Czar klasycznych telefonów. Pamiętacie klawiatury T9?

Strona główna Aktualności
Czar klawiszowych telefonów. Pamiętacie klawiatury T9?
Czar klawiszowych telefonów. Pamiętacie klawiatury T9?

O autorze

Czar klawiszowych telefonów. Pamiętacie klawiatury T9?

Mnogość komunikatorów na dzisiejszych smartfonach sprawia, że często wolimy do kogoś napisać, niż zadzwonić. To dla nas szybsze i wygodniejsze. Czy (mimo nowych nawyków) pamiętamy jeszcze, jak radziliśmy sobie z komunikacją przed erą smartfonów?

Klasyczne telefony

Nieważne, czy to praca, hobby czy rodzina – łatwiej nam postukać chwilę w dotykową klawiaturę zamiast wykonać (bardziej absorbujący) telefon. Zresztą, nawet gdy mamy wenę na rozmowę głosową, ze zwykłym telefonem wygrywa „voice” na którymś z komunikatorów. Powyższa przemiana nie dokonała się jednak wraz z nadejściem smartfonów. Ucieczkę od rozmów telefonicznych zapoczątkowała, bez mała dwie dekady temu, moda na SMS-y. Telefony komórkowe dokonywały wtedy powolnej ekspansji poza środowiska biznesowe, a pierwszym celem na tej drodze była młodzież. Wystarczy spojrzeć na ewolucję reklam z przełomu wieków: „poważne” urządzenia na abonament ustąpiły nieco miejsca kolorowym telefonom na kartę z pakietem darmowych SMS-ów.

Istotnie, ówczesna młodzież prowadziła wiele swoich znajomości niemal wyłącznie przez krótkie wiadomości tekstowe. Wtedy też zaczęły się pojawiać pierwsze głosy, że niedługo posiadacze telefonów przestaną się spotykać na żywo. Miałyby im wystarczyć właśnie SMS-y, co dla wielu było nie do pomyślenia.

Klawiatury

Nie mniej interesujące jest jednak to, jakich urządzeń używaliśmy jeszcze całkiem niedawno do prowadzenia takiej formy komunikacji. Telefony kilka lat temu wyglądały bowiem znacząco inaczej: zamiast czarnych prostokątów, mieliśmy do dyspozycji różnorodny zbiór komórek w kolorowych obudowach... i z klawiaturą.

Właśnie, klawiatury. Obecne wtedy niemal bez wyjątku przyciski w układzie numerycznym wymuszały pisanie wiadomości poprzez wielokrotne naciskanie przycisków 0-9. Do każdego z nich przypisany był krótki, kilkuliterowy podzbiór, np. „DEF”. Pisanie wiadomości w taki sposób było niezwykle żmudne. Zwłaszcza, jeżeli porównamy to z klawiaturami dostępnymi na telefonach z Androidem: te obsługują bowiem autokorektę, podpowiedzi, pisanie pociągnięciami palca (słynne „swipe”) oraz szereg innych usprawnień, na przykład konwersję mowy na tekst. Zestawiając taką potęgę funkcjonalną z dawnym, skromnym klawiszowcem, łatwo o zdumienie – jak udało nam się to wtedy wytrzymać?

Nie taki „smart”

Niedawno próbowałem połączyć moją Nokię 8110 4G z hotspotem WiFi. Uroczy bananowy telefon nie jest moim głównym narzędziem komunikacji, ale mam w nim drugą kartę SIM z rzadziej używanym numerem. Czasem przychodzi mi do głowy spróbować pobrać na nim pocztę, albo chociaż aktualizacje.

Wpisanie hasła do sieci WiFi powiodło się dopiero za trzecim razem, mimo że było ono proste, kawiarniane. Jednakże pisanie na numerycznej klawiaturze czegokolwiek bardziej skomplikowanego, niż wyrazy potoczne, jest horrorem. W końcu udało mi się tego dokonać, ale towarzyszyło temu lekkie zgrzytanie zębami. Czyżby SMS-y w czasach Nokii były ordynarną torturą, na którą kolektywnie przystaliśmy wskutek masowego prania mózgu? Trochę tak. Ale esemesowanie było znacznie mniej bolesne, niż może się nam dziś wydawać.

Odczuwalny dotyk

Przede wszystkim, klawiatury numeryczne mają cechę, której dotykowe smartfony nigdy nie posiądą: tak zwaną „odpowiedź dotykową” (tactile feedback). Co to takiego? Otóż jest to ten charakterystyczny, odczuwalny pod palcem „klik”, dzięki któremu wiemy, że poprawnie wcisnęliśmy przycisk. Na ekranach dotykowych wiemy to jedynie na podstawie tego, czy oczekiwana literka wyświetliła się na ekranie. Pisząc szybko na smartfonie, możemy (często już po wysłaniu wiadomości!) dostrzec, że ominęliśmy sporo znaków. Z różnych powodów: brudny ekran, kiepska celność, zmarznięte albo suche palce... Jest to plaga, z którą przyszło nam żyć, podobnie jak nasi przodkowie od SMS-ów dziarsko radzili sobie na zredukowanej klawiaturze.

Wyższa przewidywalność fizycznych klawiatur ma jeszcze jedną zaletę. Da się napisać SMS-a w całości bez patrzenia na ekran. Weterani jazdy zatłoczonymi autobusami, esemesujący dziesięć-piętnaście lat temu, doskonale o tym wiedzą. Wystarczyło trochę wprawy, by umieć bezwzrokowo odblokować telefon, napisać wiadomość, a nawet poprawnie wybrać odbiorcę! Na smartfonie to prawie niemożliwe. O wiele trudniej jest zapamiętać poprawny zbiór gestów, smartfon jest też o wiele bardziej interaktywnym urządzeniem. Innymi słowy, wystarczy jedno powiadomienie albo dymek z wiadomością, by potrzebna ikonka znajdowała się w innym miejscu, niż zwykle. Nie wyczujemy, jak dawniej, czy rzeczywiście udało się nacisnąć potrzebny przycisk. Co więcej, możemy czasem nie mieć nawet pewności, czy dotykamy wyświetlacza, czy jedynie... bezradnie jeździmy palcem po plecach smartfona.

#retroquiz Czy pamiętasz, co to za telefony?
Na pewno używałeś kiedyś tych telefonów. Rozponajesz je?

Pisanie na numerycznej klawiaturze istotnie dziś wygląda na żmudny wysiłek, ale to wyłącznie kwestia przyzwyczajenia. Wielu z nas potrafiło się zawrotnie „rozpędzić” w pisaniu na klawiszowcu, osiągając prędkości, których pozazdrościłaby niejedna maszynistka. Nasi rodzice robili wtedy wielkie oczy, gdy udawało nam się streścić pół rozmowy telefonicznej w dwóch, napisanych ekspresowo wiadomościach.

Autokorekta

Poza tym, wcale nie jest tak, że proste klawiaturki nie miały swoich narzędzi automatycznej korekty i uzupełniania. Istniał bowiem Słownik T9, czyli mechanizm przewidywania tekstu. Dzięki niemu, nie trzeba było w całości wpisywać całego wyrazu, niejednokrotnie naciskając pod kilka razy ten sam przycisk. Wystarczyło naciskać (raz) klawisz, na którym znajdowała się oczekiwana litera. Wraz z wpisywaniem, zbiór potencjalnie pasujących wyrazów zmniejszał się. W większości zostawaliśmy z tym, który chcieliśmy napisać. Jeżeli nie, możliwe było przewijanie listy alternatywnych dopasowań, a gdy notorycznie zdarzało nam się otrzymać zły wynik, dało się dodawać własne wyrazy do słownika.

T9, podobnie jak dzisiejsza autokorekta, budził skrajne uczucia. Niektórzy pisali wyłącznie z jego użyciem, twierdząc że przyspiesza to komunikację, bo nie muszą tyle klikać. Pozostali (wraz z autorem niniejszego akapitu) byli zdania, że T9 nigdy poprawnie nie wie, co chce się napisać, kompletnie wymięka przy niestandardowych wyrazach i zwyczajnie przeszkadza w pisaniu, niczego nie ułatwiając. Nie inaczej jest z fanami androidowego mechanizmu swipe: zintegrowano go jako opcję do wszystkich najpopularniejszych klawiatur, ale wiele osób stroni od niego twierdząc, że pociągnięcia palcem rzadko kończą się poprawnym „zgadnięciem” wyrazu. Zamiast tego, wolą pisać cały wyraz kciukami.

T9 dawniej i dziś

Telefony z fizycznymi klawiaturami są dziś skromną niszą, a do ich użytkowników raczej nie zaliczają się komunikacyjni nałogowcy. Oznacza to, że umiejętność błyskawicznego pisania wiadomości na klawiaturze numerycznej staje się zbędną i powoli wymierającą umiejętnością. Są jednak tacy, u których „pamięć mięśniowa” jest na tyle silna, że w dalszym ciągu najszybciej pisaliby wiadomości właśnie na T9. Jest to częstsze, niż się wydaje. Dla takich osób powstały aplikacje, jak TouchPal: klawiatura do systemu Android, twórczo rozwijająca koncepcję T9. System przewidywania tekstu jest w niej naturalnie o wiele bardziej rozbudowany, niż starych klawiszowych komórkach. Sama aplikacja niestety również jest spuchnięta. Obsługuje skórki, animowane emoji i wiele innych upiększeń. Ale być może warto rzucić na nią okiem, aby przypomnieć sobie (wątpliwy dla niektórych) czar dawnych klawiatur?

Dla ciekawostki warto dodać, że litery na klawiaturach telefonów nie pojawiły się z powodu SMS-ów. Służyły one za skróty nazw central telefonicznych, aby łatwiejsze było wybieranie numerów kierunkowych. Później stosowano je jako tzw. skróty mnemoniczne: np. numer 122-765752, dzięki owym literom, podawano jako „122-POLSKA”. Obie praktyki stosowano głównie w Stanach Zjednoczonych. U nas literki służyły jednak głównie do esemesowania.

© dobreprogramy