Rzut Okiem - Mafia II

Strona głównaRzut Okiem - Mafia II
02.09.2009 14:29

Mafia II - ten tytuł powinien spędzać sen z powiek twórcom serii Grand Theft Auto, firmie Rockstar. I nie ma w tym ani cienia przesady. To, co na tegorocznym gamescomie pokazał czeski oddział 2K Games zachwyciło każdego w redakcji tak naszej, jak i tych zagranicznych. Jeśli kiedykolwiek tęskniliście do dawnych klimatów gangsterskich, takich realistycznych, gdzie nie wszyscy ganiają z wyrzutnią rakiet i wypalają radośnie do ludności cywilnej oraz stróżów prawa, to ta gra jest dla Was. Więcej! – to produkcja także dla fanów radosnego podejścia GTA do sprawy. Bo zawsze przecież można się nawrócić. Kiedy poczujecie te lata 50 ubiegłego wieku zapomnicie o robieniu wieży z czołgów przy użyciu cheatów. Wczujecie się na całego w Vita Scaletta z Empire City, który przed sobą ma drogę na sam szczyt przestępczego świata.

W trakcie gry przyjdzie nam prowadzić bohatera przez 10 lat jego życia. Z początku parać się będziemy podstawowymi rozbojami, aby w miarę postępów otrzymywać też i coraz to ciekawsze misje. Ot, chociażby taką, gdzie w przebraniu członka ekipy myjącej szyby (odpowiednie ciuchy trzeba naturalnie najpierw zdobyć) wjedziemy windą na szczyt wieżowca, sprzątniemy określonego gościa, a potem postaramy się bez większego dymu wrócić tą samą drogą, którą się wbiliśmy do środka. Naszą bazą wypadową w początkach gangsterskiego życia jest zwykłe mieszkanie w jednej z szemranych dzielnic. Tutaj odbieramy telefony od kolejnych zleceniodawców, tu zawsze kobiet kręci się w bród, w końcu tutaj relaksujemy się również pomiędzy misjami przy piwku.

349994567464085441

Wspominałem o wczuwaniu się w postać? Mieszkanie jest właśnie doskonałym przykładem umiejętnego skłaniania gracza do identyfikowania się z bohaterem. Na „chacie” mamy dziewczyny, bo my, jak i nasi kumple Joe Barbaro oraz Henry Tomasino od nich nie stronimy. Po kwadracie poruszamy się w zwykłych spodniach i podkoszulku. W lodówce dramat - jakieś niedojedzone żarcie, brudne talerze plus browar. Otwieramy jeden i z butelką ruszamy do łazienki. Tam naga pannica akurat biorąca prysznic prosi nas, byśmy umyli jej plecy. Jednak nie mamy ochoty się moczyć. Biorąc kolejnego łyka kierujemy się w stronę dzwoniącego telefonu. Jest sprawa, jeden typ ma fajne furki i należy ich się pozbyć. Przyjęte. Otwieramy szafę, wybieramy coś bardziej odpowiedniego na misję i wychodzimy z lokalu. O, sąsiada znowu żona nie chce wpuścić do mieszkania. Zalał się chłop ostatnio. Sprzątaczka na dole wciąż szoruje klatkę. Ach ci ludzie…

[break/]Wychodzimy z budynku, żadnego doczytywania. Z garażu wybieramy sobie auto i ruszamy w miasto. Pod blokiem właśnie jakaś „laska” wjechała gościowi w cztery litery, jest awantura. Rozpoczyna się tak zwany Instant Subquest, czyli natychmiastowe zadanie poboczne, które możemy, acz nie musimy wykonać. Dziewczyna fajna, więc rozmawiamy z człowiekiem, by dał jej spokój. Stawia się, to łapiemy go za klapy i dochodzi do bójki. Dwa sierpowe plus głowa o drzwi fury (w starciach wykorzystujemy otoczenie), typ leży na ziemi. Pannica wdzięcznie ociera się biodrami o nasze krocze. Wieczorem będzie się działo. Ale tymczasem należy ruszać dalej – misja sama się nie wykona. Metropolia żyje, wokół pełno przechodniów. Wrzucamy trzeci bieg i długa.

349994567464282049

Gra przy dużo większej szczegółowości tekstur oraz obiektów hula na Xboksie 360 mniej więcej z szybkością Grand Theft Auto IV na tym samym sprzęcie. Czyli płynnie tak do końca nie jest, aczkolwiek tytuł śmiga na tyle dobrze, że rwąca miejscami animacja nie psuje zupełnie radości z zabawy. Wjeżdżamy do bocznej alejki, aby u pobliskiego handlarza zrobić zakupy odpowiednie na misję. Amunicja, spluwa, wytrychy oraz koktajle Mołotowa się przydadzą. Przy wyjściu zaczepia nas dwóch typków, grożą nożem, chcą kasę. Jednemu celujemy z broni w głowę, chowa scyzoryk, przeprasza, czym prędzej obaj się zwijają. Akurat gnat znika w naszej kieszeni, kiedy pobliski policjant go zauważa i pyta się czy mamy nań pozwolenie. Pech. Przekupić stróża prawa, pokazać licencję czy po prostu nawiać? Wybieramy trzecie rozwiązanie.

349994567464413121

Policjant jest wolny. Nic wielkiego nie zrobiliśmy, więc nie będzie do nas strzelał. Nie zdążył się Vito dobrze przyjrzeć, niemniej nasz ogólny rysopis jest już na komendzie. Wskakujemy za skrzynkę (zaawansowany system chowania się za osłonami), widzimy jak radiowozy przemykają z boku. Jeszcze chwila przyczajki i wpadamy do sklepu. Kupujemy nowe ciuchy, z kapeluszem włącznie - teraz nas nie rozpoznają. Tak, twórcy chcą zmusić gracza do mądrych decyzji, zabicie stróża prawa to poważne wykroczenie i z tego naprawdę ciężko będzie się komukolwiek wykaraskać. Pod sklepem stoi auto. Szybkie wybicie szyby ponownie wpakuje nas w kłopoty, więc po cichu otwieramy drzwi wytrychem (minigierka). To jedna z ponad 50 furek wzorowanych na tych z lat 40 i 50 ubiegłego wieku. Piękna maszyna. Ale jedźmy w końcu na miejsce misji.

[break/]Jesteśmy. Krótki przelot kamery przez lokację wzorem tych z Prince of Persia: Piaski Czasu, żeby tylko zorientować się co jest gdzie. Szef kazał być cicho, więc jednego ze stróżów puszczamy ukradkiem bokiem. Gość idzie w krzaki w wiadomym celu. Dostaje od tyłu w łeb. Niestety przy wejściu do garażu łapie nas drugi, którego nie wzięliśmy pod uwagę. Trzaskamy go równo po twarzy (dwie postawy – mocne i słabe ciosy, plus uniki), wkrótce leży u naszych stóp. Ze spokojnej akcji już nici, więc równie dobrze możemy auta po prostu wysadzić. Mołotow raz i drugi. Auta pięknie płoną, jedno wybucha. Nas odrzuca, na inną furę spada sufit oraz metalowe szafka. W powietrzu masa śmieci, na ziemi turla się to, co przed chwilą jeszcze było na półkach. Podjeżdża radiowóz. Przestrzeliwujemy mu opony, wsiadamy do samochodu i bierzemy nogi za pas.

349994567464609729

Nie zdążyli zobaczyć twarzy, lecz rodzaj auta, jego kolor i numer rejestracyjny znają. Trzeba coś z tym zrobić. Podjeżdżamy do mechanika, zmieniamy lakier, przebijamy blachy (na dowolne), przy okazji zmieniamy silnik na lepszy. Twórcy chcą, żebyśmy przywiązywali się do wozów, szukali i kolekcjonowali co lepsze furki, by je usprawniać, a nie zmieniali je jak rękawiczki. Wyjeżdżając od blacharza zauważamy pozostałości blokady drogowej. Udało się nam. Ale misja jeszcze nie została doprowadzona do końca. Zatrzymujemy się przy pierwszym lepszym automacie telefonicznym, wrzucamy żeton, dzwonimy do szefa, żeby zdać relację. Akurat obija jakiegoś dłużnika, zadowolony ze zrobienia zamieszania nie jest, ale przymyka na to oko. Zadzwoni później z czymś konkretniejszym. Mamy czas wolny. Jaki był adres tej dziewczyny spod bloku?

349994567464740801

Uff. Tak, w Mafia II wiele dobrego się dzieje. Gra napędzana jest świetnym silnikiem graficznym i fizycznym oraz stawia na fabułę. Mamy zmiany pogodowe i kolejne pory dnia, niemniej nie są one dynamiczne, a z góry przez twórców ustalone. Pozostawiają sobie oni w ten sposób możliwość kreowania nastroju poszczególnych misji. Szczegółowość otoczenia, ilość obiektów w scenie, jakość tekstur – to już teraz bije na głowę GTA IV. W dodatku Empire City żyje, cieć zmienia żarówki, elektryk sprawdza korki, postacie niezależne zajmują się swoimi sprawami, nie czuć sztuczności. Naprawdę warto na tytuł czekać. U mnie to absolutny numer jeden w tej chwili, każda wzmianka o premierze gry rozgrzewa mnie do czerwoności. Was też Mafia rozgrzeje, tego jestem pewien.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)