USA. Podatek od robota. Tak demokraci chcą zwalczać negatywne skutki automatyzacji

Strona główna Aktualności
(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

O autorze

Automatyzacja przemysłu to niejako broń obosieczna. Przedsiębiorcom się opłaca, gdyż oznacza wyższą wydajność i niższe koszty. Niestety, dla robotników oznacza zwolnienia. W USA zwalczenie negatywnych skutków automatyzacji stało się jednym z głównych haseł demokratów na nadchodzące w 2020 roku wybory prezydenckie.

Oczywiście, jak to w takich przypadkach bywa, część pomysłów jest tak oderwanych od rzeczywistości, że ciężko rozpatrywać je inaczej niż w kategorii ciekawostki. Przykładowo, przedsiębiorca Andrew Yang oferuje 1 tys. dol. miesięcznie dla każdego obywatela w ramach programu uniwersalnej płacy minimalnej. Możliwe, że jakiejś grupie osób by to wystarczyło, ale powszechne rozdawnictwo pieniędzy na dłuższą metę oznacza co najwyżej wzrost inflacji.

Są jednak również idee całkiem ciekawe. Burmistrz Nowego Jorku, a zarazem kolejny demokratyczny kandydat na prezydenta, Bill de Blasio, proponuje tzw. podatek od robotów. Polityk chce utworzyć komórkę administracyjną pod nazwą Federalna Agencja Automatyzacji i Ochrony Pracowników (FAWPA), która miałaby nadzorować proces automatyzacji firm.

Pod kontrolą państwa

W takim wypadku każde przedsiębiorstwo, chcąc zautomatyzować produkcję, a co za tym idzie dokonać grupowego zwolnienia robotników, będzie najpierw musiało wystąpić o zgodę do FAWPA. Agencja udzieli jej, jeśli firma zobliguje się do płacenia przez okres pięciu lat dodatkowego podatku dochodowego, z którego wpływy zostaną przekazane na fundusz pomocy zwolnionym pracownikom.

Jak tłumaczy de Blaiso, uzyskane środki posłużą do stworzenia miejsc pracy w sektorach ochrony zdrowia i ekologicznej energetyki. Urzędnicy zadbają o to, aby zarobki nie były niższe niż wcześniej. – Amerykanie chcą pracować, a żaden zasiłek nie rozwiązuje problemu – mówi de Blaiso, cytowany przez Washington Post. Popiera go spora grupa prominentnych polityków, w tym senator Bernie Sanders, członek Komisji Budżetowej Senatu USA.

W Europie nie przeszło

Co warte napomknięcia, pomysł na opodatkowanie robotów wcale nie jest nowy. Nawet nie pochodzi z USA. W 2017 roku temat podjęła Komisja Europejska, ale szybko został odrzucony. Największymi przeciwnikami okazali się Niemcy, a właściwie działający tam giganci branży motoryzacyjnej. Ci wykazywali, że opodatkowanie maszyn w istocie rzeczy przełoży się na dalszy spadek zatrudnienia, ponieważ jakoś trzeba będzie tę kampanię sfinansować.

Czy amerykańscy przedsiębiorcy aby nie zareagują w ten sam sposób? Tego póki co nie wiadomo, gdyż plan de Blaiso znajduje się na bardzo wstępnym etapie. Choć raczej jasnym wydaje się, że firmy nie przyjmą dodatkowych kosztów z podkulonym ogonem. Na nieszczęście demokratów, to może wiązać się także z utratą pewnej części wyborców. Z drugiej strony kusi elektorat socjalny.

© dobreprogramy