W lutym tego roku autonomiczne auto Yandex.Taxi, spółki-córkiwiodącej firmy rosyjskiego internetu, po raz pierwszy wyjechało napubliczne drogi Moskwy. Była to zmodyfikowana Toyota Prius, z trzemalidarami na dachu, radarem z przodu i zestawem dookólnych kamer 3D.Do tego auto zawiera odbiornik nawigacji satelitarnej GLONASS, zestawczujników przyspieszenia oraz indywidualne drogomierze na kołach.
Yandex Self-Driving Car. Moscow streets after a heavy snowfall
Zbierane przez te czujniki dane są przetwarzane przez autorskąplatformę sprzętowo-programową Yandexa, uruchamiającą algorytmyrozpoznawania obrazu i podejmowania decyzji o trasie. Co ciekawe,mają to być te same algorytmy, które wykorzystywane są w serwisieYandex.Fotki do przetwarzania i rozpoznawania obrazów. Yandex nigdynie ujawnił szczegółowej specyfikacji swojej platformy, podkreślałjednak, że można ją zastosować w dowolnym współczesnympojeździe z elektronicznym sterowaniem, w tym „nawet prezydenckiejlimuzynie”.
Warto zauważyć, że zimowe testy prowadzono nie tylko wintensywnym ruchu drogowym, ale także podczas fatalnych warunkówpogodowych, w tym intensywnych opadów śniegu. Mimo tego, jaktwierdzi Yandex, ani razu inżynier czuwający za kierownicąautonomicznej Toyoty nie musiał przejmować kierownicy.
Kilka dni temu autonomiczne auto Yandexa po raz pierwszy wyjechałona trasę. I to nie byle jaką trasę – 11 godzin, ponad 850kilometrów, by przejechać z Moskwy, przez Niżny Nowogród, doKazania (stolicy Tatarstanu). Według rosyjskiej firmy, przez 99%czasu auto prowadziło się samo, mimo deszczu i korków, od świtudo nocy.
Yandex Self-Driving Car. First Long-Distance Ride
Dmitrij Poliszczuk, który stoi na czele zespołu projektującegoautonomiczne auta w Yandex.Taxi, uważa, że w teorii już za 5 latmożliwe byłoby wprowadzenie autonomicznych aut na drogi Rosji iBiałorusi (zespół zajmujący się algorytmami decyzyjnymi autapracuje w Mińsku). Sęk w tym, że w tym czasie bardzo ciężkobędzie znaleźć nabywców takich aut. Ich aparat sensoryczny jestbardzo kosztowny: jeden główny lidar na dachu Priusa kosztować maponad 50 tys. dolarów. Do tego wszystko wymaga stałegoserwisowania, od wymiany łożysk obrotowej głowicy lidara poczyszczenie kamer, które w realnych warunkach bardzo szybko siębrudzą. Te problemy są do rozwiązania – ale na pewno nie w ciągutych 5 lat.
W tej sytuacji póki co głównym klientem na technologieopracowane przez Yandexa może stać się rosyjskie ministerstwoobrony. Niedawno na froncie wojny domowej w Syrii pojawiły sięrosyjskie robotyczne czołgi Uran-9. Ich testy wypadły marnie. Jakujawnili naukowcy podczas poświęconej obronności i bezpieczeństwukonferencji w Sankt-Petersburgu, nie były one w stanie wypełnićpostawionych przed nimi zadań. Jedna sprawa to nieustanne problemy zzawieszeniem i konieczność napraw polowych. Druga – ciągłautrata kontroli nad pojazdem.
Czołgi Uran-9 nie są bowiem pojazdami autonomicznymi. To poprostu zdalnie sterowane drony, coś jak amerykańskie Predatory,tyle że jeżdżące po ziemi, a nie latające. O ile jednak wwypadku latającego wehikułu można zapewnić mu zdalne sterowaniena odległość tysięcy kilometrów, na lądzie sytuacja sięznacznie komplikuje. Realny zasięg zdalnego sterowania wynosił300-500 metrów, ale już po wjechaniu między wyższe budynkisterujący czołgiem tracił nad nim kontrolę na minutę czy dwie. Wtym czasie Uran-9 był tylko martwym celem.
Dlatego rosyjscy naukowcy uważają, że zdalne sterowanie dlalądowych dronów bojowych nie ma większego sensu, muszą oneuzyskać możliwość autonomicznego działania w warunkach bojowych.A skoro przynajmniej kwestię samodzielnego prowadzenia Yandex.Taxizdołał opanować, to teraz tylko czekać na moduł odpowiadającyza taktykę pola walki – i całkowicie autonomiczny czołg gotowy.