Przegrywamy wojnę o Internet... na własne życzenie

Wielokrotnie poruszałem temat „zawłaszczania” Internetu przez firmy. Monopole, których jedynym celem jest zarobienie jak największej ilości pieniędzy i zdobycie jak największej władzy. Przegrywamy tę wojnę o wolny, otwarty i nieskrępowany żadnymi ograniczeniami Internet. Najpierw poddaliśmy się monopolowi wielkich internetowych gigantów. Korzystamy z ich usług i dostarczamy im ogrom informacji o sobie. Wiadomości, na których zdobycie służby bezpieczeństwa musiały poświęcić sporo wysiłku, wielkim firmom dostarczamy sami, bez jakiegokolwiek zająknięcia. W imię wygody sprzedajemy własną i cudzą wolność. Bez walki oddajemy przestrzeń, którą wykorzystują różni ludzie do swoich interesów, zawłaszczając ją dla siebie. Czy istnieje gdzieś granica, kiedy społeczeństwo powie: NIE?

Teraz wielkimi krokami nadchodzi wielki test. Unia Europejska próbuje przepchnąć „Dyrektywę w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym”. Ten prawniczy twór to kolejne ograniczenie wolności słowa i twórczości w Internecie. Pod płaszczykiem ochrony praw autorskich próbuje się przepchnąć przepisy, które ułatwią nie tylko kontrolę nad treściami zamieszczanymi w Internecie, ale pozwolą także napchać kieszenie pewnym organizacjom.

To już funkcjonuje! – Art. 11

Słyszałeś pewnie o Art. 11, który potocznie zwany jest podatkiem od linków. Wiele autorytetów mówi, że to mit, podpierając się wątpliwymi argumentami. Argumentami, które mówią m.in. o tym, że nie ucierpią na tym internauci, a jedynie wielkie firmy! Google, Facebook czy Wykop, którzy żerują na pracy biednych twórców będą musieli oddawać im część zysków! Te argumenty to mit, fake news, którym próbuje się zniechęcić społeczeństwo do protestowania przeciwko wielebnej ratującej uciśnionych dyrektywie.

Art. 11 już funkcjonuje. Niemcy (mówię tu o społeczeństwie, nie rządzie J) oddali już ten kawałek wolności. 

Zacytuję fragment tekstu z bezprawnika, (w ramach „dozwolonego użytku”, póki to jeszcze nie jest zabronione)

W myśl tej zasady każde udostępnienie linku bądź nawet niewielkiego fragmentu danego tekstu ma wiązać się z odprowadzeniem niewielkiej opłaty do organizacji zrzeszającej wydawców

Kto na tym zarabia? Organizacja, z której „coś” mają tylko wielcy, promowani twórcy, a cała reszta musi bulić niezliczoną ilość kasy. Fakt, niektórzy się obłowią, ale kosztem reszty społeczeństwa.

To prawo miało uderzyć w Google. Pewnie korzystasz albo chociaż słyszałeś o ich agregatorze wiadomości – Google News. Już pewnie myślano „nieźle się obłowimy, w końcu dużo ludzi korzysta z Google News”. Co się wydarzyło? Google pokazał, łagodnie mówiąc, środkowy palec i właściwie przestał działać w Niemczech. Spadek ruchu na portalach był znaczący i niedługo potem Google dostało bezpłatną licencję na korzystanie z materiałów wydawców niemieckiej prasy w swoim agregatorze. Czy prawo zadziałało? Nie. Czy prawo ograniczyło wolność? Tak – gdyż nie każdy jest tak potężny jak Google i nie każdy może w ten sposób zaprotestować w chwili, gdy dane prawo już obowiązuje. Zamknięto usta małym portalom, do których przeciętny niemiecki internauta w chwili obecnej nie dotrze. Podobnie stało się w Hiszpanii.

W skrajnej sytuacji, posiadając małą stronę internetową i publikując „niewygodne” dla niektórych sfer informacje będziesz całkowicie niewidoczny. Nikt nie zaindeksuje twojej strony internetowej, gdyż nikt nie podpisze z tobą umowy. A jeśli tak się stanie, nikt nie trafi na twoją stronę, no bo jak? W ten sposób będzie można kreować gusta odbiorców, niczym w „Roku 1984” Orwella. Od czasu do czasu puści się jakiegoś „Goldsteina” aby podjudzić i zjednać w sobie społeczeństwo. Brzmi abstrakcyjnie? Zalatuje Koreą Północną czy Chinami? Ale pozwalając na wejście takiego prawa nieubłaganie zbliżamy się w ich kierunku.

Czy naprawdę tego chcemy?

Ale poważne organizacje, chroniące prawa autorskie są za!

To akurat nie fake-news J Ale nie ma się z czego cieszyć. Te organizacje nie chronią praw autorów, a własne interesy i grup powiązanych osób. Przeczytaj newsy z drugiej strony barykady. Zobacz, ile jadu wylewa się w stronę tych, którzy protestują. Jak myślisz, czy działoby się tak, gdyby jawnie nie byli oni zainteresowani korzyściami płynącymi z nowego prawa? Spróbuj podyskutować z nimi na ich fanpage’ach czy stronach internetowych. Spróbuj nawiązać merytoryczną dyskusję, a zostaniesz zablokowany szybciej niż skończysz pisać posta. Spróbuj podjąć taką dyskusję a zobaczysz, co czeka nas po wprowadzeniu art. 13, który zmusza wszystkie większe portale internetowe do odfiltrowania „niewygodnych” treści „łamiących prawa autorskie”.

Art. 13 spowoduje nie tylko to, że nieprzychylne treści na istniejących dużych portalach mogą być blokowane, właściwie automatycznie. Art. 13 jest kolejnym gwoździem do trumny dla małych portali i stron internetowych. Nie będą oni mieli pieniędzy na stworzenie mechanizmów pokroju „Content ID” Youtube’a i wdrożenie ich na swoich platformach. A co za tym idzie, będą musieli zakończyć swoją działalność. Taki los grozi serwisowi Wykop.pl, o czym jasno mówi jeden z członków zarządu Wykop.pl

Istnieje także inne zagrożenie. Algorytm może „przypadkowo” zablokować coś, co nie łamie praw autorskich. Wyjaśnienie sprawy może za to trwać na tyle długo, że zablokowany materiał utraci ważność. Nikt także do niego nie dotrze. Przykłady, chociażby z Youtube’a, można mnożyć.

Pokażmy, że zależy nam na prawdziwie wolnym Internecie!

Internet powstał jako sieć, w której każdy bez skrępowania i jakiegokolwiek ryzyka może się wypowiedzieć na dowolny temat. Takie były założenia tej globalnej sieci. Internet jest „Napoleonem” współczesnego świata. Napoleon Bonaparte obalał stary ład, królów, pozwalał dojść do czegoś osobom z niższych warstw społecznych. Nie podobało się to nikomu, więc powstawały kolejne koalicje antyfrancuskie, które w końcu zdołały pokonać wielkiego reformatora. Ale myśli i nastroje wolności, które wprowadził Napoleon na ziemie zachodniej i wschodniej Europy nie umarły. Teraz historia zatacza krąg. Przegrywamy. Nieprzyjacielskie wojska stoją już u granic stolicy naszego ogólnoświatowego państwa. Wdzierają się do środka i żądają ustąpienia, przywrócenia starego ładu. Dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym została przegłosowana. Ale zaczyna się nasze 100 dni! 5 października wystąpmy na ulicę i pokażmy Unii Europejskiej i wszystkim europosłom, którzy zagłosowali za, że nie oddamy wolności.

Ustaw powyższą grafikę jako tło swojego profilu na Facebooku.

Dowiedz się więcej o kontrowersyjnych artykułach 11 i 13: http://www.s...

GRUPA ACTA2 – dołącz teraz! https://www.facebook.com/groups/stopacta2/

Weź udział w protestach: https://www.facebook.com/events/1980158708711... 

Aktualna wersja dyrektywy dostępna tu

Tylko tak możemy zwyciężyć!