Matko bosko, kto to tak zaprojektował. PlayStation 5: test i recenzja

Strona główna Lab Inne

O autorze

Pod wieloma względami PlayStation 5 jest jak antonim nowego Xboksa: wielkie i niezgrabne, ale zarazem ma w sobie coś intrygującego. Coś, co każe piać na jego cześć peany.

Przyznam, że pisząc o Xboksie Series X, ustaliłem sam ze sobą, że nie będę się odnosić do konkurencji i dam konsoli Microsoftu czystą kartę. PlayStation 5 jest jednak drugie w kolejce, a co za tym idzie skłania do pewnej refleksji nad nową generacją. Jeśli jednak ktoś liczy na tutorial, którą konsolę wybrać, jestem zmuszony go zawieść. Obie konstrukcje łączy właściwie jedynie zdolność do uruchamiania gier. Forma to dwie totalnie odmienne koncepcje.

Futurystyczny wygląd konsoli—o którym skądinąd zdążyłem już dość wiele napisać—jest tego namacalnym, ale na pewno nie jedynym dowodem. Prawdziwą magię ukazuje dopiero system operacyjny i pozaszywane w nim funkcje.

Sony skupia się na graczu, a nie graczach

Tak, to pierwsza z zasadniczych różnic na tle Microsoftu, który—przypomnę—duży nacisk kładzie na wydarzenia społecznościowe i rozgrywkę online. PS5 oczywiście także wspiera czaty grupowe i rankingi, w dużej mierze jednak wydaje się bardziej introwertyczne i nastawione na pojedynczego użytkownika. Tłumaczę.

Konsola ma bardzo praktyczne menu globalnej konfiguracji gier. Jednym ruchem można określić preferowane opcje językowe, poziom trudności czy rodzaj kamery.

Cieszy ponadto szeroki wachlarz ułatwień dostępu. Przyciski na kontrolerze DualSense są całkowicie konfigurowalne, a wszystkie komunikaty, w tym czat głosowy, mogą być odczytywane poprzez syntezator. Zarówno głosem męskim, jak i żeńskim. Są też opcje powiększania czcionek. Krótko: Sony zadbało o to, aby każdy niemalże mógł z PS5 korzystać i robić to w wygodny dla siebie sposób, choć niestety na razie nie wszystko jest w języku polskim.

Sam dashboard rewolucji nie przeszedł

A przynajmniej nie w jakimś spektakularnym stopniu. Czy jednak w przypadku PS4 ktokolwiek na niego narzekał? No właśnie.

Spośród kosmetycznych zmian w oczy najbardziej rzuca się wielkość kafli z grami. Wydatnie urosły. Oprócz tego, po najechaniu na np. ikonkę z "Marvel's Spider Man: Miles Morales", w tle usłyszymy fragment ze ścieżką dźwiękową z gry. To samo dzieje się przy okazji m.in. "Ghost of Tsushima", "Watch Dogs Legion", a nawet "Rocket League". Przyjemny akcent — aczkolwiek wcale nie jakoś szczególnie innowacyjny. Kto pamięta PS3 lub PSP, ten wie.

Drugą może nie tak widoczną na pierwszy rzut oka, ale ważną nowością są opcje personalizacji. Możemy decydować, które elementy chcemy mieć pod ręką, a które mają zniknąć. Znów – wygoda gra tu pierwsze skrzypce.

I to rozciąga się również na aspekty drugorzędne w ujęciu konsolowym, takie jak odtwarzanie filmów. Podczas gdy XSX wymaga do tego osobnej aplikacji, PlayStation 5 po prostu przyjmuje płytę i odpala materiał. Żadnego kombinowania. Wszystko sprawnie i intuicyjnie.

Zgodnie z zapowiedziami, Sony zagnieździło w systemie nawet sklep PlayStation Store, ale o tym akurat nie mogę napisać nic więcej. Dziś nie pisnę również słowa na temat sekcji poświęconej aplikacjom zewnętrznym, ani sekcji z multimediami. Ale do tego tematu wrócimy wkrótce, gdy tylko zejdzie dodatkowe embargo na rzeczone funkcje.

Słowo kluczowe: szybkość

Co warte podkreślenia, system PlayStation 5 jest nie tylko naszpikowany opcjami i wygodny w użytkowaniu, ale także szybki. Naprawdę szybki.

Różnica względem PS4 jest wprost uderzająca. Konsola już nie zastanawia się po kilkanaście sekund przy wyborze poszczególnych zakładek. Klikasz i jest. Tak, jak powinna działać elektronika użytkowa na miarę 2020 roku.

Na szybkości zyskało natomiast przełączanie między menu głównym, a grami. Teraz odbywa się to w mgnieniu oka. Cześć tytułów, bo niestety nie wszystkie, po przejściu do głównego menu są włączone w tle i wyglądają jak wygaszacz ekranu. Sprytne, a przy tym cieszące oko. Choć podkreślmy, że nie stoi za tym znane z XSX zrzucanie stanu pamięci, a zwyczajne utrzymanie procesu w tle.

O samej wydajności procesora i pamięci masowej zaś najwięcej mówią czasy ładowania gier:

  • Battlefield 1 na PS4 Pro: 57 sekund
  • Battlefield 1 na PS5: 12 sekund
  • Watch Dogs Legion na PS4 Pro: 1 minuta 12 sekund
  • Watch Dogs Legion na PS5: 32 sekundy
  • Śródziemie: Cień wojny na PS4 Pro: 41 sekund
  • Śródziemie: Cień wojny na PS5: 28 sekund
  • Ghost of Tsushima na PS4 Pro: 29 sekund
  • Ghost of Tsushima na PS5: 20 sekund

Ale szybkość systemu to nie wszystko

Niemniej tym, co ucieszyło mnie nawet bardziej niż szybkość systemu i ładowania gier, jest kultura pracy. W odróżnieniu od swojej poprzedniczki, PS5 to konsola niezwykle cicha. Nawet w najbardziej intensywnych momentach, jeśli cokolwiek słychać, to tylko nieznacznie ponad tło akustyczne.

A co z grami? Nie będę czarował: "Marvel's Spider-Man: Miles Morales" potrafi wyglądać OBŁĘDNIE. Efekty cząsteczkowe powodują wytrzeszcz oczu, a Człowiek-Pająk odbijający się na oszklonych wieżowcach to kosmos. Inna sprawa, że po wyborze preferowania jakości nad płynność gra potrafi chrupnąć. Zdarzyło się to co prawda raptem dwa razy (raz na samym początku), ale nie sposób tego przemilczeć.

Niestety, podobnie jak w przypadku Xboksa, wiele tytułów cały czas czeka na patche. Widać większą płynność w grach, najbardziej w "Battlefield 1", ale na skok jakościowy, jak u konkurencji nie ma co liczyć. Przy czym Sony nie ma ostatnio dobrej passy informacyjnej. Nie ma również mowy o wsparciu 1440p, choć według Kuby Krawczyńskiego sprawa nie jest tu jeszcze przegrana. Oby.

Trochę paradoksalnie, PS5 współdzieli jeszcze jedną wadę z Xboksem

Tutaj jest nawet bardziej widoczna, a chodzi o dysk.

Dorzucenie do PlayStation 5 nośnika o pojemności 825 GB woła o pomstę do nieba, co realnie przekłada się na 664 GB miejsca na gry. Efekt? Po zainstalowaniu kolekcji złożonej z "Marvel's Spider-Man: Miles Morales", " "FIFA 21", "Ghost of Tsushima, "Watch Dogs Legion", "Battlefield 1", "Devil May Cry 5", "Rocket League" i pakietu z PS Plus w postaci "Śródziemie: Cień wojny" i "Hollow Knight" na "Call of Duty" zabrakło już miejsca.

Dołóżmy do tego doniesienia o braku możliwości rozbudowy wewnętrznego dysku SSD (port M.2 jest dostępny, ale na razie nie obsługuje go software) i robi się kłopot. Nie wielki, ale zauważalny, o ile nie zmienimy nawyków i nie zaczniemy instalować tylko tych pozycji, w które aktualnie gramy.

Kłopotu nie ma PlayStation 5, przynajmniej na dziś, z grzaniem się

Po półgodzinnej zabawie z "Watch Dogs Legion" PS4 Pro potrafił robić za małą farelkę. Z PS5 nie ma o tym mowy. Po kilkugodzinnej sesji z "Marvel's Spider-Man: Miles Morales" konsola nie była nawet letnia. A potrafi się w tej grze dziać bardzo dużo.

Tak więc ogromniasta obudowa, mimo iż optycznie nieco pokraczna, ostatecznie zdaje egzamin. Coś za coś, można by rzec i przejść płynnie do podsumowania.

Czy warto kupić PlayStation 5?

PlayStation 5 to na pewno konsola, która jest bardziej konsolowa niż Xbox Series X|S. Zachowuje znacznie więcej niż rywal z kanonu sprzętu tego rodzaju. Skupia się bardziej na rozgrywce jednoosobowej niż trybach sieciowych, a do tego ma pakiet gier na wyłączność i—jeśli jeszcze o tym nie wspomniałem—unikatowy kontroler.

Adaptacyjne spusty pada DualSense powodują, że gry odbiera się inaczej niż dotychczas: czuć fizyczny opór i reakcję na wydarzenia na ekranie.

Już ta cecha daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z nową generacją sprzętu, czego Xbox nie manifestuje w sposób tak odczuwalny. Ale podobnie jak w przypadku sprzętu Microsoftu, tak i tutaj, na ostateczny werdykt przyjdzie jeszcze poczekać. I tak, mowa o grach, a właściwie ich niedoborze.

Współautor opinii: Paweł Hekman

© dobreprogramy
s