Jednym z czołowych projektantów infrastruktury jest nie kto inny jak Ludvig Strigeus, twórca popularnego klienta sieci BitTorrent — uTorrent (µTorrent). Program w 2006 roku został sprzedany firmie BitTorrent Inc. i mówi się, że część z pieniędzy Strigeus zainwestował w Spotify. Nad sprzedażą czuwał sam Daniel Ek, obecnie CEO Spotify.
Infrastruktura wykorzystująca łączność między słuchającymi była jednym z kluczy do sukcesu Spotify. Kiedy powstawał Spotify, jednym z celów była walka z piractwem. Aby to osiągnąć, usługa musiała być po prostu lepsza, dostarczać muzykę szybko i bez potknięć. Sieć peer-to-peer pozwoliła Spotify rosnąć bez większych inwestycji w łącza i serwery. Dodatkowe zasoby mogły być kupione kiedy pozwalał na to budżet, a nie za każdym razem, kiedy przybywało użytkowników, co dało firmie elastyczność, zapewne zaoszczędziło kilka milionów i pozwoliło przetrwać na przykład debiut w Stanach Zjednoczonych.
Utwory mogą być odtwarzane z pamięci podręcznej klienta, z serwerów Spotify lub z pamięci innych klientów w prywatnej sieci między użytkownikami. W 2011 roku, kiedy usługa świętowała swój pierwszy milion subskrybentów, bezpośrednio z serwerów Spotify przesyłanych było tylko 8,8% ścieżek odtwarzanych przez użytkowników usługi.
Użytkownicy nie zauważą różnicy, ale będzie to koniec pewnej epoki. To, że Spotify decyduje się na ten krok, oznacza przede wszystkim, że przesyłanie danych jest na tyle tanie, żeby można było to robić z jednego miejsca do setek tysięcy osób jednocześnie. Wszystko odbywa się na tyle szybko i na tyle tanio, by wspomaganie odtwarzania łączami innych użytkowników nie było już potrzebne. Wyraźnie wzrosła też popularność aplikacji mobilnych usługi, a one z sieci peer-to-peer nie korzystały.