AMD Radeon VII – test. Czy GeForce RTX 2080 ma się czego obawiać?

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria

O autorze

Ręka w górę ten, kto spodziewał się, że AMD rozpocznie rok 2019 od nowej karty graficznej i będzie to produkt klasy wyższej, wytwarzany na dodatek w procesie litograficznym klasy 7 nm. Ja, przyznam, do momentu oficjalnej zapowiedzi Radeona VII żyłem w przekonaniu, że jeśli dział GPU czerwonych nad czymkolwiek aktualnie pracuje, to jest to energooszczędna architektura Navi, która mogłaby przydać się w kolejnej generacji konsol. A tu proszę, Lisa Su wychodzi na scenę nową Vegą.

No dobra, fakt jest taki, że nowa Vega aka Vega 20 nie do końca jest produktem ostatnich dni. Zadebiutowała w listopadzie 2018 r. w akceleratorach Radeon Instinct MI60 oraz MI50, przeznaczonych dla centrów danych; do takich zastosowań jak głębokie uczenie czy wirtualizacja. Jednak dopiero teraz firma z Sunnyvale zdecydowała się skierować nowość ku szerszemu odbiorcy, wdrażając przy tym kilka zmian w zakresie gospodarki energetycznej czipu, aby w miarę możliwości zmaksymalizować wydajność w grach.

W odróżnieniu od Radeona Vega 64, rdzeń Radeona VII ma coś, co AMD nazywa siecią sensorów temperatury. Chodzi o to, że zastosowano nie jeden jak w klasycznych przypadkach, ale aż 64 czujniki, które monitorują temperaturę na poziomie złącz tranzystorów. Zdanem producenta można w ten sposób uzyskać bardziej optymalne sterowanie częstotliwością zegara taktującego. A dzieje się tak, gdyż to właśnie temperatura wewnątrz układu jest kluczowa, patrząc pod kątem niezawodności sprzętu. Zgaduję, że nie znając jej wartości, inżynierowie musieli opierać się na wyliczeniach szacunkowych z danych czujnika zewnętrznego. Dla bezpieczeństwa zawsze przyjmowali najgorszy scenariusz i na przykład turbo działało słabiej niż by mogło działać.

Tego troszkę mniej, tego dużo więcej

Zmiany w strukturze krzemowej potwierdza liczba tranzystorów, która wynosi 13,23 mld, a nie 12,5 mld jak u poprzednika. Przy czym fizycznie, dzięki zastosowaniu technologii 7 nm, układ wydatnie się skurczył – 331 vs 495 mm². A co pod maską? Odpowiedź brzmi: 60 bloków nCU, czyli 3840 procesorów strumieniowych i 240 jednostki teksturujące, a ponadto 16 GB pamięci HBM2 na 4096-bitowej magistrali(!), o przepustowości równej dokładnie 1 TB/s.

Model Rdzeń SPU / TMU / ROP Pamięć Taktowanie TDP
AMD Radeon VII 7 nm Vega 20 331 mm² 3840/240/64 16 GB HBM2 4096-bit (1024 GB/s) 1400 - 1750 / 1000 MHz 300 W
AMD Radeon Vega 64 14 nm Vega 10 495 mm² 4096/256/64 8 GB HBM2 2048-bit (484 GB/s) 1200 - 1536 / 945 MHz 295 W

Dociekliwi zauważą zapewne, że starszy Radeon Vega 64 dysponuje 64 nCU, a więc 4096 procesorami strumieniowymi i 256 jednostkami teksturującymi. Owszem, ale warto przy tym pamiętać, jak niewiele dzieliło Vegę 64 i Vegę 56, a ta druga przecież bazuje na 56 nCU – 3584 procesory strumieniowe. Zaciągniętym hamulcem ręcznym jest przepustowość pamięci, jak również w skrajnych sytuacjach jej pojemność. Z tym Radeon VII nie ma prawa mieć problemów. Przypomnę – 16 GB HBM2, magistrala o szerokości 4096-bit, przepustowość 1 TB/s. Czyli każda z tych wartości urosła co najmniej dwukrotnie. Urosło też taktowanie rdzenia, z maksymalnego turbo na poziomie 1536 MHz do 1750 MHz. Z czego zmiany w zarządzaniu energią sprawiają, że karta może teraz przekraczać maksymalne turbo; podczas testów udało się odnotować 1793 MHz na rdzeniu.

Bez większych zmian pozostaje natomiast TDP, które wynosi 300 W. Niemniej AMD wyjaśniło podczas zamkniętej prezentacji dla mediów, że nie oznacza to utrzymania zużycia energii, a jest po prostu współczynnikiem, przyjmowanym przy projektowaniu układu chłodzenia, sekcji zasilania itd. Dlatego tym akurat parametrem radziłbym się zbytnio nie sugerować.

Piękna ta bestia; AMD uczy się od konkurencji

AMD uczy się od konkurencji – to pierwsze, co przyszło mi na myśl, po zobaczeniu Radeona VII. W aktualnej generacji Nvidia kompletnie odmieniła swoje referenty, decydując się na otwartą konstrukcję chłodzenia i elegancką, metalową obudowę; AMD robi dokładnie to samo. Co prawda bardzo podobną konstrukcję widzieliśmy u czerwonych wcześniej, przy okazji dwuprocesorowego Radeona HD 7990, ale potem z jakiegoś powodu znów powrócono do turbinek, profesjonalnie – wentylatorów promieniowych. Siódemka, mam nadzieję, ostatecznie zrywa z tym trendem.

Karta ma 265 mm długości i trzy wentylatory osiowe o średnicy 80 mm każdy, owiewające gęsto użebrowany radiator. Maskownica chłodzenia i backplate są metalowe, domniemam – z aluminium. Jakość wykonania to najwyższa półka, a przyjemnym akcentem jest podświetlane logo na krawędzi bocznej. Zasilanie odbywa się przy pomocy dwóch wtyczek 8-pin. Z kolei zestaw wyjść obrazu składa się z trzech DisplayPort 1.4 HDR i jednego HDMI 2.0b. Ciekawostka: obsługiwana wersja standardu PCI Express to 4.0, co jest rozwiązaniem zaimplementowanym z myślą o procesorach Ryzen 3000. Na dzisiejszych procesorach i płytach Radeon VII działa jako karta rozszerzeń PCI Express 3.0. Niemniej osobiście nie sądzę, aby miało to jakkolwiek wpłynąć na wydajność.

Wydajna Vega? Wczoraj to był oksymoron

A skoro już o wydajności mowa, to idealny moment, aby przejść do części testowej. I tak, zasadniczo pomiary w grach potwierdzają to, o czym mówiło AMD; siódemka jest minimum 20 proc. szybsza od Vegi 64, a w tytułach kładących duży nacisk na przepustowość pamięci jej przewaga zbliża się do nawet 30 proc. Jest to wystarczający zastrzyk mocy, aby mając monitor z FreeSync, komfortowo pograć w rozdzielczości 4K w każdy tytuł ujęty w zestawieniu.

Ale w bezpośrednim porównaniu Radeona VII z GeForcem RTX 2080 przeważnie wygrywa ten drugi, choć trudno się oprzeć wrażeniu, że jest to częściowo zależne od tego, który producent partycypuje w tworzeniu gry, a częściowo – od sterownika. Jednogłośnie lepiej nowość radzi sobie w Battlefield 1, gdzie rywalowi brakuje pamięci, a także Strange Brigade, tytule będącym pokazówką najnowszych środowisk programistycznych. Obie te gry były promowane przez firmę z Sunnyvale. Słynący z niezłej optymalizacji Far Cry 5 oraz Deus Ex: Mankind Divided są niemalże na remis, raz z leciutkim wskazaniem na Nvidię, drugim razem – na AMD, a bezapelacyjne zwycięstwa zielonych to Doom (2016), Dying Light: The Following, Metro Last Light Redux i Shadow of the Tomb Raider. Wszystkie cztery z ich logo przed intro. Wnioski możecie wyciągnąć sami.

Osobną kwestię stanowi, że pomimo wykorzystania nowoczesnej technologii 7 nm, znacznie mniejszego czipu i wydawałoby się dopieszczonego układu chłodzenia, AMD wciąż nie potrafi pokonać Nvidii pod względem kultury pracy. Co prawda podczas typowej rozgrywki Radeon VII ma podobne zapotrzebowanie na moc do GeForce'a RTX 2080 i jest równie chłodny, ale zostaje to okupione dużym poziomem hałasu. Wentylatory rozkręcają się do blisko 3000 obr./min. Producent obiecuje, że będzie pracować nad dostrojeniem krzywej. Trzymam za słowo.

Komponenty wykorzystane w testach: Intel Core i9-9900K, Asus ROG Maximus XI Formula, Crucial DDR4 2x 8 GB 2666 MHz CL16 Ballistix Sport Red, Crucial SSD BX500 480 GB, SilentiumPC Navis Pro 240, SilentiumPC Supremo FM2 Gold 750 W, SilentiumPC Armis AR7. Za ich dostarczenie serdecznie dziękujemy producentom.

Benchmarki:

Testy rzeczywiste:

Temperatury, kultura pracy, zużycie energii:

Karta do 4K vs karta do ray tracingu

Zatem raz jeszcze – czy po premierze Radeona VII, GeForce RTX 2080 ma się czego obawiać? Cóż, wyniki testów nie są jednoznaczne, więc chcąc udzielić odpowiedzi na tak postawione pytanie, należy rozpatrzyć kilka wariantów. Sądząc po średniej liczbie klatek uzyskiwanych w grach, siódemka to sprzęt bardzo chimeryczny; w jednym tytule walczy z rywalem jak równy z równym, by w kolejnym dostać zadyszki i przegrać różnicą 10 - 15 proc. Tak więc jeśli ktoś ocenia karty graficzne wyłącznie przez pryzmat ogółu wykresów słupkowych, to z najnowszego Radeona zadowolony nie będzie. Co innego, gdy na temat spojrzy się z bardziej praktycznego punktu widzenia. Największe porażki Radeon VII odnosi w grach leciwych: Metro Last Light Redux – 2014 r., Dying Light – 2015 r.. W przypadku świeższych pozycji straty do GeForce'a RTX 2080 istotnie maleją, aż w końcu to sprzęt Nvidii strzela focha, kiedy zaczyna mu brakować pamięci graficznej (patrz. Battlefield 1).

Właśnie! Myśląc perspektywicznie, 16 GB VRAM stanowi ogromny atut Radeona VII i gwarantuje spokój na długie lata, ale z drugiej strony konkurencja kusi efektem ray tracingu i skalowaniem z użyciem głębokiego uczenia, DLSS. To z kolei prowadzi do wniosku, że obydwie omawiane grafiki tak naprawdę nie są do końca wymienne, a czy ktoś woli 4K i FreeSync 2 HDR w Resident Evil, czy ray tracing w BF V – rzecz gustu. Poza tym Radeon VII ma całkiem przyzwoitą efektywność energetyczną, jest stosunkowo chłodny i pięknie wykonany. Za to mógłby być nieco cichszy, choć producent obiecuje jeszcze poprawić ten aspekt sterownikiem. Resztę zweryfikują ceny i dostępność, lub nie, w sklepach. Czerwoni wyceniają swojego flagowca na 699 dol. Najtańsze GeForce'y RTX 2080 kosztują dokładnie tyle samo, ale są one też nieco wolniejsze od widocznego na wykresach referenta, za którego trzeba zapłacić 799 dol. / 3699 zł. Przy czym AMD dorzuca do zestawu trzy gry (RE 2, The Division 2, Devil May Cry 5), Nvidia – dwie (Anthem, BF V). Trudny wybór...

© dobreprogramy