Lost Patrol — najbardziej antywojenna gra wojenna.

Kilka dni temu, wraz z kilkoma znajomymi postanowiliśmy zrobić sobie wieczór retro grania. Każdy zabrał jakiś swój retro sprzęt, kilka ulubionych gier i tak nam zleciał wieczór. Przy okazji odbyła się całkiem ciekawa dyskusja na temat tego, jak rozwinął się świat gier, czym się różnią współczesne gry od starych i dlaczego ciągle lubimy niektóre stare gry, choć kuleją często grafiką czy innymi aspektami. Na fali tych przemyśleń, postanowiłem podzielić się z wami kilkoma propozycjami retro gier, w które bez trudu uruchomicie na współczesnych komputerach i które, mam nadzieję, sprawią, że spędzicie miło czas.

Dzisiejsza propozycja to dość dziwna, choć niezwykle wciągająca gra. Gra która nie broni się grafiką, absolutnie jest rewelacyjna, jeśli chodzi o muzykę i fenomenalna, jeśli chodzi o tzw. grywalość. To zarazem najbardziej antywojenna gra wojenna. Sprzeczność… nic z tych rzeczy.

Może to brutale stwierdzenie z mojej strony, ale II wojna światowa sprawiła, że Rosjanie mieli o czym kręcić filmy przez kolejne dziesięciolecia, a wojna w Wietnamie napędziła nie tylko amerykańską kinematografię, ale także świat gier.

Konflikt w Wietnamie wybuchł w 1955 roku, wówczas brali w niej udział Francuzi, którym (tradycyjnie) wujek Sam musiał ratować tyłki, wikłając się w wojnę na kolejne lata i… przegrywając ją z kretesem oraz siły komunistyczne Wietnamu Północnego. Nie ma sensu opisywać tu historii całego konfliktu. Dość powiedzieć, że wojna w Wietnamie podzieliła amerykańskie społeczeństwo w podobnej skali, jak wojna secesyjna, miała ogromny wpływ na rozwój społeczny i gospodarczy USA i pochłonęła ponad 193 tys. ofiar po stronie wojsk południowego Wietnamu, 63 tys. ofiar po stronie wojsk USA i innych, zaangażowanych w konflikt państw. Po stronie komunistycznej ofiary szacuje się na 900 tys. ofiar. W czasie konfliktu zginęło prawie 2.5 mln ludności cywilnej, co jest tylko potwierdzeniem starej prawdy, że za konflikty królów płaci szary lud.

Wróćmy jednak do samej gry, bo ta jest dość nietypowa. Gier osadzonych w realiach wietnamskiego konfliktu jest cała masa, jednak to właśnie „Lost Patrol” został uznany za najbardziej antywojenną, mroczą i smutną produkcję. Zacznijmy od fabuły.

We're fit, we're alive, but we're not back to home

Akcja gry rozgrywa się 7 czerwca 1966 roku. Helikopter wiozący 7 amerykańskich żołnierzy z urlopu w Sajgonie do bazy w Du Hoc zostaje zestrzelony i rozbija się w wietnamskiej dżungli. Z katastrofy żołnierze wychodzą cało, choć niektórzy mogą mieć różne losowe rany mające wpływ na ich sprawność. Każdy z żołnierzy posiada nieco inny charakter i umiejętności.

Amerykańscy chłopcy nie mają kontaktu ze światem, nie posiadają zbyt wiele amunicji, jeszcze mniej jedzenia, za to mają marzenie, by cało dotrzeć do bazy Du Hoc przez dżunglę pełną patrolów VC i niezbyt przyjaźnie nastawionych wieśniaków. Będą mieli do pokonania rzeki, rozlewiska pól ryżowych, bagna, dżungle i góry. Droga do bazy nie może wieść na wprost, tylko trzeba dość rozsądnie wyznaczać trasę pamiętając o wyznaczeniu zwiadowcy, konieczności odpoczynku i … szczęściu. Droga może zająć od 3 dni (w grze oczywiście) do nawet 12 dni, jeśli gracz zdecyduje się kluczyć by omijać patrole i potencjalnie niebezpieczne miejsca oraz unikać bezpośrednich starć z VC.

W czasie marszu możemy spotkać pojedynczych wieśniaków, którzy nieszczególnie są przydatni dla zagubionych żołnierzy, jednak z ochotą doniosą patrolom VC, że was widzieli. Można trafić do wiosek, których mieszkańcy będą wielbić pod niebiosa wuja Sama, ale nie liczcie na to, że się podzielą żywnością z tej miłości. Nie warto też przesadzać z agresją, bo z pewnością niejeden mieszkańców sympatyzuje z VC. Bardziej realne zagrożenia, to pojedynczy żołnierze VC z którym należy stoczyć walkę wręcz, snajperzy, ukryte stanowiska karabinów maszynowych czy zorganizowane patrole VC w różnej sile. 

Jako dowódca oddziału, gracz musi wyznaczyć zwiadowcę lub żołnierzy do likwidowania zagrożenia, podjąć decyzję o trasie lub jej zmianie, zadbać o rozdzielanie racji żywnościowych (tak jakby było co dzielić) oraz zadbać o odpoczynek. 

Proste, prawda? Otóż nie…

Noc należy do VC. Reszta jest do odkrycia.

Przyznam się, że gry nigdy nie udało mi się skończyć. Nie dotarłem nigdy do Du Hoc, choć ciągle podejmuje takie próby. Oczywiście jest cała masa graczy, która zakończyła grę i… podejmowała próby by dojść bez strat lub próbować dostać się szybciej, albo inną trasą. Już sam fakt grania po raz kolejny w zakończoną grę, jest wyznacznikiem jej klasy.

Grafika gry dziś nie będzie zachwycać, ale nie można jej krytykować. Z pewnością na szacunek zasługuje fakt, że była ona tworzona z dbałości o szczegóły. Gracz przebywa głównie na mapie, na której może wyznaczać kierunek marszu analizując ukształtowanie terenu i potencjalne zagrożenie. W czasie poruszania się na mapie, możemy zobaczyć czasem krótkie animacje pochodzące z prawdziwych filmów dokumentalnych z Wietnamu. Żołnierzy biegnących przez dżunglę lub brodzących w jakimś bagnie.

Podczas spotkań wymagających interakcji lub działania gracza, mamy możliwość bardziej aktywnego udziału w rozgrywce. I tak po spotkaniu z wieśniakiem mamy możliwość rozmowy z nim (choć nie wiem, czy ma to jakiś sens), natomiast wioskę zawsze warto przeszukać. Większym wyzwaniem jest walka z Vietcongiem. Do walki ze snajperami warto wyznaczyć Richarda Bachmana, który jest najlepszy w oddziale snajperem, do walce wręcz nikt nie jest lepszy od Williama Bloma, natomiast nie ma lepszego zwiadowcy niż Gomez.

Czasem napotkamy ukryte gniazda karabinów maszynowych, które likwidujemy przy pomocy granatów (o ile je jeszcze mamy), albo patrole VC z którymi musimy stoczyć potyczkę. Po każdej obowiązkowo należy przeszukać teren, bo nagrodzą za zwycięstwo jest dodatkowa amunicja w śladowych ilościach i żywność w jeszcze bardziej śladowych ilościach. Po każdej potyczce czy spotkaniu, warto założyć miny pułapki (jeśli je mamy) aby uniemożliwić ewentualny pościg.

Gra została uznana za najbardziej antywojenną grę wojenną, bo pomimo skromnej grafiki i niezbyt dynamicznej rozgrywki, potrafi niesamowicie wciągnąć i sprawić, że zaczynamy czuć wewnętrznie to, co się dzieje na ekranie. Boli nas strata kolejnego członka oddziału, z czasem morale spada i efektywność poszczególnych członków oddziału także. Boimy się spotkań z patrolami VC, bo amunicji jest coraz mniej. Choć można zawsze się wycofać, musimy liczyć się z ewentualnymi stratami. Pozostanie w walce może dać zwycięstwo i nagrodę w postaci żywności i amunicji, ale także może przynieść ofiary. Krótko mówiąc jako dowódca często stajemy przed wyborem złego rozwiązania i…. drugiego złego rozwiązania.

Grafiki i obrazy w grze, choć proste, są bardzo sugestywne. Zmęczony, drzemiący żołnierz wzbudza tylko współczucie, hełm zatknięty na patyku wbitym w ziemię o zachodzę słońca, tylko smutek i złość, której nie jesteśmy w stanie wyładować.

Całości dopełnia fantastyczna muzyka, która sprawia, że podczas gry robi się smutno, a człowiek ma wręcz dreszcze ze wzruszenia. Te kilka prostych taktów oddają całość beznadziejności sytuacji, w jakiej wypadło nam się znaleźć, a w mojej subiektywnej ocenie, motyw z Lost Patrol chyba jest najpiękniejszy motywem muzycznym w grach jakie spotkałem. Zresztą, doczekał się wielu przeróbek i wielu wykonań na żywo przez artystów, kompletnie nie związanych z branżą gier.

Gra została napisana przez Shadow Development w 1988 roku, a tak naprawdę, Shadow Development było dwuosobową firmą założona przez Iana Harlinga oraz Simona Cooke, którzy jak wielu ówczesnych im twórców gier, pisało gry w domowym zaciszu na własnych komputerach.

Za jej oprawę graficzną odpowiadał Ian Harling, a rysunki jakie możemy zobaczyć podczas gry powstały w programie Delux Paint II lub były ręcznie rysowane na kartce papieru, a następnie skanowane. Animowane motywy filmowe, to głównie zdigitalizowane zdjęcia lub fragmenty filmów.

Motyw muzyczny zawdzięczamy Chrisowi Glaisterowi (chylę czoła), który miał wówczas 16 lat, a jej stworzenie zajęło mu zaledwie kilka godzin, choć nie był powiązany z Shadow Development. Chris pisał muzykę na dema tworzone przez Chrisa Wilsona i to właśnie Wilson pokazał pracę Glastera w Shadow Development. Całą ścieżkę dźwiękową do gry, Chris skomponował na standardowej Amidze 500 z użyciem Soundtrackera i jego wbudowanych instrumentów. 

Pierwotnie gra została napisana na Amigę oraz Atari ST i na tych komputerach wygląda najlepiej. Później pojawiła się także w wersji PC/DOS, ale ekipa wydająca ją na DOS chyba miała problemy ze wzrokiem, rozróżnianiem kolorów itd.

Projektem gry Shadow Development usiłowało zainteresować kilka większych firm wydawniczych, ale nikt nie był zainteresowany tego typu produkcją. 

Wówczas trwała moda na gry dynamiczne, bogate w efekty graficzne i dźwiękowe, a nieco statyczny Lost Patrol nie rokował wielkich nadziei. Na wydanie gry zdecydował się Ocean Software, ale jak wspominał Ian Harling, była to ogromna walka o zachowanie pierwotnego charakteru gry, którą przedstawiciele Ocean na siłę pragnęli przeistoczyć w kolejną, efektowaną strzelankę komputerową osadzoną w realiach wojny wietnamskiej.

W czasie licznych modyfikacji gry przed wydaniem, wiele wątków zostało całkowicie usuniętych, jak choćby walka w tunelach podziemnych (w grze mamy tylko możliwość ich przeszukania) czy inne, dodatkowe możliwości interakcji.

Gra została wydana w 1990 roku na Amigę oraz Atari ST i mieściła się na dwóch dyskietkach 880 KB, co wówczas robiło wrażenie, choćby ze względu na owe digitalizowane filmy.

Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić was do spróbowania zmierzenia się z beznadziejnością wojny w Wietnamie osobiście. Nałóżcie słuchawki, zgaście światło, dajcie się ponieść muzyce i postarajcie się dotrzeć do Du Hoc. Zadumajcie się nad bezsensem wojen…

Gra otrzymała już status abandonware i można pobrać ze strony: 

https://gamesnostalgia.com/search?q=Lost+patrol&lang=en

koniecznie w wersji na Amigę, którą jednym kliknięciem uruchomicie na komputerach z WIndows lub macOS. Dbajcie o oczy i dobry gust.

A jeśli ktoś tak jak ja zakocha się w muzyce, na YT jest wersja 5 godzinna… powinno wystarczyć.