YouTube. Nie mógł się wypromować, więc groził innym, obnażając słabość SI Google'a

Strona główna Aktualności

O autorze

Nie jest tajemnicą, że popularni twórcy na YouTubie zarabiają bardzo dobre pieniądze, co siłą rzeczy oddziałuje na wyobraźnię innych internautów. Niewielu jednak udaje się wejść na szczyt. Większość w takiej sytuacji po prostu odpuszcza i szuka innego zajęcia, ale nie niejaki Christopher Brady, który, jak twierdzi Google, podjął próbę szantażowania innych twórców.

Nadużywając Milenijnej Ustawy o Cyfrowym Prawie Autorskim (DMCA – ang. Digital Millennium Copyright Act), Brady masowo zgłaszał roszczenia o własność intelektualną. Podawał się przy tym za co najmniej 15 różnych osób, więc moderatorzy liczyli jego raporty unikatowo.

Doprowadziwszy do sytuacji, w której dany kanał ma już dwa naruszenia na koncie (trzecie oznacza blokadę), zwracał się do autora z żądaniem okupu w wysokości od 75 do 300 dol. Przelew miał zostać zrealizowany niezwłocznie, w bitcoinach lub przez system PayPal.

Młodsi i początkujący na celowniku

Szantażysta minimalizował ryzyko wpadki, dobierając ofiary według pewnego klucza. Nie uderzał w twórców z pierwszych stron gazet, lecz kanały rozwijające się, mające od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. subskrybentów. Jednocześnie wybierał tylko osoby prezentujące grę Minecraft. Najpewniej z uwagi na ich potencjalnie młody wiek, choć prawnicy Google'a wysnuwają też teorię, że może być to forma bezpośredniej zemsty za własne niepowodzenia przestępcy.

Oskarżenie zawiera zeznania trzech YouTuberów, którzy mieli wątpliwą przyjemność trafić na Brady'ego: ObbyRaid, Kenzo i Cxlvxn. Niemniej jednak rolę oskarżyciela pełni Google. Spółka wylicza straty finansowe i wizerunkowe, na jakie naraził ją szantażysta. Co oczywiste, domaga się odszkodowania. Kwota nie została podana do wiadomości publicznej.

W poniedziałek sprawa została wniesiona do sądu. Za rozstrzygnięcie odpowiada Sąd Dystryktowy USA dla Dystryktu Nebraski, któremu podlega oskarżony Christopher Brady.

Fajna ta SI, taka nie za inteligentna

Abstrahując od werdyktu, zaskakuje, jak bardzo niedoskonały jest system oceny roszczeń do praw autorskich na YouTubie. Z opisu Google'a wynika, że Brady po prostu zgłaszał sobie roszczenia wobec cudzych materiałów, a algorytm automatycznie przyznawał mu rację. Co z zasadą domniemania niewinności? Jak widać, nie obowiązuje. Choć można tłumaczyć to też tak, że w wideo prezentujących rozgrywkę łatwo znaleźć podobieństwa. W końcu dana gra bywa wielokrotnie powtarzana. Pytanie: Czy takich nagrań nie powinien weryfikować człowiek?

© dobreprogramy