Najważniejszą informacją zawartą w mailu od hakera było potwierdzenie, że od początku planowane było publiczne udostępnienie kodu pcAnywhere. Negocjacje, w których detektyw udający pracownika Symanteca proponował hakerom 50 tysięcy dolarów za skasowanie źródeł, były prowadzone aby upokorzyć Symantec — złodzieje kodu nigdy nie zamierzali przyjąć łapówki.
Rzecznik Symanteca, Cris Paden, powiedział Reutersowi, że firma spodziewała się takiego przebiegu sprawy i cały czas pracowała nad zabezpieczeniem zainstalowanych obecnie na komputerach klientów wersji 12.x programu pcAnywhere. Według Padena Symantec uprzedził wszystkich klientów i dzięki temu żadnego klienta nie stracił. Użytkownicy pozostałych programów, których kod źródłowy jest w posiadaniu indyjskich hakerów, również nie są zagrożeni, o czym Paden ponownie zapewnił. Złodzieje nie otrzymali ani grosza z kieszeni Symanteca, a udawane negocjacje, prowadzone przez detektywów, są standardową w takich przypadkach procedurą, co widać choćby w prowadzonych przez FBI dochodzeniach w sprawie porwań. Ta strategia pozwala zyskać czas i wiedzę na temat przestępcy. Wygląda na to, że Symantec ma wszystko pod kontrolą, poza faktem, że w sieci BitTorrent krążą archiwa z jego najcenniejszymi zasobami — kodem źródłowym programów zabezpieczających.