Ford informował, że wrócili tzw. "siwe brody" - eksperci, którzy mają za sobą wiele cykli rozwoju produktów. Ich zadaniem jest mentorowanie młodszym pracownikom oraz poprawianie narzędzi automatycznej inżynierii i systemów diagnostycznych, które zawodziły.
Wiceprezes ds. inżynierii sprzętu pojazdów Charles Poon ocenił, że kierownictwo nie doceniło praktycznego doświadczenia weteranów. "Zastąpienie ich samą AI było ogromnym błędem. AI jest świetnym narzędziem, ale jest tak dobra, jak dane użyte do jej trenowania" - mówił.
Spotkania obowiązkowe i mniej usterek przed produkcją
Ponownie zatrudnieni inżynierowie prowadzą obowiązkowe spotkania poświęcone rozwiązywaniu problemów technicznych. Mają też przeprogramowywać oprogramowanie automatyzujące prace inżynierskie oraz narzędzia AI tak, by wyłapywały potencjalne usterki jeszcze przed rozpoczęciem produkcji.
Najtańszy komputer do gier. Podpowiadamy, jakie cześci wybrać
Według opisu działań weterani mają szukać punktów awarii, zanim części trafią na halę fabryczną. Cel jest prosty: ograniczyć kosztowne wady i akcje serwisowe, które wcześniej miały kosztować firmę miliardy, gdy koncern jednocześnie chce w tym roku obniżyć wydatki o 1 mld dolarów.
Skok w badaniu jakości JD Power
Efekt ma być widoczny w danych: w ubiegłorocznym badaniu jakości JD Power, mierzącym problemy w pierwszych trzech miesiącach użytkowania auta, Ford zajął 10. miejsce wśród marek masowych i wypadł poniżej średniej branży. W tym roku został wskazany jako najlepsza marka masowa.
Ford przypisał tę poprawę właśnie ekspertom, którzy wrócili do firmy. Tekst zwraca też uwagę, że podobny mechanizm dotyczy innych branż: badanie Careerminds wykazało, że część firm po zwolnieniach napędzanych AI musiała ponownie zatrudniać znaczną część wcześniej zwolnionych osób, bo automatyzacja nie wystarczała w trudniejszych zadaniach.