Inżynierom z MIT do zakłócenia transmisji LTE w promieniu kilku mil wystarczyło niepokojąco niewiele: jedna osoba, laptop, urządzenie zakłócające za około 650 dolarów (na przykład to), akumulator (może być samochodowy) i wiedza, którą można łatwo zdobyć. Jeśli atakujący szarpnie się jeszcze na odpowiedni wzmacniacz, będzie w stanie odciąć od sieci całe miasta — a należy pamiętać, że amerykańskie miasta do najmniejszych nie należą. Dla współczesnego społeczeństwa, które bazuje na ciągłej łączności z Internetem nawet idąc na obiad, coś takiego będzie równoważne z podłożeniem bomby w metrze… nie tylko dlatego, że w centrum Nowego Jorku Siri nie powie, gdzie jest najbliższa tajska restauracja.
Technology Review, który opisał odkrycie, zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Podczas wydarzeń z 11 września 2001 roku poważnie szwankowała komunikacja między policjantami, strażakami i ratownikami, co niestety dołożyło się do sumy śmiertelnych ofiar. W Stanach powstaje projekt systemu alarmowego opartego o LTE — FirstNet (PDF) — który w takiej sytuacji miałby być niezawodny. Może być jednak jeszcze gorzej — gdyby sytuacja miała się kiedykolwiek powtórzyć, ale na ziemi byłby jeszcze ktoś wyposażony w sprzęt zakłócający, oparta na LTE komunikacja między służbami byłaby po prostu niemożliwa.
Ericsson szacuje, że do 2017 roku połowa populacji świata będzie z technologii LTE korzystać i będzie ona obecna nie tylko w naszych konsumenckich smartfonach i tabletach, podłączone będą także urządzenia medyczne czy systemu nawigacji dla transportu publicznego.