MyKronoz ZeSport2: dwa tygodnie użytkowania...

Firma MyKronoz, o szwajcarskim rodowodzie, ma w swoim portfolio kilka urządzeń typu wearables. O jakości produktów przekonam się za chwilę, ponieważ zaproponowano mi przetestowanie następcy smartwatcha ZeSport, wzbogaconego o kilka nowych funkcji.

Będzie to krótki test, przedstawiający raczej wrażenia z dwutygodniowego użytkowania sprzętu. Nie jestem wielkim pasjonatem smartwatchy, czy ogólnie urządzeń typu wearables, ponieważ wychodzę z założenia, że do większości codziennych zadań wystarczy mi telefon. Dlatego jestem ciekaw, czy ZeSport2 pozwoli mi zmienić zdanie na ten temat.

Pierwszy kontakt

Po trzech latach producent zdecydował się odświeżyć swój smartwatch. Nowy model dziedziczy wiele cech poprzednika, dodając jednocześnie coś od siebie. Mamy na ten przykład moduł GPS, barometr i wysokościomierz, sterowanie odtwarzaczem muzycznym i odbieranie wiadomości z telefonu. Najważniejsze jednak, że następca kosztuje dużo mniej. ZeSport2 to wydatek średnio 650 zł.

W tej cenie otrzymujemy produkt w przezroczystym, plastikowym opakowaniu. Sposób „podania” smartwatcha nie powala, ale nie to jest zasadniczo najistotniejsze. Po rozpieczętowaniu pudełka prócz zegarka otrzymujemy jeszcze ładowarkę USB, skrótową instrukcję oraz broszurę producenta. Produkt oferowany jest w trzech wariantach kolorystycznych. Mnie akurat trafił się model cały czarny.

Kopertę wykonano z metalu i tworzywa sztucznego. Pasek natomiast wykonano ze specyficznej gumy, o właściwościach, której więcej powiem później. Generalnie ZeSport2 wywołuje bardzo dobre pierwsze wrażenie, choć chyba tak naprawę różnice między nim a urządzeniami dużo tańszymi będą możliwe do wychwycenia użytkownikom solidnie obeznanym w temacie lub po dłuższym okresie korzystania.

Specyfikacja:

  • Bluetooth: 4.2 BLE
  • Bateria: Li-ion 460 mAh
  • Wyświetlacz: dotykowy, 1.3 cala / 240x240 pikseli, TFT SPI
  • Czujniki: 6-axis A+G-sensor, optyczny sensor HR, wysokościomierz, barometr
  • Pamięć: ROM: 4MB+128MB / RAM: 4MB
  • Czas czuwania: 4 dni, 7 do 8 godzin w trybie GPS
  • Temperatury funkcjonowania: -10°C do +60°C
  • Odporność na wodę: IP68 / 3 ATM
  • Wymiary: 54.6 x 45.9 x 14.39 mm
  • Waga: 50 g

Użytkowanie, na co dzień

Ładowarka smartwatcha to stacja dokująca, która posiada magnetyczny zaczep. Nie jest możliwe ładowanie zegarka w pionie, ale i tak trzeba docenić pomysł. Zasilanie dostarczamy kablem micro-USB, podłączonym przykładowo do komputera lub notebooka. Ładowanie nie trwa zbyt długo, zaś sama wytrzymałość baterii zasługuje na pochwałę. Pięć dni pracy, o ile będzie wyłączony Bluetooth, jest jak najbardziej w naszym zasięgu. Na czuwaniu i przy sporadycznym użytkowaniu przekroczymy nawet siedem dni.

Smartwatch nie jest jednak od tego, aby leżeć na półce, bo większość czasu powinien spędzać na naszym nadgarstku. Już dawno nie korzystałem z zegarka, dlatego pierwsze wrażenie noszenia czegoś na ręce było – delikatnie mówiąc – dziwne. Do ZeSport2 idzie się jednak szybko przyzwyczaić, bo to konstrukcja lekka i bardzo wygodna. Początkowo miałem obawy o gumowy pasek, ale ten wykonano z materiału “przyjaznego” skórze. Można go nawet nieco poluzować, a i tak zegarek będzie trzymać się swojego miejsca.

Funkcjami nawigujemy przez dotykowy ekran. Dodatkowo z prawej strony urządzenia znajdują się trzy przyciski. Również za ich pomocą zarządzamy smartwatchem. Górny odsyła nas do „Sport Mode”, gdzie ogarniamy nasze wyniki zarejestrowane przez zegarek. Służy także, jako szybki powrót do głównej tarczy. Środkowy to w zasadzie odpowiednik klawisza enter. Pełni także rolę pokrętła do nawigacji w menu. Dolny przycisk natomiast to cofnięcie o jeden ekran niezależnie od okna, w którym się znajdujemy. Dodanie „klasycznej” nawigacji doceniam. Mimo tego, nawet jeśli dłoń jest bardzo spocona, ekran ZeSport2 wciąż potrafi nieźle wychwytywać nasze komendy. Jednak odczuwalny jest drobny lag w przesuwaniu między kolejnymi zakładkami. Wyświetlacz chroni Gorilla Glass 3.

Idziemy w teren

Sam zegarek to połowa sukcesu. Do jego pełni funkcjonalności potrzebny jest jeszcze telefon. Ok, aby być w pełni sprawiedliwym, tak naprawdę nie potrzebujecie zawsze parować urządzeń. Jedynie w niektórych przypadkach, jak choćby personalizacji tarcz itd. konieczna jest pomoc zewnętrznego softu. Takowy program ściągamy z Google Play lub App Store. Oczywiście aplikacja jest całkowicie darmowa, a w opakowaniu znajdziecie nawet odpowiedni kod QR ułatwiający cały proces. Tu jednak napotkałem pierwszą przeszkodę, którą okazał się mój smartfon. Mianowicie Huawei P8 Lite za żadne skarby nie chciał połączyć się z ZeSport2. Sprzęt widniał w zakładce Bluetooth, ale natarczywy błąd nie ustąpił niezależnie od podjętych działań. Nie wiem, czy to specyfika starszych telefonów z Bluetooth 4.1, czy może tylko tego modelu. Faktem jest jednak, że pewnie pora na przesiadkę na coś dużo nowszego.

Jeśli już znajdziecie odpowiedni telefon pora zacząć zabawę z aplikacją. Najpierw wymaga ona od nas założenia profilu i jego weryfikacji poprzez e-mail. Następnie podajemy kilka podstawowych informacji jak np.: wzrost, wagę i płeć. Dzięki temu program dokładniej będzie w stanie obliczać spalone kalorie i inne parametry zdrowotne. Przynajmniej tak sądzę. W programie na naszym telefonie, prócz zmiany stylistyki tarczy, mamy jeszcze wiele przydatnych zakładek przypominających choćby o osobistych zadaniach. Najbardziej zabawnym i ciekawym „bajerem” wydał mi się "radar". Jeśli gdzieś zapodzieje się nasz zegarek o ile wciąż jest połączony poprzez Bluetooth, to będziemy w stanie go zlokalizować. Pamiętajcie jednak, że ciągłe korzystanie z Bluetooth, jak i lokalizacji GPS szybko opróżnia baterię ZeSport2.

Po wyjściu na rower postanowiłem ustawić zegarek w trybie sportowym – jazdy dowolnej. Znalezienie tej funkcji zajęło mi mniej niż 10 sekund. Następnie zegarek musi skalibrować GPS. To już potrafi trwać dużo dłużej. W moim konkretnym przypadku niecałe dwie minuty. Zaraz po tym jesteśmy gotowi do jazdy, a ZeSport2 zapisuje przejechane kilometry, średnią prędkość, spalone kalorie i puls serca. Następnie każdą naszą sesję zapisujemy do pamięci zegarka. Dla sportowców – tych niedzielnych oraz bardziej zaciętych – są to z pewnością wartościowe informacje.

Czego nie udało mi się przetestować, to deklarowanej wodoodporności. Z dwóch powodów, mianowicie pogoda zawiodła, a po drugie mam z tym niemiłe doświadczenia. Znaczy się, dokładnie nie ja, a osoba z mojego otoczenia. Kiedyś przyjaciel chcąc pochwalić się wodoszczelnością telefonu wrzucił swój cenny nabytek do umywalki. Następnym jego krokiem było już zamówienie nowego telefonu. Oczywiście nie sugeruję, że MyKronoz zawodzi pod tym względem. Niemniej jest to kwestia o tyle istotna, bowiem wodoodporność tego modelu względem tańszych odpowiedników będzie niekiedy argumentem przeważającym. W praktyce certyfikat IP68 powinien pozwolić przetrwać zegarkowi nawet solidną nawałnicę.

Słowem podsumowania

MyKronoz ZeSport2 przez dwa tygodnie użytkowało się dobrze, bez większych problemów za wyjątkiem braku kompatybilności z telefonem Huawei. Jest to jednak czteroletni smartfon, tak więc pozostaje tylko rozłożyć ręce. Niemniej w codziennym użytkowaniu szwajcarski smartwatch nie sprawia kłopotów, choć po wielu latach przyzwyczajenia do ekranu telefonu rzadko utrzymywałem kontakt wzrokowy z jego tarczą. Gdzie produkt naprawdę błyszczy, to sport – zasadniczo powstał właśnie z myślą o tych najbardziej aktywnych członkach naszego społeczeństwa.

Wygodny, wytrzymały na zabrudzenia i wstrząsy, posiadający odporność na wodę klasy IP68. Tym samy nadaje się idealnie do biegania, różnorakiej jazdy rowerem, a także górskich wycieczek. Czy uważacie, że jego funkcjonalność spełni wasze oczekiwania i czy będziecie regularnie korzystać z jego pomocy w ustalaniu rygoru treningu, pozostawiam już do indywidualnej oceny.