Prawdziwą kulminację siłowego przyciągania do usługi widzieliśmy jednak jesienią ubiegłego roku. Wtedy to firma postanowiła, że swoje konta w serwisie Google+ muszą mieć wszyscy, którzy chcą komentować filmy na YouTube. Spowodowało to ogromne oburzenie, liczne akcje spamowe mające na celu pokazanie korporacji środkowego palca, ale powiedzmy sobie szczerze, nie były one specjalnie racjonalne. YouTube to usługa należąca do Google, może on więc wprowadzać do niej dowolne zmiany, a pewnego dnia zupełnie ją zamknąć. Nie będziemy mieli na to żadnego wpływu, bo jesteśmy jedynie jej użytkownikami, którzy akceptują warunki świadczenia usług.
Teraz w postępowaniach Google następuje wyraźna zmiana. Na swoim profilu Google+ firma przeprasza za to, że jej polityka dotycząca nazw kont jest niejasna i że doprowadziła do powstawania trudności dla użytkowników. Google chce tworzyć sieć wysokiej jakości, ale potrzebowało aż tyle czasu, aby uświadomić sobie, że nie każdy chce podawać swoje prawdziwe dane. Nie przeszkadza to przecież w prowadzeniu sensownych, burzliwych dyskusji, których na Google+ nie brakuje – choć wiele osób uważa sieć tą za swoiste miasto duchów, wystarczy dać jej nieco czasu i zerknąć w społeczności aby przekonać się, że wygląda to już naprawdę nieźle.
Obecnie nie ma już ograniczeń co do nazwy profilu. Pewne wymogi pozostały, ale są one bardzo luźne: formularz dotyczący ustawień konta posiada pole na imię i nazwisko, niemniej dane te nie są w żaden sposób weryfikowane i firma nie będzie usuwać kont, które na pewno nie podają prawdziwych informacji. Posiadacze aktywnych kont mogą zmienić dane, niemniej operacja ta może być wykonywana maksymalnie raz na trzy miesiące. Nowe zasady dotyczą także użytkowników YouTube. Czy to dobrze? Po kilku miesiącach od zmian YouTube stał się nieco przejrzystszy, a i komentarze w nim jakby zyskały na poziomie, nie licząc oczywiście specyficznych przypadków. Zmiana i powrót do „złudnej anonimowości” może sprowadzić je na poprzedni, dosyć niski poziom.