Po ogromnej wizerunkowej wpadce, Samsung zareagował na tyle szybko i sprawnie, że płonące Samsungi szybko stały się raczej powodem do żartów niż rzeczywistym czynnikiem w procesie decyzyjnym konsumenta. Akcja wymiany na nowe egzemplarze i dobry pomysł na oznaczenie sprawnych egzemplarzy zieloną ikoną baterii z pewnością ograniczyła pierwsze szkody.
Wszystko to jednak poszło całkowicie na marne, gdy przed dwoma dniami okazało się, że wada może występować także w zamiennikach. Co gorsza, nowy smartfon zapłonął w samolocie, co spowodowało ewakuacje. Stało się wówczas jasnym, że nowe Note'y, które w związku z datą premiery zamiast Galaxy S7 wyrosły na konkurencję iPhone'a, należy spisać na straty.
Ostatecznie potwierdzają to doniesienia serwisu Recode. Otóż amerykański operator Sprint uruchomił akcję, w ramach której posiadacze mogą zamienić nowego Note'a na... dowolny inny smartfon w ofercie jednej z największych amerykańskich firm telekomunikacyjnych, przynajmniej tak długo, jak będzie trwało dochodzenie w tej sprawie. A nietrudno wyobrazić sobie, jaki wybór nowego smartfonu będzie padał najczęściej.