Claude wprowadza ukryte znakowanie tekstu. Da się sprawdzić, czy pomagała AI 

Anthropic uruchamia w Claude’zie niewidoczne oznaczanie treści, które ma ułatwić weryfikację, czy dany materiał powstał z udziałem sztucznej inteligencji. Mechanizm obejmie zarówno tekst, jak i część plików, ale specjaliści podkreślają, że nie daje on pewności i w wielu sytuacjach można go osłabić lub usunąć.
Claude będzie podpisywał treści wygenerowane przez AIClaude będzie podpisywał treści wygenerowane przez AI
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Paweł Maziarz

Rozróżnienie między tekstem napisanym przez człowieka a treścią wygenerowaną przez modele językowe staje się coraz trudniejsze. Z tego powodu firmy rozwijające AI coraz częściej szukają sposobów, by zaznaczać materiały powstające przy użyciu ich narzędzi i ułatwiać późniejsze sprawdzanie ich pochodzenia.

W tym kierunku idzie Anthropic, czyli twórca Claude’a. Spółka podpisała unijny Kodeks Praktyki dotyczący przejrzystości sztucznej inteligencji, zgodny z AI Act, a jednocześnie uruchamia technologię automatycznego znakowania generowanych treści.


WIDEO
Czym jest chiński Kimi K3 i dlaczego USA są zaniepokojone?


Claude zacznie oznaczać swoje treści

Znakowanie ma pojawić się w nowych modelach Claude’a, które debiutują od 2 sierpnia 2026 r. Rozwiązanie ma działać wszędzie tam, gdzie dostępny jest Claude — niezależnie od tego, czy użytkownik korzysta z czatu, czy z narzędzi dla firm i programistów. Obejmuje to m.in. Claude Platform, Claude Code, Claude Cowork i Claude Tag, a także środowiska chmurowe partnerów, takie jak AWS, Google Cloud oraz Microsoft Foundry.

Anthropic zapowiada też prace nad wdrożeniem podobnych mechanizmów w starszych wersjach modeli.

Niewidzialny znak wodny w tekście

Claude ma stosować dwie uzupełniające się techniki. Pierwsza polega na umieszczeniu w wygenerowanym materiale niewidocznego znaku wodnego bezpośrednio w tekście. Ma on nie zmieniać sensu wypowiedzi ani nie pogarszać jakości czy płynności — dla odbiorcy pozostaje niewidoczny.

Założenie jest takie, że ukryty wzór pozostaje w treści po skopiowaniu i wklejeniu oraz przetrwa część przeróbek. Dzięki temu specjalne narzędzia będą w stanie sprawdzić, czy tekst został wygenerowany lub przetworzony przez Claude’a.

Druga metoda dotyczy plików. Jeśli model wygeneruje grafikę (np. SVG, PNG albo JPG), może dołączyć do niej cyfrowo podpisane informacje o pochodzeniu. Anthropic opiera to na standardzie C2PA, który pomaga odtworzyć "historię" materiału i ustalić, czy był później modyfikowany.

Jak działa znakowanie?

Alex Cui, CTO firmy GPTZero, wskazuje, że współczesne znakowanie tekstu może wykorzystywać tzw. metodę KGW. W praktyce model, dobierając kolejne tokeny, używa tajnego klucza, by losowo podzielić dostępne możliwości na dwie grupy, a następnie nieznacznie faworyzuje wybór z jednej z nich.

Dla czytelnika takie przesunięcie jest w zasadzie nie do wychwycenia. Detektor, który zna klucz, może jednak przeanalizować rozkład słów i sprawdzić, czy określona grupa pojawia się podejrzanie często — co może sugerować użycie modelu z konkretnym znakiem wodnym.

Cui podkreśla przy tym, że to zabezpieczenie nie jest nieusuwalne. Silne przeredagowanie, przebudowa składni czy mieszanie fragmentów z tekstem przygotowanym przez człowieka potrafi osłabić sygnał albo całkowicie go wyczyścić. Kłopotem bywają także bardzo krótkie i przewidywalne treści, gdzie model ma mały wybór w doborze słów. W efekcie znak wodny ma być raczej statystyczną wskazówką co do pochodzenia materiału niż niepodważalnym dowodem.

To nie jest jednak niezawodny wykrywacz AI

Anthropic zaznacza, że sama obecność śladu nie przesądza, iż całość napisała sztuczna inteligencja. Możliwy jest scenariusz, w którym użytkownik przygotował tekst sam, a Claude posłużył jedynie do korekty, tłumaczenia albo streszczenia — a mimo to pozostawi oznaczenie.

Firma zwraca uwagę na kolejne ograniczenia: znak w tekście może zniknąć po bardzo głębokiej redakcji, tłumaczeniu, mocnym skróceniu do kilku słów czy innych dużych zmianach. Podobnie w przypadku grafik — informacje o pochodzeniu da się utracić np. poprzez zrzut ekranu albo zapis w innym formacie.

W praktyce nie jest to więc narzędzie, które "rozstrzyga" autorstwo między człowiekiem a AI. Ma raczej stanowić dodatkową warstwę weryfikacji, ułatwiającą sprawdzanie, czy dany materiał powstał lub był modyfikowany przy użyciu Claude’a.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ