darktable teraz także na Windowsie: zobacz co możesz za darmo zrobić ze zdjęciami

Strona główna Aktualności
image

O autorze

Od wielu lat użytkownicy uniksowych systemów, w tym oczywiście Linuksa i macOS-a, mogą korzystać z programu darktable, świetnej cyfrowej ciemni, uważanej za funkcjonalny odpowiednik Adobe Lightrooma. To wykorzystywane już przez wielu profesjonalnych fotografów narzędzie do katalogowania i niedestrukcyjnej obróbki zdjęć (także w formatach RAW) doczekało się nowego wydania 2.4, skompilowanego też wreszcie na Windowsa.

To był prawdziwy prezent na gwiazdkę – nowe wydanie nie tylko przynosi liczne nowe funkcje i poprawki, ale też wreszcie daje się uruchomić na najpopularniejszym przecież systemie operacyjnym na świecie. Tak, piekło zamarzło, to co miało być aplikacją na wyłączność dla uniksowych systemów, w końcu doczekało się dość dobrze działającej wersji na Windowsie.

Siedem lat temu deweloperzy darktable wyjaśniali, że tworzenie oprogramowania na Windowsa nie ma za bardzo sensu i krytykowali przeniesienie na ten system GIMP-a. Argumentowali, że użytkownicy Windowsa są właściwie bezużyteczni dla otwartego oprogramowania, w razie napotkania błędu nie potrafią dostarczyć nawet wyników działania debuggera, sam zaś system Microsoftu pozbawiony jest sensownego menedżera pakietów, wskutek czego większość użytkowników korzysta z przestarzałych wersji oprogramowania.

Czasy się zmieniły – pojawił się człowiek (Peter Budai), który nie tylko zdołał skompilować darktable na Windowsie, ale też zaoferował opiekę nad kodem, dostarczając łatki i rozwiązania pozwalające obejść kłopoty specyficzne dla systemów Microsoftu. W efekcie dostarczona wreszcie wersja 2.4 jest prawie równoważna wersjom na Linuksa i macOS-a. Brakuje póki co wsparcia dla drukowania, nie działa synchronizacja z aparatami fotograficznymi (do tego potrzebne są specjalne sterowniki), zauważono pewne problemy z importem i eksportem zdjęć TIFF ze znakami diakrytycznymi w nazwach plików, ale pracować na ręcznie zgranych z karty pamięci zdjęciach można jak najbardziej.

A jest co wypróbować w tej nowej wersji. Dostajemy nowy moduł do usuwania mgły, rozszerzono też zakresy w module lokalnego kontrastu i dodano mu możliwość modyfikacji kontrastu na bazie piramidy Laplace’a. Moduł krzywej bazowej dale lepszą kontrolę nad mieszaniem ekspozycji, a moduł krzywej tonalnej pozwala automatycznie dostosować kolory w RGB.

Maski obsługują teraz cofanie operacji i lepiej grupują kroki cofania, blending pozwala pokazać poszczególne kanały w trybie fałszywych kolorów, dodano nowy algorytm demozaikowania zdjęć RAW (Frequency Domain Chroma), obsługiwane są pliki RAF (Fujifilm) i HDR DNG (z programu HDRMerge), rozbudowano też wsparcie dla sprzętowej akceleracji OpenCL – można wymusić jej stosowanie w określonych potokach.

Sporo zmian pojawiło się także w interfejsie programu, szczególnie w trybie mapy, pokazującej lokacje zdjęć, wyświetlany jest pasek postępu operacji (głównie importu i eksportu) na pasku zadań menedżera pulpitu, poprawiono widok suwaków gradientów, a w edytorze krzywych można teraz usuwać węzły prawym klikiem i podglądać ich współrzędne podczas edycji. Dodano też możliwość konfigurowania poziomu kompresji plików PNG, rozszerzono ustawienia ISO do bardzo dużych wielkości, możliwe jest też ładowanie niektórych ustawień z programu Lightroom 7.

Z pełną listą zmian nowego darktable zapoznacie się na stronie projektu. Wersję na Windowsa znajdziecie w naszej bazie oprogramowania. Kompilacja wersji na macOS-a jeszcze nie jest gotowa, póki co pobrać można na Maki wersję 2.2.4. Użytkownicy popularnych dystrybucji Linuksa powinni zaś już móc znaleźć darktable 2.4 w swoich repozytoriach.

© dobreprogramy