Sprawa ma konkretne podłożone. Nowe wydania systemów mobilnych, czyli iOS 13 i Android 10, zawierają dodatkowe możliwości w ustawieniach odnośnie prywatności. Świeży Android 10 zamiast zerojedynkowego podejścia do dostępu danych lokalizacyjnych dla aplikacji (zezwalamy na to, bądź nie, bez szczegółów), umożliwia jeszcze dostęp konkretnie w każdym momencie (nawet jak aplikacji realnie nie używamy, tylko własnoręcznie niewłączony proces działa w tle) lub tylko przy korzystaniu z apki.
Android i iOS z nowymi ustawieniami lokalizacji
Podobnie ma się sprawa z iOS. System pozwala cały czas udostępniać informacje położenia (w tym przy działaniu w tle), tylko kiedy używamy danego programu, lub wcale. Według Facebooka nieco może namieszać nowy wariant, w którym udostępnia się dane tylko raz. Poza tym możemy liczyć na powiadomienia, kiedy apka działająca w tle zażąda informacji o położeniu, a nawet na mapkę i komunikat mówiący o tym, w jakim celu były przetwarzane te dane.
W Androidzie dochodzi dodatkowy kłopot. Ustawienia wewnątrz samej aplikacji Facebooka. Poza dostępem z poziomu menu systemu, musimy jeszcze włączyć dokładną lokalizację w samym programie Marka Zuckenberga. Chociaż czy to naprawdę kłopoty i problemy? Jak już, to dla Facebooka.
Według Facebooka lokalizacja działa "dla naszego dobra"
W swoim newsroomie koncern wyjaśnia, że to oczywiście dla dobra użytkowników, bo aplikacja będzie działała lepiej na Androidzie i iOS ze wszystkimi aktywnymi lokalizacjami, a w dodatku mamy kontrolę nad tym, kto widzi naszą lokalizację. Cóż, pewnie chodzi o reklamy i polecenia, a nie jakieś użyteczne możliwości, bo tak realnie używanie aplikacji za bardzo na tym nie ucierpi.
Spowoduje to tylko jeszcze lepsze działanie mechanizmów, na których Facebook zarabia. W końcu czy naprawdę mamy uważać, że chodzi tylko o wygodę i dobro użytkowników? Tym bardziej, że prywatność jest w cenie i po wielu aferach związanych z Facebookiem (np ostatni wyciek danych), ciężko zaufać temu gigantowi.
Źródło: gizmodo, newsroom.fb