reklama

WhatsApp dostał miesiąc na zaprzestanie przekazywania danych Facebookowi

Strona główna Aktualności

O autorze

Hodowca maszyn wirtualnych i psów, poza tym stary linuksiarz, bonvivant i śmieszek. W 2012 roku napisał na DP o algorytmie haszowania Keccak i wciąż pamięta, jak on działa.

Gdy w 2014 roku Facebook kupił sobie popularnego już wtedy mobilnego komunikatora WhatsApp za ponad 19 mld dolarów, wiadomo było, że nic z tego dobrego dla prywatności użytkowników wyjść nie może. Tak ogromna wycena musiała być przecież uzasadniona perspektywami przyszłych zysków, a skąd tak wielkie zyski w usłudze, która udostępniana jest za darmo, jeśli nie z handlu prywatnością? Inwestycja Marka Zuckerberga była jednak obciążona poważnym ryzykiem prawnym: a co, jeśli korzystanie z danych użytkowników przestanie być legalne? Dziś wszystko wskazuje na to, że Facebook może mieć problemy z odzyskaniem swoich miliardów – przynajmniej w Europie.

Zuckerberg zwiódł Europę?

W sierpniu zeszłego roku WhatsApp oficjalnie ogłosił, że będzie dzielił niektóre informacje o swoich użytkownikach z Facebookiem, aby ulepszyć jakość obu usług, oraz walczyć ze spamem i nadużyciami. Lista tych „niektórych informacji” jest całkiem spora: chodzi o bazy danych zawierające numery telefonów użytkownika i jego kontaktów z książki adresowej, nazwy profili, zdjęcia i wiadomości statusowe. Ogłoszenie nie było jednak już dla nikogo zaskoczeniem, wiele miesięcy wcześniej spekulowano, że po przejęciu Whatsappa komunikator ten zostanie całkowicie wchłonięty przez Facebooka, o żadnej realnej autonomii nie może być mowy.

Dla nikogo nie było też zaskoczeniem, że to Niemczech, znanych z ekstremalnego wręcz poziomu ochrony danych osobowych, pierwsze rozległy się głosy protestu. Johannes Caspar, tamtejszy Federalny Komisarz ds. Ochrony Danych i Wolności Informacji już we wrześniu zeszłego roku nakazuje Facebookowi natychmiastowego zaprzestanie zbierania danych o niemieckich użytkownikach WhatsAppa. Ponadto nakaz obejmuje także usunięcie z serwerów Facebooka wszystkich danych zebranych w związku z integracją z komunikatorem. Ich przejęcie odbyło się niezgodnie z niemieckim prawem, bez dopilnowania wymogów formalnych takiego transferu ani uzyskania zgody użytkowników.

Facebook oczywiście się odwołał do sądu – w 81-stronicowym wniosku argumentując m.in., że mieszczący się w Hamburgu niemiecki urząd nie jest odpowiednią instytucją by takie sprawy rozstrzygać, ponieważ jego europejskie operacje prowadzone są z Irlandii – i to tamtejszemu urzędowi ochrony danych osobowych podlega. Sprawa wciąż jest w toku, tymczasem ostatnio Caspar zaczął się przyglądać kwestii zbierania przez WhatsAppa danych geolokalizacyjnych użytkowników.

Caspar nie był jednak jedynym, który zaprotestował przeciwko nieautoryzowanemu wykorzystaniu danych osobowych. W listopadzie zeszłego roku Elizabeth Denham, szefowa brytyjskiego urzędu ICO, pod groźbą prawnych konsekwencji wymogła wstrzymanie wymiany danych między WhatsAppem a Facebookiem. W ślad za Niemcami i Wielką Brytanią poszły kolejne europejskie urzędy, zrzeszone w grupie WP29. Zachęciła je wymierzona w maju br. Facebookowi przez Komisję Europejską kara w wysokości 110 mln euro – za wprowadzenie w błąd regulatorów twierdzeniem, że technicznie niemożliwe będzie połączenie profilów użytkowników WhatsAppa i Facebooka. Chwilę później ukarany we Włoszech został WhatsApp – 3 mln euro do zapłacenia za nielegalne udostępnianie danych nowemu właścicielowi.

Miesiąc na uporządkowanie sytuacji

Teraz swoje stanowisko przedstawia francuski CNIL. Wysłał on do WhatsAppa formalny nakaz zaprzestania transferu danych do Faceboka, obecnie przekazywanych w celu zwiększenia bezpieczeństwa oraz business intelligence – oceny i ulepszania świadczonych usług. Według obu firm nigdy nie doszło do przekazania danych w celu targetowania reklam. Szefowa CNIL, Isabelle Falque-Pierrotin, uważa jednak, że nie ma jakichkolwiek podstaw prawnych do takiego wykorzystania danych przez Facebooka, nie może też przyjąć argumentów, że te działania usprawiedliwia ważny interes WhatsAppa czy też wyrażona zgoda użytkowników.

Zgoda ta nie jest ważna, ponieważ nie odnosi się do przedstawionego celu: użytkownicy instalując aplikację zgadzają się, że ich dane będą przetwarzane przez usługę komunikacyjną oraz przez Facebooka dla celów pobocznych, takich jak usprawnienie jego usługi. Zgoda ta nie jest też wolna – jedynym sposobem na odmówienie przekazywania danych do celów „business intelligence” jest odinstalowanie aplikacji.

CNIL zauważa także, że WhatsApp notorycznie odmawiał współpracy z francuskim urzędem, twierdząc, że nie może dostarczyć próbki danych transferowanych do Facebooka, ponieważ działa w Stanach Zjednoczonych i podlega tylko prawu Stanów Zjednoczonych. Nie sposób jest więc ocenić, w jakim stopniu rzeczywiście przestrzegane są zapisy francuskiej ustawy o ochronie danych osobowych. WhatsApp dostał więc miesiąc na pełne dostosowanie się do zapisów ustawy, czyli de facto zaprzestanie transferu danych. Jeśli nie dopełni tego obowiązku, podjęte zostaną dalsze kroki prawne.

Czy WhatsApp przejmie się żądaniami Francuzów? Producent komunikatora otwarcie zignorował wyrok sądu w Indiach. Po tym, gdy Wysoki Sąd w Delhi nakazał skasowanie wszystkich danych użytkowników, którzy nie zaakceptowali zmian w regulaminie, rzeczniczka firmy ogłosiła, że wyrok nie ma żadnego wpływu na zaplanowane zmiany w polityce prywatności i warunki świadczenia usług.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama