Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Dell Latitude 7350 + Dell Wireless Dock — dobre złego początki (cz.1)

W poniedziałek z rana otrzymałem sporej wielkości paczkę, z której wywnioskowałem, że chyba Kristov_pl się pomylił i przysłał mi jakiś stacjonarny komp zamiast laptopa:) Szybko się jednak okazało, że środku siedział sobie 13 calowy laptop Dell Latitude 7350 wraz z tajemniczym wówczas dla mnie pudełkiem o nazwie Dell Wireless Dock. Po włączeniu hybrydy okazało się, że komputer ma zainstalowany Windows 10 w wersji PRO. No dobra może już czas najwyższy pobawić się dłużej nowym dzieckiem z Microsoftu. Zmiana języka na polski (po otrzymaniu laptopa głównym językiem był angielski) przeszła bezproblemowo, podłączenie do mojego konta MS to tylko chwila. No, ale miało być o sprzęcie a ja tu ględzę o Windowsie.

Komputer, laptop hybryda?

W sumie to nie wiem jakim mianem określić ten sprzęt, bo każde z 3 powyższych określeń jest dobre dla tego urządzenia. Na początek zajrzałem na oficjalną stronę producenta aby zobaczyć co to cudo ma w środku i zostałem mile zaskoczony. Główne parametry przedstawiają się następująco:


  • Procesor - Intel® Core™ M-5Y71 (1.2 GHz, max 2.9GH, TDP 4.5W)
  • Pamięć - 4 GB DDR3 LV
  • Twardy Dysk - 128GB SSD m2
  • Sieć bezprzewodowa - Intel® Dual Band Wireless-AC 7265 802.11AC

Sam laptop prezentuje się dość ciekawie - 13 calowa matryca o rozdzielczości Full HD bardzo łatwo może być odłączona od stacji dokującej (czyli klawiatury z dodatkową baterią) i działać jako samoistny tablet. Niestety stacja bazowa została praktycznie ogołocona z portów wejściowych i wyjściowych. Jedynie z tyłu mam 2 porty USB, minidisplay port oraz port zasilania a z boku znajduje się pełnowymiarowy czytnik kart SD

r   e   k   l   a   m   a

Sam tablet pod względem portów nie prezentuje się lepiej, bo na całej jego obudowie znajdziemy tylko dwa porty, a mianowicie port audio (producent nie pomyślał choćby o miniUSB, które ułatwia znacznie życie:) oraz złącze ładowania umieszczone pomiędzy zaczepami do stacji bazowej (klawiatury)

Z pierwszej chwili stwierdziłem, że było to najgłupsze miejsce na taki port, ale wraz z użytkowaniem okazuje się, ze jednak nie, ponieważ po podłączeniu zasilania do stacji bazowej laptop ładuje najpierw baterię w ekranie, a dopiero później w klawiaturze. Natomiast sama klawiatura dość fajnie wyprofilowana o bardzo nieznacznym skoku klawiszy bardzo mile mnie zaskoczyła, również touchpad (czy tam gładzik) obsługujący multidotyk sprawuje się nader dobrze. Ponadto klawiatura jest podświetlana i ma dwa stopnie intensywności świecenia. W nocy jak znalazł:)

Dell Wireless Dock

Czyli bezprzewodowa stacja dokująca, z takim urządzeniem mam pierwszy raz styczność. Na pierwszy rzut oka niewielki czarny sześcian (de facto dwa razy większy od intelowskiego NUCa) ze sporą ilością rożnego rodzaju złącz.

I tak na froncie możemy zauważyć dwa porty USB 3.0, wejście minijack oraz maleńką diodę sygnalizująca stan urządzenia.

Natomiast z tyłu mamy prawdziwy festiwal różnorakich złącz, których naliczyłem 9. I tak patrząc od lewej mamy HDMI, VGA mindisplay port, po środku mamy złącze RJ45 i dwa porty USB 2.0, z prawej zaś stony mamy kolejny port USB 3.0, kolejne złącze minijack oraz złącze zasilania.

Po pierwszej fali zachwytu nowym sprzętem postanowiłem sparować ze sobą obydwa urządzenia i ... klops. Coś poszło nie tak i z prostego zadania wyszedł osobny wpis, który ukaże się za kilka dni.

Jeszcze tylko podrzucę link do spisu treści mojego blogowania i zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów. Mając na uwadze młodych blogerów (tych starszych zresztą też:)) polecam zapoznać się z tym wpisem, wasze wpisy tylko na tym zyskają, bo niektóre pomimo świetnej treści formatowanie mają bardzo niepoprawne. 

windows sprzęt urządzenia mobilne

Komentarze