Brytyjski wywiad jest w bardzo komfortowej sytuacji, jeśli chodzi o podsłuch ruchu w Internecie. Przez tamtą część kontynentu przechodzi większość kabli, łączących dwa brzegi Oceanu w jedną, globalną Sieć. Jeśli więc korzystamy z usług amerykańskich dostawców (Apple, Amazon, Google, Microsoft i wielu innych), możemy być pewni, że pakiety przechodzą światłowodami przez terytorium Wielkiej Brytanii. A jeśli tak było, prawdopodobnie zajrzały do nich brytyjskie służby. Sprawa dotyczy internautów z całej Europy.
Sprawdzenie, czy tak było, jest możliwe dzięki sprawie wniesionej przez Privacy International i trzy inne organizacje przeciwko GCHQ (Government Communications Headquarters). Investigatory Powers Tribunal, czyli specjalny organ sądowniczy, badający skargi na legalność działań służb specjalnych, uznał współpracę GCHQ i NSA za niezgodną z prawem. O nielegalności działań zadecydowała niejawność informacji na temat zasad przekazywania informacji między krajami. W wyniku postępowania brytyjskie służby ujawniły zasady wspólnego działania i od tej pory mogą one stanowić podstawę prawną współpracy, ale wcześniejsza współpraca wciąż jest uznawana za bezprawną.
Organizacja PI przyjęła na siebie obowiązek pytania w imieniu internautów o monitoring ich korespondencji. Pytanie można zadać wypełniając prosty formuarz. Każdy ma prawo dowiedzieć się o prowadzonej inwigilacji, więc odpowiedzi będą udzielane automatycznie, bez osobnego postępowania sądowego w każdej sprawie. Dzięki temu możemy sprawdzić, czy opublikowane przez Edwarda Snowdena informacje nas również dotyczą i dać sygnał PI, że warto walczyć dalej. Wysłanie zapytania jest równoznaczne z podpisaniem się pod działaniami organizacji.
Kolejnym krokiem, jaki ma w planach PI, jest postawienie NSA i GCHQ przed obliczem Trybunału Praw Człowieka, który oceni, czy prewencyjna inwigilacja przypadkowych osób jest dopuszczalna w świetle europejskiej konwencji praw człowieka.
Warto tu przywołać nieco podobną sprawę, która toczyła się przed polskim sądem. Fundacja Panoptykon chciała dowiedzieć się, czy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego także współpracowała z NSA. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nie wydobył tej informacji. Dlaczego? Uwierzył w argument ABW, że ujawnienie tej informacji może zagrozić bezpieczeństwu publicznemu. Sąd przytaknął w ciemno, mimo że mógł informację zdobyć i sam zdecydować, czy rzeczywiście bezpieczeństwo Polaków będzie zagrożone po jej odtajnieniu, nie wspominając już o analizie zgodności ewentualnej współpracy z prawem.