Grupa programistów, która podaje się za część Anonymous, najwyraźniej chce przytrzeć nosa gigantom przemysłu fonograficznego. Celem przedsięwzięcia jest zbudowanie serwisu, który będzie pozwalał na słuchanie muzyki za darmo i z zachowaniem anonimowości użytkowników. Według Wired, członkowie grupy poznali się w Sieci 6 lat temu i z rozmów o muzyce powoli rozwinął się pomysł na połączenie muzyki dostępnej na MySpace, YouTube, Yahoo! i kilku innych portalach w ramach jednej, oczywiście darmowej platformy z funkcjonalnym odtwarzaczem. Celem projektu jest zgarnięcie każdego utworu, który kiedykolwiek był udostępniony w Sieci, legalnie lub nie, i udostępnienie go słuchającym.
Na razie platforma, o wdzięcznej nazwie Anontune, jest ukończona w jakichś 20%. Muzyka, którą można tam znaleźć, pochodzi z YouTube lub SoundCould, ale asortyment będzie poszerzony. Jednak cechą najbardziej wyróżniającą tę usługę wśród konkurencji jest zachowanie anonimowości użytkowników, choć w planach są jeszcze takie wodotryski, jak choćby testy psychometryczne na podstawie gustu muzycznego użytkowników.
Corynne McSherry z Electronic Frontier Foundation przewiduje jednak problemy. Nie obejdzie się bez ostrzału skierowanego na Anontunes, nawet jeśli usługa będzie działać zgodnie z prawem, i trudno będzie mu się bronić. Ze względu na powiązania autorów, Anontunes będzie miał zapewne masę problemów. Już pojawiły się oskarżenia, jakoby usługa była odpowiedzią na aresztowanie zarządu Megaupload.