjsku. Według kryteriów Twittera, wystarczy spełnić choć jeden z tych kryteriów, by konto zostało oznaczone jako powiązane z Rosją.

No cóż, wygląda na to, że faktycznie to wystarczy. Bułgarscy użytkownicy, którzy mieli swoje nazwy zapisane cyrylicą i publikowali tweety po bułgarsku, z użyciem tego dziwnego, pachnącego wojną atomową alfabetu, zostali przez Twittera automatycznie zaklasyfikowani jako rosyjskie trolle i albo zabanowani, albo poddani praktyce shadowbanningu. Ci, którzy odwołali się od bana, odzyskali swoje konta, ale jak piszą, wciąż cierpią na konsekwencje obcięcia im zasięgu: często próbując odpowiedzieć na jakiś tweet widzą jedynie wiadomość tweet unavailable, a ich znajomi nie mogą otrzymać powiadomień o ich wpisach.

Rzecznik prasowy Twittera nie spieszył się z odpowiedzią na zapytania dziennikarzy The Verge, którzy zdołali zauważyć, że bułgarski to nie rosyjski. Odpowiedź w końcu przyszła, dość bezczelna: analizujemy problem i podejmiemy wszystkie niezbędne środki aby go rozwiązać, jednocześnie wciąż działając na rzecz wymuszenia przestrzenia naszego regulaminu i zwalczania złośliwych sieci spamu i automatów.

© dobreprogramy

Komentarze