Nie ma się co dziwić, że ogłoszone podczas konferencji WWDC nowości w iOS-ie, budzą sporo emocji i hipotez. Mobilny system Apple to przecież jedna z dwóch liczących się sił na rynku, a już za kilka miesięcy ma zostać wzbogacony o liczne nowe funkcje. Szczególnie jedna z nich, usuwanie domyślnych aplikacji, wywołała sporo entuzjazmu. Może się jednak nie być tym, czym się wydaje.

bESgOKwR

Oprócz dziesięciu nowości w nowym iOS-ie, największe emocje wywołały przemilczane podczas samej prezentacji na WWDC informacje o możliwości usuwania domyślnych aplikacji Apple z pamięci urządzenia. Na podstawie wczesnych doniesień pisaliśmy, że mowa tutaj o możliwości całkowitego usunięcia programów, co miałoby dać iOS-owi wyraźną przewagę nad Androidem, gdzie oprócz GApps mamy jeszcze przecież do czynienia z bloatware.Prawda o nowej funkcji iOS-a jest jednak znacznie mniej optymistyczna. Dzisiaj w podcaście prowadzonym przez znanego w świecie Jabłekblogera Johna Grubera („Daring Fireball”) wystąpił Craig Federighi, starszy wiceprezes Apple z pionu inżynierii oprogramowania. Wyjaśnił, że „skasowanie” domyślnychaplikacji nie oznacza wcale, że znikną one z systemu. One tylko znikną... z oczu użytkownika – nie zobaczymy po prostu ichikonek, nie będą one też wywoływane przez system. Pliki binarne (a i zapewne konfiguracyjne) jednak pozostaną, jako integralna częśćsystemu.

Jest tak dlatego, że całość iOS-a stanowi integralny,podpisany pakiet, za pomocą którego Apple weryfikuje autentycznośći nienaruszalność systemu. „Skasowane” aplikacje nie będąwięc ponownie pobierane z AppStore, lecz w razie ich „instalacji”ze sklepu jedynie ponownie podlinkowywane do interfejsu użytkownika.

Mowa tutaj o kilkunastu popularnych aplikacjach, które jednak często z powodzeniem można zastąpić programami firm trzecich, które publikują efekty swojej pracy w App Store. Dotychczas zakładaliśmy, że Apple planuje „wypiąć” aplikacje takie jak Mail, FaceTime czy Weather z systemu, co mogłoby poskutkować odczuwalną różnicą w wielkości iOS-a. Jednocześnie korporacja mogłaby sobie zagwarantować popularność swojego oprogramowania poprzez preinstalowanie go na nowych urządzeniach.

bESgOKwT

Niestety, według aktualnych informacji (które jednak nie sposób uznać za oficjalny komentarz Apple), wszystko co zaoferuje nowy iOS to ukrycie skrótu i oszczędność megabajtów wygenerowanych po uruchomieniu programu przez samego użytkownika. To, co wzięto pierwotnie za „ponowną instalację” stanowić będzie de facto przywrócenie skrótu. Pokrywa się to całkowicie z tym, co w kwestii preinstalowanych aplikacji oferuje Android. I rozczarowuje.

Nie jest to wiadomość miła szczególnie dla tych użytkownikówiOS-a, którzy mają urządzenia z najmniejszą ilością pamięcimasowej, tj. 16 GB – a pamiętajmy, że Apple wciąż sprzedajeiPhone’a 6 czy 6S z tak małą ilością pamięci. Nawet w tychtelefonach, gdzie użytkownicy walczą o każdy wolny megabajt,katalog Dodatkowe wypchany jest zwykłym bloatware, aplikacjami zktórych rzadko (albo wcale) się korzysta. W końcu jaki sens tego,by ktoś, kto nie ma smartzegarka Apple Watch, musiał na swoimiPhonie trzymać aplikację do jego obsługi?

Nic więc dziwnego, że iOS 10 (przynajmniej w wersji DeveloperBeta 1 dla iPhone’a 6S) „waży” aż 1,7 GB. Te wszystkieaplikacje nie zainstalowałyby się przecież same. Dla porównania,oficjalne obrazy Androida dla Nexusa 6P (wzorcowego smartfona Google)to około 900 MB – a wśród nieoficjalnych obrazów, tworzonychprzez społeczność xda-developers, znaleźć można i takie, cozajmują raptem 300 MB.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Komentarze (43)
bESgOKxP