Tato, kup mi konsolę, czyli przedświąteczny nieporadnik
Jeżeli ktoś dotąd odkładał zakup konsoli, to nie jest ważne, czy ma dzieci młodsze czy starsze. Wystarczy, że ma. W okolicach którejś Gwiazdki temat po prostu musi wypłynąć. Gdzieś na szczycie listy dla Świętego Mikołaja, obok lalek i klocków LEGO, w końcu pojawi się krzywo zapisany iksboks albo prośba o najnowszą sonkę. Pewnie myślicie sobie, iż spokojna głowa, bo sami przecież też od dawna planowaliście przeskoczyć z mocno podstarzałego komputera, stojącego gdzieś z boku w pokoju, przed ekran telewizora w salonie, więc wstępne porównywanie mocy sprzętów oraz dostępnej biblioteki gier już zrobiliście. Pytanie tylko, czy przez te wszystkie miesiące, chociaż raz konsultowaliście się ze swoimi pociechami? Bo widzicie, kiedy rozważaliście dołączenie do fanów Call of Duty lub serii Forza Motorsport, dzieciaki chciałyby może poskakać Mario. Dziwne? Niekoniecznie, popatrzcie w przeszłość i pomyślcie, na czym sami się wychowywaliście. Pegasus z kartridżem 168 in 1 to był dla wielu przecież wstęp do świata elektronicznej rozrywki. Mali fani zabaw z padem w dłoniach to nie hardkorowcy. Rozumują inaczej.