Być może największą bolączką usług na ich aktualnym stadium rozwoju jest kwestia podpisywania z wytwórniami umów na wyłączność usługi w dystrubucji twórczości danego muzyka. Skutkuje to tym, że nawet użytkownicy płacący co miesiąc za dostęp do audioteki, muszą niekiedy szukać alternatyw, nierzadko w postaci pirackich źródeł. Według New York Timesa, właśnie wkroczyliśmy w nowy etap tej umiarkowanie uczciwej konkurencji.
Według ustaleń magazynu, Spotify miało wprowadzić w ostatnim czasie politykę, w ramach której artyści decydujący się na udostępnianie swojej muzyki na wyłączność u konkurencji – przede wszystkim w Apple Music – będą karani. Według przedstawicieli dwóch wytwórni, Spotify ma ograniczać promocję nowych albumów, jeśli wcześniej były one dostępne na wyłączność i z opóźnieniem trafiły do zbiorów szwedzkiej usługi.
Według Bloomberga podobne praktyki mają być realizowane już od miesięcy, jednak przedstawiciele Spotify stanowczo zaprzeczyli takim doniesieniom, nazywając je jednoznacznie fałszywymi. Można jednak zakładać, że prawda leży gdzieś pośrodku, szczególnie biorąc pod uwagę niełatwą sytuację Spotify, wynikającą z postulowanej przez Apple rewizji modelu wynagradzania artystów.
Pocieszająca w tej sytuacji jest postawa Universal Music. Szef firmy, Lucian Grainge, miał poinformować w ostatnim czasie podwładnych, że wytwórnia nie będzie dłużej wspierać decyzji o udostępnianiu nowych albumów na wyłączność jednej platformie, co ma być regulowane zapisami w kontraktach. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ba, podkreśla jeszcze wyraźniej, że problem jest ważki, a współczesne usługi muzyczne najwyraźniej nie uniknęły powtórzenia błędów swoich poprzedników, na czym tracą sami użytkownicy.