Treści pedofilskie, iPhone X i debata nad Face ID w kontekście amerykańskiego prawa

Strona główna Aktualności
W USA zabezpieczenia biometryczne przeszkadzają i policji, i podejrzanym, zależnie od sytuacji. Źródło: Depositphotos
W USA zabezpieczenia biometryczne przeszkadzają i policji, i podejrzanym, zależnie od sytuacji. Źródło: Depositphotos

O autorze

Będąc przestępcą w Stanach Zjednoczonych, lepiej nie używać biometrycznych metod zabezpieczenia zawartości smartfonu, ograniczając się do staroświeckich haseł. Tak wiem, że zabrzmiało to niczym zalążek poradnika z cyklu „jak zostać skutecznym przestępcą”, ale bynajmniej nie taki był mój cel. O co zatem chodzi, zapytacie? Otóż o aktualne wydarzenia w amerykańskim stanie Ohio, które dobitnie obrazują, jak bardzo prawo pozostaje w tyle za rozwojem technologii.

W śledztwie przeciwko szóstce mężczyzn, oskarżonych o molestowanie seksualne dzieci i dystrybucję nielegalnej pornografii, FBI przejęło należący do jednego z podejrzanych, nazwiskiem Grant Michalski, telefon iPhone X. Na miejscu aresztowania, w domu Michalskiego, lokalnej policji udało się ustalić, że urządzenie zawiera istotny materiał dowodowy w postaci zapisanych wiadomości, świadczących o nietypowych upodobaniach właściciela. Kiedy jednak sprzęt przewieziono do biura FBI w Columbus, dostęp do kluczowych w sprawie materiałów okazał się niemożliwy.

Stało się tak, ponieważ piąta poprawka chroni obywateli USA przez samooskarżeniem. Mówiąc prościej, przestępca nie musi ujawnić organom ścigania swoich haseł. Analiza wizerunku i odcisków palców wchodzi natomiast w skład czynności proceduralnych. Tak więc policjantowi wolno odblokować telefon podejrzanego przez Face ID lub Touch ID, ale nie może on zarazem zażądać ujawnienia hasła czy kodu dostępu, co wprowadza oczywisty paradoks.

Agenci FBI, wobec braku podstawy prawnej do uzyskania hasła od podejrzanego, zaczęli domagać się od policjantów z Columbus wyciągnięcia danych ze smartfonu bez wykorzystania hasła. Departament Sprawiedliwości skoczył natomiast do gardła Apple'owi, zarzucając brak „furtki” dla stróżów prawa, w zabezpieczeniach telefonu. Co ciekawe, to już druga taka sytuacja, po tym jak w grudniu 2015 r. znaleziono iPhone'a przy zwłokach Syeda Rizwana Farooka, sprawcy strzelaniny w San Bernardino, który ostatecznie zginął od policyjnych kul.

A przecież, zamiast odbijać nawzajem piłeczkę i wysuwać roszczenia wobec producenta, wystarczyłoby wdrożyć odpowiednie procedury. Ot choćby skopiować niezbędne dane na policyjny laptop, w momencie aresztowania, kiedy funkcjonariusze dysponują bezpośrednio podejrzanym i mają możliwość skorzystania z biometrii. Wszystko to mogłoby się odbyć bez jakiejkolwiek zmiany w przepisach, bo domniemany przestępca podlegałby jedynie od lat dopuszczanym procedurom. Proste, prawda? Ale jak widać, Amerykanie prostych rozwiązań nie lubią.

© dobreprogramy