Surface Laptop 3 – test. Blaski i cienie nowego sprzętu od Microsoft

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Co może być lepsze od laptopa z Windowsem 10 zaprojektowanego przez sam Microsoft, skoro ten jak nikt inny zna swój system i może go zoptymalizować pod konkretną konfigurację? – zapytacie. Cóż, okazuje się, że sprawa wcale nie jest taka klarowna. Z najnowszym Surface Laptopem 3 spędziłem ponad tydzień. Zdążył mnie zarówno ucieszyć, jak i wkurzyć.

Zaprezentowany podczas październikowej konferencji Surface Laptop 3 jest pierwszym notebookiem z tej linii, który trafia do sklepów nie tylko w wersji 13,5-, ale także 15-calowej. Wprawdzie do redakcji przyjechała ta pierwsza wersja, ale i tak powinniście wiedzieć, że różnice pomiędzy wersjami znacznie wykraczają poza rozmiar matrycy. Mniejszy model dostępny jest wyłącznie z czipami Intela 10. generacji, większy zaś – AMD Ryzen. W tym drugim przypadku wariant z intelami istnieje, jednak tylko dla rynku korporacyjnego i nie w Polsce.

Niestety, najpewniej chcąc zachować przynajmniej iluzoryczną spójność pomiędzy wersjami, Microsoft podjął pewną absurdalną decyzję. Rzutuje ona bardzo na końcową ocenę każdego rodzaju Surface Laptopa 3. Ale o tym więcej w dalszej części artykułu.

Nie laptop, bardziej biżuteria

Najpierw skupmy się na tym, co przyszło do redakcji, a jak już zdążyłem wspomnieć, jest to Surface Laptop 3 w rozmiarze 13,5''. Z obudową w kolorze platynowym i tekstylnym obszyciem panelu roboczego, zwanym przez złośliwców dywanem – dodam. W sklepach znajdziecie jednak także dwa warianty bez obszycia. Jeden również platynowy, a drugi – czarny.

Wiadomo, estetyka to kwestia gustu i o tym się nie dyskutuje. Natomiast docenić trzeba bezwzględnie jakość wykonania, której nie powstydziliby się czołowi zegarmistrzowie. Obudowa, pomijając napomknięte obszycie, jest całkowicie aluminiowa. Materiał nie ma najmniejszych skaz. Créme de la créme to trapezoidalny frez części zasadniczej i równiuteńko wycięte otwory wentylacyjne. Gdyby na ten sprzęt nakleił swoje logo Breitling czy Rolex, można byłoby uwierzyć bez kręcenia nosem. Daję słowo.

Oczywiście jasnym jest, że alcantara użyta do obszycia panelu roboczego będzie się brudzić. W końcu nasiąknie potem ze zmęczonych pisaniem nadgarstków i nabierze żółtawego odcienia. Można próbować czyścić to detergentami samochodowymi. Ja jednak, mając na uwadze obecność pod spodem płyty głównej, trochę bym się bał. Surface Laptop 3 nie ma żadnej odporności na zachlapania, nie wspominając już o odporności na zalanie.

Festiwal niedoróbek

Mimo wszystko alcantarę można przemilczeć, kupując wariant bez niej. Gorzej jest z wbudowanymi urządzeniami wejścia-wyjścia. I tak naprawdę nie wiem, od czego tę litanię zacząć.

Przyjmijmy, że od matrycy. Microsoft nazywa ją PixelSense, ale w gruncie rzeczy chodzi o ekran IPS o rozdzielczości 2256 x 1504 piksele, proporcji 3:2 i gęstości 201 ppi, który wspiera 10-punktowy dotyk i sprzedawane oddzielnie pióro Surface Pen. W zaciszu domowym panel ten spisuje się niczego sobie. Ma przyjemne dla oka, nasycone kolory i szerokie kąty patrzenia. Ale wystarczy wyjść na świeże powietrze, by rzucić wiązanką wulgaryzmów na temat widoczności, a właściwie jej braku. Niespełna 400 cd/m² jasności i wysoce refleksyjna powłoka to dramat.

Inna sprawa, że zastosowana proporcja już jakiś czas temu stała się moją ulubioną do pracy z tekstem i przeglądania internetu. Zdania nie zmienię. Na ekranie mieści się więcej, rzadziej trzeba przewijać, ale – ponownie – najpierw musi zostać spełniony warunek umiarkowanego natężenia światła zewnętrznego. W innym razie mamy lustro.

Kontynuując temat pracy z tekstem, klawiatura również jest mocno przeciętna. Gwarantuje co prawda wyczuwalny skok i informację zwrotną, ale do tego irytuje głośną spacją i dziwacznie umieszczonym przyciskiem zasilania. Podobne uwagi tyczą się gładzika. Precyzja czy komfort ślizgu palca są jak najbardziej na plus, ale wciśnięcie wiąże się z nieprzyjemnym trzaskiem plastiku. To nie powinno mieć miejsca w biznesowym sprzęcie klasy premium.

Wreszcie, na osobny akapit zasługuje panel złączy – niechciane dziecko wypunktowanego w tytule modelu biznesowego. Surface Laptop 3 ma gniazdo audio, USB 3.1 Gen 2 typu A, USB-C i gniazdo Surface Connect. Nie ma za to Thunderbolta 3 i nie bez powodu.

TB 3 to standard Intela, więc w modelu opartym na AMD wymagałby co najmniej odrębnego mikrokontrolera i być może jeszcze specjalnej zgody od niebieskich na jego zastosowanie. Tymczasem Microsoft upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Bo może sprzedawać horrendalnie drogie stacje dokujące z własnościowym złączem Surface Connect. Tyle dobrego, że zastosowane USB-C ma implementację protokołów Power Delivery i DisplayPort, stąd może posłużyć do ładowania i/lub podłączenia Surface'a do monitora. Ale w dalszym ciągu to tylko 10 Gb/s przepustowości, a nie 40 Gb/s jak Thunderbolt 3.

Do wbudowanych głośników stereo i mikrofonów większych zastrzeżeń nie mam. Działają tak, jak powinny. W dolnych rejestrach przy wysokiej głośności słychać drobne przestery, ale to nic, co mogłoby miniaturowy laptop skreślać. Znam dużo więcej gorszych przypadków.

Say Hello to Core i5-1035G7

Tym, z czym wiązałem szczególne nadzieje w kontekście nowego Surface Laptopa 3, są procesory Intela 10. generacji. Tak, jest to jeden z pierwszych przypadków użycia platformy Ice Lake. Egzemplarz testowy został wyposażony w czterordzeniowy układ Core i5-1035G7 ze zintegrowaną kartą graficzną o 64 blokach wykonawczych, a także 8 GB pamięci LPDDR4 i dysk Toshiba BG4 256 GB. Nie ma co owijać w bawełnę, mocy jest pod dostatkiem.

Surface Laptop 3 spełnia wszystkie wymogi Projektu Atena, a co za tym idzie ma m.in. Wi-Fi 802.11ax, funkcję Instant On, pozwalającą na błyskawiczne uruchomienie, oraz zabezpieczenie biometryczne w postaci skanera twarzy. I wszystko to działa tak błyskawicznie, że nawet nie znajdziecie czasu, aby zastanowić się, co de facto znajduje się pod maską.

W pracy biurowej już układy Intela 8. i 9. generacji były niesamowicie szybkie, pozwalając na jednoczesne uruchomienie edytora grafiki, przeglądarki, odtwarzacza multimediów, klienta poczty i kilku innych. Tu poprzeczka idzie w górę, a szybciej niż procesor wymięknie pamięć RAM lub dysk. Choć ten drugi, nawiasem mówiąc, wspiera protokół NVMe i notuje jedne z lepszych transferów w tej kategorii sprzętu. Zresztą, spójrzcie sami na poniższe zrzuty.

W popularnym benchmarku Geekbench 5, uśredniając, Surface Laptop 3 zostawia w tyle MacBooka Pro 13 (2019) o jakieś 20 proc. To bardzo wymowny wynik.

Równolegle cechuje się naprawdę wysoką kulturą pracy. Wentylatory przyśpieszają jedynie w wymagających grach 3D, a i tak nie są jakoś nadmiernie denerwujące. Z drugiej strony akumulator pozwala na 6-7 godz. pracy biurowej z włączonym Wi-Fi i jasnością ekranu ustawioną na 40 proc. Jeśli tak ma wyglądać przyszłość laptopów, jestem dwiema rękoma za.

A na tym nie koniec. O ile procesor przyśpieszył od czasów poprzedniej generacji widocznie, aczkolwiek w granicach – nazwijmy to tak – wyobrażalnych, o tyle karta graficzna to istny generator efektu WOW. Pamiętacie te znienawidzone integry Intela, dla których sukcesem było jakąkolwiek grę w ogóle uruchomić? Surface Laptop 3 stanowi zupełnie inną ligę. Owszem, wciąż nie jest to maszyna dla zapalonego gracza, ale niedzielnych zwolenników takiej formy rozrywki zadowoli z nawiązką. Jakieś przykłady? Bardzo proszę.

Tomb Raider z 2013 roku w rozdzielczości Full HD i przy ustawieniach średnich chodzi w granicach 40-60 klatek na sekundę. Podobnie World of Tanks na nowym silniku enCore z włączonym wygładzaniem krawędzi, a także Overwatch, tyle że ten ostatni już przy ustawieniach niskich. Bądź co bądź, jak na filigranowy notebook ze zintegrowaną kartą grafiki, są to wyniki bardzo dobre. Nieosiągalne dla konstrukcji z procesorami Intela starszej generacji.

Emocjonalna sinusoida

Jaki zatem jest Surface Laptop 3 w ogólnym rozrachunku? Jeśli uważnie przeczytaliście niniejszy artykuł, to powinniście wiedzieć: jest sinusoidalny, przez co należy rozumieć, że budzi szereg sprzecznych uczuć. Ocena istotnie zależy od wymagań wobec sprzętu.

Z jednej strony mamy precyzyjnie wykonaną i bardzo wydajną konstrukcję, cechującą się w dodatku długim czasem na baterii. Z drugiej strony końcową ocenę osłabiają mniejsze lub większe niedoróbki, takie jak brak TB 3, wyjątkowo połyskliwy ekran, trzaskający gładzik czy przycisk zasilania umieszczony na klawiaturze. Dlatego Surface Laptop 3 z całą pewnością nie jest Świętym Graalem niewielkich notebooków, co jednak nie oznacza, że nie może zadowolić swojego właściciela. Ja jednak, wybierając sprzęt dla siebie, szukałbym dalej.

Tym bardziej, że kolejnym – ostatnim już, ale nie mniej ważnym – minusem jest cena. Model wyposażony w ten sam procesor i pamięć, co użyty w teście, można kupić już za 4999 zł. Tylko, w wersji z dyskiem o pojemności 128 GB, który jest zdecydowanie zbyt mały. Dopłata do nośnika 256 GB wynosi 1400 zł(!). Panie i panowie, ktoś tu upadł na głowę.

© dobreprogramy
s