Pierwszy atak miał miejsce właśnie w przypadku Windows Phone, bo to do sklepu Microsoftu trafiła pierwsza aplikacja. Nazywała się ona „Kaspersky Mobile” i chociażby poprzez swoje logo sugerowała, że jest to antywirus. Jak zarabiali oszuści? Aplikacja była płatna, więc już samo uzyskanie do niej dostępu wymagało dokonania płatności. Nie trzeba było tutaj straszyć nikogo wykryciem jakiegokolwiek szkodliwego oprogramowania na smartfonie, a po prostu zachęcić do zakupu „produktu znanego i cenionego”. Przypominamy, że oficjalne rozwiązania w ten sposób nie działają: firmy albo oferują swoje produkty za darmo, albo też wymagają wykupienia subskrypcji i posiadania licencji. Płatność nie jest jednak realizowana przed, a już po instalacji aplikacji. Uczulamy nad to niezależnie od platformy z której korzystacie.
Druga z aplikacji trafiła do sklepu Google Play i celowała w znacznie większe grono użytkowników Androida. Nazwana została po prostu „Kaspersky Anti-Virus 2014” i również wymagała wniesienia opłaty przed instalacją, potem wyświetlała już tylko zupełnie losowe komunikaty, oczywiście nie zapewniając żadnej ochrony. Obie z nich na szczęście nie wyrządzały też w systemie żadnej szkody, atakujący byli zainteresowani jedynie opłatą za kupno. Jak zaznacza firma Kaspersky, produktów mobilnych o takich nazwach w ich ofercie nie ma i nigdy nie było. Użytkownicy jednak nie muszą o tym wiedzieć, a od tego już łatwa droga do tego, aby dać się nabrać.
Już jakiś czas temu informowaliśmy o podobnym przykładzie dotyczącym aplikacji Virus Shield, która pobierała opłatę nie robiąc zupełnie nic. Teraz mamy przykład na to, że nie tylko Android jest narażony na tego typu ataki. Co więcej, pokazuje to słabość obu sklepów: jak mogło dojść do akceptacji publikacji tego typu programów? Wiadomo, że testy pod kątem obecności szkodliwego oprogramowania są wykonywane automatycznie i to akurat całkiem nieźle zdaje egzamin. Co jednak z samymi nazwami? Czy nie dałoby się sprawdzać wydawcy aplikacji, która przecież nazywa się Kaspersky i jednoznacznie kojarzy się z aplikacjami zabezpieczającymi? Widać tak dla Google jak i dla Microsoftu stanowi to problem, a stracić na tym mogą nieświadomi zagrożenia użytkownicy.