Wraz z premierą UEFI 2.2, miliony użytkowników zaczęły korzystać z protokołu Secure Boot – stanowi on zabezpieczenie komputera między innymi przed sterownikami, które nie posiadają podpisu, już na etapie ładowania systemu operacyjnego. Jednocześnie Microsoft zdecydował, że każdy sprzęt sprzedawany z Windowsem będzie musiał mieć domyślnie włączony Secure Boot. W efekcie utrudniło to życie nie tylko twórcom bootkitów, ale także użytkownikom, którzy chcieli zrezygnować z Windowsa np. na rzecz Linuksa, czy też korzystać z dwóch systemów operacyjnych dzięki dual boot.
Od dziś jednak Secure Boot nie stanowi już żadnego zabezpieczenia. Jak donosi The Register, dwóch ekspertów ds. bezpieczeństwa, slipstream i MY123, trafili na wyciek z Microsoftu, który... stanowiły klucze umożliwiające odblokowanie urządzeń z Secure Boot. Znaleziska zostały już opublikowane na przygotowanej przez nich stronie. Oznacza to, że zarówno utrudnione możliwości instalacji alternatywnych wobec Windowsa systemów operacyjnych, jak i zabezpieczenia bootloadera, przeszły do historii.
I w zasadzie nic nie da się z tym zrobić. W wyniku wcześniejszych kontaktów slipstreama i MY123 z Microsoftem, korporacja próbowała wydać łatki, jednak oznaczenie wyciekłych kluczy jako nieważnych wymagałoby aktualizacji firmware'u na milionach (miliardach?) smartfonów, tabletów i pecetów z Windowsem, na których nad bezpieczeństwem ładowania systemu czuwał Secure Boot. Kolejny poziom tej fraktalnej porażki stanowi jednak pierwotne zastosowanie wyciekłych kluczy.
Otóż służyły one zabezpieczaniu dostępu do tylnej furtki, jaką w protokole Microsoft pozostawił na specjalne okoliczności. Należy przez nie rozumieć wszelkie sytuacje, kiedy korporacja współpracowałaby z władzami i służbami bezpieczeństwa nad uzyskaniem dostępu do urządzenia z preinstalowanym Windowsem. A takie wieści nie wypadają już nawet śmiesznie, gdy zestawi się je z postulowanym przez Europejskiego Inspektora Ochrony Danych zakazem stosowania tylnych furtek.