Skype łapie zadyszkę w pogoni za czołówką. Czy ktoś go jeszcze dziś potrzebuje?

Strona główna Aktualności
Ikona Skype'a z depositphotos
Ikona Skype'a z depositphotos

O autorze

Migracja Skype’a na infrastrukturę chmurową, nowe funkcje grupowych konwersacji oraz gruntowna przebudowa interfejsów nieszczególnie przysłużyła się komunikatorowi. W siłę rosną za to programy Facebooka, Messenger i WhatsApp, oraz propozycje zza naszych wschodnich granic – Viber czy Telegram. Może warto już teraz zadać sobie pytane – czy na Skype’a w ogóle jeszcze jest miejsce?

Odpowiedź zależy głównie od przyjętego przez Microsoft kierunku rozwoju. A trzeba przyznać, że trudno zarysować tutaj z niezależnej pozycji spójną strategię – zeszłoroczny chaos wśród aplikacji linuksowych, fatalne decyzje z osłodzeniem interfejsu w celu odmłodzenia użytkowników, czy w końcu niezbyt przejrzysty program testowy jeszcze bardziej utrudniają orientację. Zmieniły się też czasy. Dziś w zasadzie każdy komunikator dostarcza „killer feature”, którego Skype był synonimem latami – wideorozmowy.

Niestety, zaprezentowana właśnie w Skypie Preview nowość nie daje podstaw do optymizmu co do przyszłości programu. Stanowi ona dokładną kopię funkcji dostępnej od dawna między innymi w Messengerze. Chodzi o wyświetlanie użytkowników, którzy przeczytali wysłaną wiadomość. Nawet wizualnie tzw. nowość stanowi kalkę z Facebooka – pod kolejnymi wiadomościami pojawiają się zaokrąglone miniatury zdjęć użytkowników.

I pewnie nie byłoby to godne zwrócenia uwagi, gdyby nie fakt, że nie jest to pierwsza z desperackich prób gonienia za oprogramowaniem dostarczanym przez korporację Marka Zuckerberga. Zaledwie kilka miesięcy temu, zdecydowanie za późno w stosunku do konkurencji, w Skypie pojawiło się szyfrowanie konwersacji. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wkrótce Skype ma zacząć wykorzystywać Reacta, co w ogóle stawia pod znakiem zapytani sens dalszego rozwoju niedawnego oczka w głowie Microsoftu – Skype'a UWP.

Do tego dodajmy, że wszystkie nowości nie pojawiają się w stabilnym wydaniu, dając użytkownikom choćby złudzenie, że program się rozwija i pozostaje w czołówce, lecz na całe tygodnie grzęźną w testach. Ślamazarna adaptacja funkcji mielona jest każdorazowo najpierw w wydaniu dostępnym na wyłączność dla uczestników programu Insider, dopiero potem bardziej przystępnych betach.

W rezultacie przeciętnym użytkownikom Skype ma dziś niezbyt wiele do zaoferowania, zaś wersja komercyjna przeznaczona dla biznesu to tak naprawdę pod przykrywką zbliżonego interfejsu zupełnie inny komunikator. Być może tak właśnie kończy się legenda.

© dobreprogramy