O co chodzi w #pizzagate? W największym i olbrzymim skrócie, chodzi o dziwną pizzerię w Waszyngtonie. Łączy ona wiele rzeczy, które nie powinny iść w parze - pizzę, ping pong, dzieci, symbole pedofilskie, ukryte drzwi i pomieszczenia, obsceniczne murale i rzeźby, praktyki okultystyczne, dziwne zdjęcia na profilach społecznościowych właściciela, jeszcze dziwniejsze komentarze jego znajomych oraz... polityczne elity Waszyngtonu. Wiem, brzmi to nieprawdopodobnie i analiza całej historii to wieczór wyrwany z życiorysu, ale związki odkryte przez użytkowników nie wydają się przypadkowe. Maile Johna Podesty ujawniają chorobliwą wręcz obsesję waszyngtońskich elit na punkcie pizzy, która zaczyna nabierać zupełnie innego światła w zestawieniu ze słowami, które FBI uważa za kod używany przez siatki pedofilskie (pizza oznacza w nim dziewczynkę, hotdog chłopca, pozostałych nie będę już przytaczał, dość powiedzieć, że wszystkie występują w mailach Podesty i dzięki nim dziwne zdania zaczynają nagle mieć sens). Analiza powiązań pomiędzy użytkownikami w mediach społecznościowych nałożona na związki personalne z maili Podesty jest uderzająca i tym bardziej podejrzana, że wszystko o czym pisze Reddit i 4chan zaczyna znikać. Pizzeria zmienia logo, profile społecznościowe stają się prywatne, a zdjęcia takie jak te z profilu właściciela, Jamesa Alefantisa, dostępne są już tylko w archiwum. Podobnie jak list, w którym Hillary Clinton dziękuje mu za ostatnią zbiórkę pieniędzy. Wszystko to zestawione razem wygląda faktycznie bardzo dziwnie.