O tych problemach opowiedział Marcin Wojtyński, dyrektor wydawniczy Wydawnictwa Nowa Era — jednej ze starszych polskich oficyn edukacyjnych. Wspomniana wcześniej infrastruktura szkolna nie jest, jego zdaniem, przygotowana na masową cyfryzację — wręcz przeciwnie, są daleko w tyle nawet za domami rodzinnymi uczniów. Szkoły nierzadko nie dysponują szerokopasmowym łączem, które może wytrzymać użytkowanie w wielu klasach na raz, a komputer ma do dyspozycji mało który nauczyciel, nie wspominając już o urządzeniach pomocniczych, jak rzutniki czy porządne głośniki. Trudno więc oczekiwać, że z dnia na dzień nauczyciele zaczną korzystać z dobrodziejstw nowoczesnych technologii w klasach. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie powinno się więc tak spieszyć z wprowadzaniem tych nowych podręczników i technologii do klas. Nakazywanie nauczycielowi korzystania z takich materiałów wymaga najpierw pokazania mu, jak może to robić tak, aby rzeczywiście podnieść wartość prowadzonych lekcji.
Z kolei wydawnictwa specjalizujące się w podręcznikach szkolnych przygotowują się do wejścia w cyfrową erę od lat, ale powoli. To się zaczęło jeszcze w czasach, kiedy do książek do nauki języków dołączane były kasety, a teraz nagrania audio, filmy czy prezentacje do obejrzenia na komputerze już nikogo nie dziwią. Projekt e-podręcznik zakłada ponadto, że takie materiały i stanowiąca podstawę książka elektroniczna będą dostępne za darmo, ale zmartwieniem rodziców są ceny urządzeń, na których można je będzie oglądać. Co prawda w ciągu najbliższych dwóch lat rynek jeszcze się zmieni, ale nadal koszt porządnego tabletu dla ucznia może nie być konkurencyjny w porównaniu z rozłożonymi na lata wydatkami na tradycyjne książki. No i nie wystarczy oddać materiały w ręce szkół, trzeba jeszcze pokazać nauczycielom, jak mogą z nich efektywnie korzystać.
Warto zaznaczyć, że kopalnią wiedzy na temat elektronicznych podręczników i wdrażania tego rozwiązania są doświadczenia innych krajów. Obecnie nasz rodzimy projekt pilotażowy nie nastraja optymistycznie, może więc warto zawczasu przeanalizować sytuację w innych częściach świata? W Holandii po 10 latach wdrożeń dopiero połowa nauczycieli z nich korzysta — może więc warto zwolnić? Katalonia z kolei ma poważne problemy z finansowaniem aktualizacji książek — czy w Polsce to się nie powtórzy? W końcu, w przeciwieństwie do wydań papierowych, te cyfrowe można aktualizować na bieżąco w miarę rozwoju czy to ortografii języka, czy nowych odkryć naukowych. Przede wszystkim jednak nie można traktować cyfryzacji szkół jako metody na oszczędzanie.