r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Ustawa o książce pomoże e-bookom, drodzy klasycy zostaną na półkach

Strona główna AktualnościBIZNES

W zeszłym tygodniu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyjęło projekt tzw. ustawy o książce, która przede wszystkim wprowadza stałą, regulowaną cenę na książki. Sprzedaż poniżej tej ceny miałaby być karana grzywną. Według uprawiającej lobbing na jej rzecz Polskiej Izby Książki, ustawa ma uratować małe księgarnie i wydawnictwa, nie mogące wytrzymać konkurencji z internetowymi sprzedawcami. W praktyce może okazać się jednak wielką szansą na rozpropagowanie e-booków.

Przypomnijmy, co pisali księgarze, domagający się uczynienia z książki dobra regulowanego:

(…) w innych krajach Unii Europejskiej, system jednolitej ceny obowiązuje od dawna i uznawany jest za najbardziej skuteczny sposób ochrony niezależnego księgarstwa przed wielkimi sieciami handlowymi czy potentatami internetowymi, gdzie stosuje się ceny bliskie dumpingowym lub wręcz dumpingowe. Takich cen niezależni księgarze nie mogą zapewnić.

r   e   k   l   a   m   a

Powoduje to systematyczny spadek liczby księgarń, które nierównej konkurencji nie mogą sprostać. Brak księgarń to nie tylko strata dla czytelników, ograniczenie kontaktu z „żywą” książką, ale również zagrożenie dla małych, niszowych wydawnictw, dla których niezależne księgarnie są często najważniejszym partnerem dystrybucyjnym. Ustawa o jednolitej cenie książki to warunek bogatego, różnorodnego piśmiennictwa i rozwoju czytelnictwa (…)

Głosy przeciwne Ustawie o jednolitej cenie książki pochodzą od osób i organizacji, które nie znają rzeczywistej sytuacji rynku księgarskiego, jak też praktycznego zarządzania placówkami księgarskimi. Wystarczyłoby, aby przez pewien czas stały się odpowiedzialne za ekonomiczną stronę handlu książką na poziomie jej dystrybucji i dotarcia do czytelników, a z pewnością zmieniliby zdanie, popierając zasadę jednolitej ceny książki (…)

Wszystko jeszcze może się zmienić?

Jak wiemy, Ministerstwo wyszło naprzeciw tym postulatom. Wydawcy i importerzy książek zostają w myśl nowej ustawy zmuszeni do ustalenia na rok jednolitej ceny książki (i wszystkich dodatków do książek), która będzie obowiązywała wszystkich sprzedawców końcowych. Rabaty do 20% mają być dostępne tylko dla instytucji edukacyjnych i kulturalnych, a do 15% podczas sprzedaży na targach książki.

Książki sprzedawane w Internecie z zagranicy nie będą objęte tą regulacją, chyba że są wysyłane z terytorium Polski, albo też są odbierane przez nabywcę w stacjonarnym punkcie na terenie Polski. Wyższa cena transgranicznych dostaw pocztą czy kurierem miałaby w założeniu wystarczyć do zneutralizowania zagranicznej konkurencji (na czele z Amazonem), nie mogącej wykorzystać swoich zlokalizowanych w Polsce magazynów.

Już jednak wśród zwolenników nowej ustawy zaczynają się zgrzyty i tarcia. Izba Wydawców Prasy, która wspierała od początku projekt jednolitej ceny, nagle została zaskoczona nowym zapisem, który na wcześniejszych etapach się nie pojawiał. Chodzi o zakaz dodawania darmowych książek dla prenumeratorów gazet i czasopism. Ustawodawca chce, by wydawca z góry dokładnie określał listę książek, wraz z ich cenami, które miałby otrzymać prenumerator w ramach zawartej umowy. Zmiana ta uderzy przede wszystkim w wydawnictwa biznesowe, przygotowujące darmowe ksiażki specjalistyczne dla swoich prenumeratorów, jak i samych prenumeratorów, którzy nierzadko na prenumeratę się decydowali właśnie ze względu na dodatki.

Szansa na zniszczenie rynku?

Miesiąc temu wywiadu Rzeczpospolitej udzielił prezes Polskiej Izby Książki. Wyraził on w nim przekonanie, że elektroniczne książki są w zasadzie dla księgarzy niegroźne, ich udział w polskim rynku nie przekracza 2-3%. Gdy zwrócono mu jednak uwagę, że ceny e-booków maleją, przestały być zaporowe, stwierdził, że to zjawisko martwi, bo jeśli się pogłębi, zacznie niszczyć rynek książek papierowych.

A dlaczego zjawisko miałoby się pogłębić? To właśnie ustawa o książce może skłonić wielkie sieci sprzedaży do poważniejszego zainteresowania się dystrybucją e-booków, które przez ustawę regulowane nie są, nie będą musiały wynosić 39,90 zł czy 49,90 zł za książkę w twardej oprawie. Nie mogąc rywalizować cenowo (a przecież na rynku książki trudno o inny rodzaj rywalizacji), wielkie sieci mogą pójść w stronę testowania atrakcyjnych modeli biznesowych dla książek elektronicznych, z obniżaniem ich cen i wypożyczeniami atrakcyjnych czytników z systemami abonamentowymi włącznie.

Perspektywy są tu tym bardziej atrakcyjne, że Komisja Europejska chce wreszcie pozwolić na stosowanie obniżonej stawki VAT wobec książek elektronicznych. Jeśli ministrowie finansów 28 państw UE wyrażą na to zgodę, nie będzie to musiało być akceptowane przez Parlament Europejski, do tej pory krytycznie nastawiony wobec koncepcji traktowania książek na równi, bez względu na ich nośnik.

Lud Księgi odkrywa e-booki

Coś takiego stało się w Izraelu, który swój odpowiednik ustawy o książce wprowadził w 2013 roku – zmuszając sprzedawców do utrzymania stałej ceny przez aż 18 miesięcy od wydania, ustalając minimalny poziom honorariów autorów i zabraniając sieciom sprzedaży specjalnego promowania wybranych tytułów. Po niemal trzech latach prawo zostało zniesione w dość nieprzyjemnej atmosferze. Oskarżeniom o populizm i realizowanie politycznej agendy nie było końca. Dziennik Haaretz podaje jednak dane rynkowe – sprzedaż nowych tytułów spadła o 35%, całkowita sprzedaż książek o 15%, a wydawcy w konsekwencji zaczęli stawiać tylko na „pewniaki”, rezygnując z wprowadzania na rynek ryzykownych przecież debiutantów.

Przed wprowadzeniem ustawy o książce rynek izraelski był niezbyt łatwy dla e-booków. W końcu Żydzi to Lud Księgi, kulturowe znaczenie klasycznej książki jest tam bardzo duże, a księgarnie znajdziemy na każdej głównej ulicy większych miast. Nie pomagało także to, że standardowe czytniki, takie jak Kindle, słabo sobie radziły z pismem hebrajskim, pisanym przecież od prawej do lewej. W 2012 roku jedynie dwa sklepy internetowe sprzedawały w Izraelu e-booki, liczba tytułów nie przekraczała tysiąca, udział w rynku książki nie przekraczał jednego procenta.

Dzisiaj sytuacja jest zgoła inna. Zacementowanie przez ustawę rynku papierowej książki przyniosło rozkwit biznesu związanego z e-bookami. Na czas pojawiła się aplikacja Helicon na Androida i iOS-a, która świetnie sobie radzi z hebrajskimi fontami i zapewnia zgodne z lokalnymi regulacjami zabezpieczenia DRM. Dzisiaj w izraelskim Internecie znajdziemy już przynajmniej dziesięć internetowych księgarni handlujących e-bookami, z czego niektóre handlują wyłącznie e-bookami. Poprzez aplikację Helicon dostępnych jest ponad 5 tysięcy książek. Udział e-booków w rynku książki przekracza ponad 7%, a co najważniejsze, znacznie łatwiejsze stały się debiuty. Nowi autorzy mogą opublikować swoje książki dosłownie za grosze, bez ryzyka dla wydawców, niekiedy osiągając ogromny sukces wśród czytelników.

Choćby z tego powodu nie warto się przejmować działaniami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Sama jego nazwa brzmi przecież zupełnie nierynkowo. Rynek swoje wyjście znajdzie, niekoniecznie takie, o jakim marzą autorzy regulacji. Może to właśnie szansa na e-bookowe odświeżenie kultury, na zrobienie z „klasyków” drogich, niesprzedawalnych „półkowników”?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.