W Wielkiej Brytanii znaleziono sposób na ukręcenie głowy temu,co nazywa się niekiedy „gospodarką współdzielenia”, „sharingeconomy”, a czego wiodącymi przykładami są firmy takie jak Uberczy Airbnb. Precedensowy wyrok przed sądem pracy w Londynie,praktycznie likwiduje możliwość dalszego legalnego działaniatakich biznesów w Zjednoczonym Królestwie, każąc zadać pytanie:czy bazująca na elektronicznej komunikacji gospodarka współdzieleniabędzie musiała zejść do gospodarczego podziemia?

bEUkHysB

Sprawę do sądu pracy wniosło w tym roku dwóch londyńskichkierowców używających partnerskiej aplikacji Ubera, Jamesa Farrarai Yaseena Aslama, w imieniu grupy 19 innych kierowców. Podczasprzesłuchania w lipcu twierdzili oni, że zmuszani byli do pracyprzez wiele godzin, grożono im konsekwencjami gdyby zrezygnowali zkursu, tymczasem bywały miesiące, że zarabiali ledwie 5 funtów nagodzinę, poniżej płacy minimalnej wynoszącej w Wielkiej Brytaniiobecnie 7,20 funta na godzinę. Wnosząc sprawę do sądu, chcieliwykazać, że tak naprawdę są pracownikami Ubera, a niesamozatrudnionymi, którzy korzystają jedynie ze wspólnej„platformy”.

W odpowiedzi prawnicy Ubera stwierdzili, że ich klient nie jestfirmą transportową, lecz (sic!) „firmą technologiczną”, ajego kierowcy są samozatrudnionymi zleceniobiorcami, którzy samiwybierali, gdzie i jak mają pracować. Odpowiedź była formalniezgodna ze stanem faktycznym. Jak bowiem wiadomo Uber nie zatrudniakierowców, lecz bierze prowizję z ich opłat kursowych w zamian zaudostępnienie swojego systemu informatycznego, pozwalającegootrzymywać zlecenia od pasażerów korzystających z mobilnejaplikacji firmy.

Zdaniem brytyjskiego sądu pracy stan formalny nie ma jednak nicwspólnego ze stanem faktycznym. Sędziowie zdecydowali, że kierowcyUbera nie są samozatrudnieni, lecz są pracownikami Ubera i musi byćim płacona płaca minimalna, oraz zapewnione wszystkie przywilejewynikające z umowy o pracę, w tym płatne urlopy. W uzasadnieniuwyroku ostro skrytykowali argumentację kalifornijskiej firmy,oskarżając Ubera o odwoływanie się do fikcji, pokrętnego językai neologizmów – względem których należy zachować sceptycyzm.

bEUkHysD

Absurdalne historyjki z Kalifornii?

Jak można przeczytać w uzasadnieniu, sama koncepcja, że Uber wLondynie jest mozaiką 30 tysięcy małych biznesów połączonychwspólną platformą jest dla umysłów sędziów czymś śmiesznym,a absurdalność twierdzeń co do natury umów między kierowcami apasażerami widać na każdym kroku. Sędziowie wyśmiali teżwyjaśnienia brytyjskiej szefowej Ubera, Jo Bertram, jakoby to Uberpomagał kierowcom w rozwijaniu własnego biznesu, skoro kierowcy nicnie mają do powiedzenia w kwestii marketingu czy cen. Ich zdaniemjedyny „rozwój”, jaki Uber może zaoferować, to spędzaniewięcej czasu za kierownicą.

Obecnie w Zjednoczonym Królestwie jest około 40 tysięcy osób,które pracują jako samozatrudnieni partnerzy Ubera. To znaczącyodsetek całego grona ludzi, którzy zdaniem brytyjskiego fiskusapowinni być sklasyfikowani jako pracownicy – ma ich być aż 460tysięcy. Rocznie taki stan rzeczy ma kosztować 314 mln funtów wniezapłaconych podatkach i składkach na system powszechnegoubezpieczenia zdrowotnego. Z tego też powodu inspektorzy skarbowirozpoczną niebawem kontrole pod kątem fikcyjnych samozatrudnień, aparlamentarzyści powołali już komisję, która ma zbadać warunkipracy i płacy w całym kraju, kładąc szczególny nacisk nasytuację samozatrudnionych i pracowników tymczasowych.

Tak jak związki zawodowe ogłosiły wyrok „przełomowymzwycięstwem”, tak Uber go skrytykował i zapowiedział apelację.Pani Bertram podkreśliła, że dziesiątki tysięcy ludziwspółpracujących z Uberem nie chcą być pracownikami – chcąmieć wolność wynikającą z bycia swoimi własnymi szefami.

Przynajmniej do momentu, aż Uber przestanie potrzebować ichorganicznych mózgów, wprowadzając na drogi autonomicznetaksówki, których przygotowywane przez np. Nvidię siecineuronowe nie będą domagały się ani płacy minimalnej, aniurlopów.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Komentarze (56)
bEUkHytz