Historia Grand Theft Auto

Strona głównaHistoria Grand Theft Auto
25.04.2008 10:00
Redakcja
Redakcja

Wielce oczekiwana przez niemal każdego gracza premiera GTA IV już w przyszłym tygodniu, więc to doskonały moment na materiał upamiętniający całą, pokrytą patyną kolekcję nośników danych z kolejnymi inkarnacjami bestsellerowej sagi. Odkurzyliśmy płytki CD, DVD, UMD i kartridże po drodze uświadamiając sobie, że 11 lat GTA to jednocześnie dekada pędzącego rozwoju branży, rozkwitu technologii oraz rozbudowywania fabuły. Kto w 1997 roku myślał o realistycznym modelu fizyki i animacji Euphoria, tudzież takim Digital Molecular Matter? Wtedy wystarczyły wyskakujące z częstotliwością reklam w telewizji czerwone piksele imitujące krew.

Pierwsze Grand Theft Auto (wybaczcie, że nie będę - jak to ostatnio czynią "modni" koledzy - tłumaczyć tej nazwy) wystartowało na pecetach oraz Playstation One i swoją niepowtarzalną magią uwiodło każdego, kto w swej nieuwadze zaczął w produkcję, czy tam nawet jej sześciominutowe komputerowe demko, się zagrywać. Czy była to zasługa dużej swobody, czy raczej brutalności - nie sposób osądzić. Gra premiowała sutymi bonusami rozjeżdżanie pieszych i szerzenie czystej anarchii na ulicach. Na dobrą sprawę nie trzeba było wykonywać misji, bo samo uganianie się z policjantami (dodajmy - o inteligencji kartofla) zapewniało długie godziny spędzone z padem, czy klawiaturą. Mocnym akcentem okazały się akcje typu Kill Frenzy, czyli czasówki o prostej zasadzie - masz tu RPG, ale musisz zabić 50 ludzi w minutę. Przez "ludzi" rozumiem prostokąt z kółkiem będące odpowiednio: tułowiem i głową widzianymi z lotu ptaka. Nie da się ukryć, że graficznie było niezmiernie biednie, ulice krzyżowały się jedynie pod kątem 90 stopni, budynki się nie różniły, ale w niczym to nie przeszkadzało - i tak niesamowitą radość sprawiało ujrzenie wielkiego napisu GOURANGA! po rozjechaniu siedmiu wyznawców Kriszny.

[image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4869" mode="normal"]Fabuła generalnie nie istniała - produkcja rzucała gracza w środek miasta i niczego nie nakazywała. Chcesz ukraść czołg żeby zrobić masakrę? Odebrać telefon i zarobić kasę na nową giwerę? Usłyszeć choć jeszcze jeden raz charakterystyczny plask towarzyszący taranowaniu ludzi? Jasne, czuj się wolny. Warto przypomnieć, iż klasyczne GTA miało tryb multiplayer pozwalający na uliczną rozwałkę 4 graczom i że to w 1997 roku pojawiły się znajome nazwy miast. Tak, już wtedy istniały Liberty City, San Andreas oraz Vice City, choć były jeszcze bardzo podobnymi do siebie metropoliami. Dopiero kilka lat później, przy tworzeniu uznawanej za rewolucyjną, trzeciej części, autorzy zdecydują się na większe urozmaicenie miejscówek.

[break/]W 1999 roku do Grand Theft Auto ukazały się dwa dodatki (no dobra, jeden dodatek i jeden dodatek do dodatku) - oba umiejscowione w Londynie w latach sześćdziesiątych. Bazowały na tym samym silniku z drobnymi poprawkami i grało się w nie tak samo świetnie jak w oryginał, lecz za którymś razem człowiek robiąc w konia stróżów prawa znanym sposobem (wystarczyło wejść na kładkę nad ulicą i pojedynczo ich wykańczać) boleśnie uświadamiał sobie, że nadszedł czas na zmiany. Płodni developerzy z DMA Design (obecne Rockstar North) byli trochę innego zdania i jeszcze w tym samym roku wyłożyli na półkach sklepowych Grand Theft Auto 2, z tym że zamiast rewolucji w oprawie - przecież wtedy gry 3D stawały się niepisanym standardem - ponownie zaserwowano zabawę osią czasu i osadzono akcję w odrobinę futurystycznym mieście, gdzie o wpływy walczyły takie gangi jak Yakuza, Zaibatsu czy miłośnicy Elvisa Presleya. Umiejętne lawirowanie między wykonywaniem zleceń dla różnych grup wnosiło potrzebną głębię do gry, ale trzon rozgrywki pozostawał niezmienny.

[image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4870" mode="normal"]

W pamięci po tylu latach pozostaje film otwierający GTA 2 - profesjonalnie zrealizowany, z gangsterskim klimatem, stanowił hołd starej szkole, znanej z takich tuzów rynku jak Wing Commander czy Command & Conquer. Dzisiaj w grach cutsceny kręcone kamerą to białe kruki, tym bardziej warto wyszukać GTA 2 i zobaczyć te kilka, fachowych minut obrazu. Pamiętajcie - szacunek jest wszystkim. Gra ta była także odtąd ostatnią częścią z trybem multiplayer; ten pojawi się ponownie w sadze dopiero po 29 kwietnia 2008 roku wraz z premierą części czwartej.

[image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4878" mode="normal"]Kolejne, trójwymiarowe GTA III stanowiło opus magnum serii - nic przed nim i po nim nie było już takie same. Tytuł wyznaczył nowe trendy i podniósł na niebotyczną wysokość poprzeczkę z napisem "wolność dla graczy". Pamiętam jakim pozytywnym szokiem okazały się łatwo wchodzące headszoty z obowiązkowymi fontannami krwi, ile czasu grając zachodziłem w głowę jak to możliwe - stworzenie tak obszernego miasta na ówczesnych maszynach (PS2 oraz PC, później także Xbox). Kiedyś z kumplami zastanawialiśmy się nad grą idealną, każdy dorzucał swoje pomysły: musi mieć rajcowny model jazdy, dużo giwer, wciągającą fabułę, helikoptery, łodzie i tak dalej.

[break/]Jak się okazało GTA III miało to wszystko, acz ideałem w pełni znaczenia tego słowa nie było. Dlaczego? Claude, nasz niemy bohater (umiał tylko stękać przy skoku oraz dyszeć po sprincie), nie potrafił pływać, grafika miejscami mimo wszystko odstraszała i zdarzały się jej chrupnięcia. Jednak nikt nie wątpił w epokowość dzieła R* i gra odniosła nieporównywalny z poprzednimi częściami sukces komercyjny. Przyszłość zresztą pokazała, że te wady graczom nie przeszkadzają i część z nich zostanie w kodzie aż do GTA: San Andreas.

[image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4881" mode="normal"]Grand Theft Auto: Vice City to był z kolei wiatr we włosach, spluwa nonszalancko oparta o bark i palmy przy ulicy. Akcja osadzona w luzackiej Ameryce lat 80’, wspaniała, najeżona zwrotami fabularnymi historia Tommy'ego Vercettiego czerpiąca pełnymi garściami z Człowieka z blizną, a do tego wszystkiego jeszcze większa wolność (m.in. kupowanie własnych lokali) dały graczom kolejnych kilkadziesiąt godzin rozrywki na najwyższym poziomie. Fantastyczny klimat budowały stacje radiowe puszczające oryginalne, staroszkolne kawałki nadające Vice City unikalną atmosferę troszkę i na wzór serialu Miami Vice.

[image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4885" mode="normal"]Następną pozycją w kolejce było naturalnie przeobszerne San Andreas - trzy wielkie miasta (San Fierro, Las Venturas i Los Santos), a między nimi ogromne połacie terenu z ciągnącymi się po horyzont pasmami autostrad, małymi mieścinami i porozrzucanymi licznymi sekretami. Głównym bohaterem został tu czarnoskóry CJ, który razem z szaloną ekipą w składzie: OG Loc, Big Smoke i Sweet szybko wprowadził do polszczyzny swojsko brzmiący zwrot "homies 4 life" (dla niezorientowanych słuchaczy toruńskiego radia: to nie to, co myślicie). Nie mam co ukrywać, że jest to moja ulubiona część, hołubię zaserwowaną przez Rockstar inteligentną satyrę na kulturę raperów i nie rozumiem, jak tak skonstruowana oś gry może kogokolwiek odstraszać. Niewątpliwie jednak GTA: SA to moloch - nie bez powodu wielu recenzentów wrzuciło produkcję nawet do zakładki z grami RPG, a do tego tytuł ten spajał jeszcze całą trójwymiarową sagę i przewijały się w nim wątki zarówno z GTA III, jak i Vice City.

[break/]Innymi słowy w 2004 roku Rockstar ukoronowało serię przebogatą 24-karatową tiarą z grywalności. CJ nareszcie potrafił pływać, mógł uczyć się różnych technik walki, pojawiły się samoloty bojowe, które po ciężkim treningu okazywały się niezwykle przyjemne w sterowaniu, a czasem grałem tylko po to, by wkraść się do najbardziej strzeżonej bazy w Strefie 69 oraz podrażnić się z wojskiem. San Andreas dawało graczom tą samą radość, co 7 lat wcześniej oryginalne GTA. Tuż po premierze wersji PC dużo hałasu było o modyfikację Hot Coffee umożliwiającą w grze stosunek seksualny z jedną z dostępnych partnerek, co niestety naraziło developerów na milionowe straty, w sumie zaś było tylko sztucznie rozdmuchanym szumem. Ciekawostkę stanowiła też możliwość grania w 2 osoby na jednej maszynie - ekran się nie dzielił, lecz wspólnie i tak dało radę zrobić niezłą zadymę na ulicach.

[image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4884" mode="normal"]Poza wymienionymi "dużymi" odsłonami pod szyldem Grand Theft Auto ukazały się jeszcze inne pozycje: GTA na GBA oraz dylogia Stories (miejsce akcji: Liberty oraz Vice City) na PSP. Warto zatrzymać się przy tych ostatnich, bo swego czasu stanowiły o sile handhelda Sony dumnie demonstrując jego potęgę graficzną. Niestety obie gry zżerały także błyskawicznie baterię. Kilka miesięcy po premierze przenośne części zostały skonwertowane na PS2, która to konsola ma tym samym w swojej i tak pokaźnej bibliotece aż 5 oddzielnych odsłon GTA. Co ciekawe, nigdy nie potwierdzono prac nad San Andreas Stories, zaś obecnie Rockstar pełną parą zajmuje się pracami nad kupionymi za niezłą kasę przez Microsoft dodatkami do GTA IV na Xboksa 360, jak również powoli przymierza się do projektowania następnej części serii - dlatego na kieszonsolkowego CJ-a bym już nie liczył.

[image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4887" mode="normal"]Tutaj robi nam się w tekście ładna klamerka i wracamy do rzeczy oczywistej: aktualnie gracze na całym świecie wstrzymują oddech przed premierą "czwórki", bo wszystkie znaki na niebie, ziemi, w powietrzu, a nawet w przestrzeni kosmicznej wskazują na to, że gra zostanie pozbawiona swoich największych bolączek (średnia oprawa graficzna, brak multiplayera), a jej zalety jeszcze uwypuklono, aby dawała każdemu więcej radości. Niko Bellic powinien bez problemu wbić się do panteonu ulubionych protagonistów serii i szturmem zdobyć sobie fanów. W redakcji Gamikaze także nie możemy doczekać się premiery i oczywiście obiecujemy, że recenzja gry pojawi się w serwisie najszybciej jak to tylko możliwe. Ze swojej strony dodam, iż na gorąco wrażenia z grania będą do przeczytania na moim redakcyjnym blogu, tak więc trzymajcie rękę na pulsie.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)