Intel i ceny procesorów bez iGPU, czyli lekcja jak zostać beneficjentem własnej niewydolności

Strona główna Aktualności
Tak się robi biznes. Źródło: Depositphotos
Tak się robi biznes. Źródło: Depositphotos

O autorze

Zapłać tyle samo i otrzymaj mniej. Tak w telegraficznym skrócie wygląda oferta Intela, po premierze wyczekiwanych od pewnego czasu procesorów Coffee Lake-S bez iGPU.

Kiedy pod koniec ubiegłego roku pojawiły się pierwsze przecieki dotyczące procesorów „niebieskich” pozbawionych zintegrowanej grafiki, chyba wszyscy byliśmy święcie przekonani, że chodzi o zaoferowanie jednostek tańszych niż dotychczas, ot choćby przez zagospodarowanie odrzutów produkcyjnych z niesprawnym czipem graficznym. Ale prawda okazuje się inna.

Korzystając z konferencji zorganizowanej w ramach CES 2019, Intel rzeczywiście zapowiedział procesory pozbawione zintegrowanej karty graficznej. Problem w tym, że ich ceny sugerowane są dokładnie takie same co w przypadku modeli pełnoprawnych.

Kup model okrojony i zapłać tyle samo

Nie wierzycie? Spójrzcie zatem na widoczną poniżej tabelę, która zawiera zbiór oficjalnych danych technicznych, dotyczących wszystkich najnowszych układów Intela. Zwróćcie przy tym uwagę, że wersje z oznaczeniem „F”, czyli te z wyciętym iGPU, prócz braku grafiki nie wyróżniają się niczym szczególnym. Liczba rdzeni, taktowanie czy ilość pamięci podręcznej są takie same.

W istocie rzeczy jedyną nowością jest nieznany dotąd model Core i5-9400 o TDP równym 65 W, który zanosi się na najtańszego sześciordzeniowca 9. generacji, ale nawet on w obydwu wariantach – ze zintegrowaną grafiką i bez niej – kosztuje dokładnie tyle samo.

Problemy z 14 nm jak woda na młyn

Mogłoby się wydawać, że w takim wypadku na czipy bez iGPU nikt rozsądny nie spojrzy, jednak tak się – na nieszczęście konsumentów – nie stanie. Problemy z produkcją rdzeni w technologii 14 nm++ doprowadziły do sytuacji, w której integratorzy systemów są gotowi wziąć dosłownie każdy procesor Intela, aby tylko wypchnąć na rynek satysfakcjonującą liczbę zestawów.

Księgowi w Santa Clara mają taką świadomość, toteż z pełną premedytacją oferują coś, co nominalnie powinno zostać odrzucone, albo przynajmniej widocznie przecenione, w cenie całkowicie sprawnego procesora. Oto lekcja jak można zostać beneficjentem własnej niewydolności.

Przy czym, będąc zupełnie szczerym, trzeba jednak przyznać, że brak zintegrowanej grafiki większości potencjalnych odbiorców kompletnie nie poruszy. Zaryzykuję stwierdzenie, że osoby kupujące gotowy zestaw z kartą dedykowaną nigdy w życiu nie użyją integry, bo nawet jeśli dGPU się zepsuje, to i tak odeślą na RMA cały pecet, bez zagłębiania się w detale, co i gdzie szwankuje.

© dobreprogramy